sobota, 30 sierpnia 2014

† Chapter 4 †

                                                      † Lethal Love † 

   Nie mam ochoty iść do domu na piechotę tak jak zawsze to robię od śmierci ojca więc idę na przystanek autobusowy gdzie czeka już parę osób. Gdy się pojawiam niektórzy wydają się być oburzeni, jakby ze szkoły nie można było się zerwać. Wzdycham i sprawdzam na rozkładzie ile będzie mi dane czekać na mój transport, na szczęście niecałe pięć minut. Kiedy się pojawia wsiadam i zaraz szukam wolnego miejsca, które udaje mi się znaleźć a nawet jedną parę. Zajmuję te koło okna, zdejmuję plecak i kładę między nogi. Opieram łokieć o szybę a następnie policzek o zaciśniętą pięść, ruszamy. Podróż mija mi spokojnie do czasu gdy, gdzieś tak w połowie drogi, do pojazdu wsiada punk. Na jego widok serce mi zamiera, zresztą chyba nie tylko mi, jest przerażający. Cały ubrany na czarno, z tatuażami i chyba kolczykiem w wardze. Naprawdę nie wiem jak można tak niszczyć swoje ciało i jego wnętrze przez alkohol. A to wszystko przez jakąś dręczącą cię depresję czy coś innego z czym nie potrafisz sobie poradzić.
   Ale zaraz.. przecież za parę godzin sama miałam znaleźć się w klubie dla punkowców, w najgorszej dzielnicy Carlisle i także z depresji pogrążać swoje smutki w tym świństwie, a raczej utopić wspomnienia o Allanie. Tym chamie, który tylko czekał na pretekst by zakończyć to co nas łączyło. A gdyż nie da się tak łatwo wymazać z pamięci kogoś kogo się kocha i jeszcze miesiąc temu to uczucie było odwzajemniane, mój mózg wybrał właśnie taką opcję pocieszenia. Dobrze, że w porę się otrząsnęłam, gdybym tam poszła mogłabym się stać taka jak on, popaść w nałóg a co najgorsze skończyć po drugiej stronie obok taty. Lecz czy nie tego chcę, ujrzeć go ponownie, móc go przytulić? Odpowiedź brzmi tak. Gdyż nikt mi tu nie został kto by mnie zrozumiał. Vivianne stracę, przynajmniej tak mi podpowiada instynkt, którego postanawiam od dziś słuchać a moja mama, która powinna mnie jeszcze bardziej wspierać, niż przyjaciele, jest pochłonięta pracą. W ogóle nie zwraca na mnie uwagi, może jednak to nie taki głupi pomysł by tam się udać?
   Nie! Nie i jeszcze raz nie! Nigdzie nie idę, ulotka gdy tylko wrócę wyląduje w koszu na śmieci podarta na milion kawałków. Kiedy wrócę, no właśnie! Przecież jadę autobusem i wciąż jestem zapatrzona w krajobraz za oknem rozmyślając o moich nie szczęściach. Szybko zakładam plecak i gdy stajemy, upewniam się, że to już mój przystanek i wybiegam z pojazdu wpadając na kogoś. Osoba obejmuje mnie ramionami i próbuje utrzymać nas w pionie, boże jaka ze mnie niezdara. Gdy stoimy pewnie uwalnia mnie ze swojego silnego uścisku.
- Ja przepraszam, nie chciałam. - Mówię szybko wymijając go, chcę być jak najszybciej w domu.
- Nie przepraszaj Des, nie masz za co. - Momentalnie zamieram, wydaje mi się, że słyszę Allana.
- Przepraszam, co? - Odwracam się i spoglądam na postać, która jest chłopakiem i tylko do niego podobnym. Po prostu mi się przesłyszało i tyle, mimo to czuję ukłucie w sercu.
- Nic się nie stało, ale chyba tobie tak. - Wskazuje na moją twarz. - Płaczesz. - Nie wierzę mu więc dotykam policzków, które rzeczywiście są wilgotne, płakałam.
- Nic mi nie jest, pa. - Żegnam się, chyba zbyt ozięble, w końcu dzięki niemu nie zaliczyliśmy gleby, ale nie ważne, mój cel to dom. Lecz gdy tylko się odwracam i przechodzę kilka metrów łzy same się zbierają a ja ich nie chcę i powstrzymuję po przez szybkie mruganie i zaciskane pięści. Gdy docieram do domu ręce mi się już trzęsą i trudno mi wcelować kluczami w zamek. Po paru minutach mi się udaję wejść. Zdejmuję plecak i zaciskam jedną z rączek w ręce po czym przylegam do drzwi i zjeżdżam po nich na dół. Płaczę, tym razem świadomie.
  Zegar wyświetla ósmą wieczorem, zaczyna się już ściemniać. Nie poszłam do klubu a ulotkę wyrzuciłam zaraz o tym jak przestałam płakać. Spędzam ten wieczór tak jak każdy inny od miesiąca. Czyli leżę pod kocem na kanapie, obok na stoliku jest kubek z końcówką herbaty oraz dodatkowo piramida zużytych chusteczek. Kończę pisać wypracowanie na język angielski jednym uchem słuchając wyświetlanej przez telewizję telenoweli i oczekując powrotu mamy. Po dwudziestu minutach słyszę parowanie, trzaskanie drzwiami i szczęk w zamku. Nareszcie wróciła a ja dostanę tak długo wyczekiwane pocieszenie, na samą myśl chce mi się płakać. Odkładam zeszyt oraz długopis, wstaję i podchodzę do drzwi pokoju, które są na przeciw tych frontowych, właśnie się otwierających. Pojawia się mama, w rękach ma pełno reklamówek ze supermarketów.
- Destiny możesz mi pomóc? - Pyta a ja bez słowa podchodzę i odbieram od niej połowę zakupów. Zanoszę do kuchni i kładę na blat. Obok zaraz pojawia się druga połowa. Biorę głęboki wdech i teraz ja zadaję mamie pytanie.
- Mamo? Możemy porozmawiać? - Odwracam się i widzę tylko jak wychodzi z pomieszczenia z powrotem do przedpokoju. Podążam za nią.
- Kochanie teraz naprawdę nie mogę. Za godzinę muszę się stawić na spotkaniu biznesowym, śpieszę się. - Zdejmuje szpilki i biegnie na górę. I oto tak po raz kolejny zostaje zignorowana przez własną matkę.
  Opieram się o framugę drzwi od salonu i ze łzami w oczach patrzę jak mama ostrożnie schodzi ze schodów przypinając kolczyka. Bierze do ręki kurtkę i kluczyki. Podchodzi do mnie i całuje na pożegnanie mówiąc, że wróci późno i mam zjeść kolację. Zaciskam mocniej szczękę by nie płakać. Nie wierzę, że praca może być ważniejsza ode mnie. Tata nigdy taki nie był. Zawsze to my byłyśmy najważniejsze i nasze bezpieczeństwo. Ale co, jego już tu nie ma. Przez jeden strzał w serce, przez który teraz ja dostaję tysiąc innych. Biegnę do pokoju i rzucam się na łóżko wybuchając ponownie płaczem. Dlaczego wszystko musiało tak nagle upaś niczym kostki domina? Dlaczego to tak strasznie boli? Dlaczego akurat ja...
    
     

                                                               ~ † ~

Od Autorki:  Wróciłam! Przyznam szczerze, że miałam totalny brak weny, ale w końcu przyszła i powstał rozdział. Przepraszam, że tak długo czekaliście, mam nadzieję, że wynagrodziłam wam to w rozdziale, choć wątpię... Liczę na wasze opinie, które możecie także wyrażać na twitterze z hashtagiem #WTNICLL. Oprócz opinii możecie zadawać pytania, na które postaram się odpowiedzieć. Będę tam też umieszczać informację ode mnie żebyście byli na bieżąco. 
Pojawiła się także zakładka z LA ale zakładki Bohaterowie nie będzie. Ponieważ chcę byście sami stworzyli ich wygląd w swojej wyobraźni.
Tak więc, dziękuję ogromnie za nominacje i do następnego. Postaram się by pojawił się szybciej x



24 komentarze:

  1. Powiem szczerze zakochalam sie w tym opowiadaniu <3

    OdpowiedzUsuń
  2. AAAAAAAA, ŚWIETNY!
    serio!
    nie mogę doczekać, aż będzie next!
    @enter___night

    OdpowiedzUsuń
  3. Yaaas! To dopiero 4 rozdział a ja już sie zakochałam :D
    Mam nadzieję, że kolejny pojawi sie szybko i będzie dłuższy haha :D
    I'm in love with youuuu
    @BooBearRoxyy

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny rozdział! Naprawde warto było czekać! Xp love you
    @lo_ve1D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju! W końcu się doczekałam! *.*
    Rozdział wyszedł ci świetnie <3
    Wyłapałam parę literówek, ale one każdemu się zdarzają, nie można ich uniknąć :D
    Biedna Destiny ;c Wszystko się na nią zawaliło, nagle jej świat wywrócił się do góry nogami, to straszne.
    Mam nadzieję, że wszystko się ułoży :)
    Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością, weny życzę :*
    Pozdrawiam,
    ~Evil Queen.

    p.s. Zapraszam do siebie na bloga :)
    http://under-the-hood-hides-a-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Naprawdę dobre opowiadanie ♥ Biedna Destiny :C Jak już się wali, to wszystko na raz... :// Czekam na więcej xx
    ~@Agata_Lech

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny rozdział. Xx
    @blueberryloveme

    OdpowiedzUsuń
  8. O ten rozdział bardzo mi się podobał.
    Dużo opisów i pełno uczuć. Naprawdę świetna robota! Gratuluję :*
    Szkoda mi Destiny.. Teraz widzę co czuję po stracie rodzica. Nikt nie potrafi go jej zastąpić. Ona nawet nie ma się komu zwierzyć z tego co ją trapi. Jej mama zachowała się strasznie. To głupie pięć minut by ją nie zbawilo, a Destiny poczułaby się o wiele lepiej.
    Jestem z niej dumna, że nie poszła do klubu. Nie może uciec do takiego towarzystwa, to nie wróży niczego dobrego.
    Czyżby tym punkiem, który przykuł uwagę Des był właśnie Louis? Miejmy taką nadzieję.
    Wierzę, że jej życie z czasem się polepszy. Musi!
    Czekam niecierpliwie na kolejny i życzę weny, która jest cholernie potrzebna <3
    Kocham, @youmakememad96 .xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Aww Świetny *.* oczywiście jak zawsze;* warto było czekać ;33 nie mogę się doczekać następnego <3@nxd69

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam dziś wszystkie cztery rozdziały i bardzo mi się podoba twoje opowiadanie :)
    Czekam na następną część ;)
    @kontoo_Love_1D

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział świetny, ale bardzo smutny ;c
    Bardzo szkoda mi Destiny. Poniekąd wiem co ona czuje. Życie potrafi być naprawdę niesprawiedliwe. To jest straszne nie mieć wsparcia u własnej matki, nie móc z nią porozmawiać, bo całe dnie spędza w pracy. Dla mnie to jest niepojęte... Jak można nie poświęcić własnej córce chociaż kilka minut dziennie.
    Wydaje mi się, że punkiem z autobusu był nie kto inny, jak Louis :D
    Mam nadzieję, że los Des będzie toczyć się ku dobru :)
    Pozdrawiam, @droowseex

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślałam, że już zapomniałaś o tym blogu, serio XD
    Ale cieszę się, że wróciłaś Ty i twoja wena :D
    Rozdział fantastyczny, mega smutny ;_;
    A co do tego punka, to był Louis, prawda? ^^
    Jestem ciekawa w jakich okolicznościach się poznają ;p
    Czekam do kolejnego! ;*
    Pozdro ♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Jejku świetne bardzo mi się podoba. Dzięki za linka :) moglabys mnie informować? @qrincessniall

    OdpowiedzUsuń
  14. W koncu nowy rozdzial. ;)
    Smutny rozdzial.
    Biedna Des.. mam nadzieje, ze wszystko pojdzie w dobrym kierunku.
    Czyzby to Lou sie pojawil w rozdziale? Mam nadzieje. ;)
    Swietny rozdzial
    Czekam nn
    @andrejjj99

    OdpowiedzUsuń
  15. Niesamowity :*** Biedna moja <333 Jak można być taką bezduszną istotą? Jak można traktować własną córkę jak powietrze? Jak można nie widzieć, że własne dziecko jest nieszczęśliwe??? :( <333
    Cudo *.*

    http://different-world-1d.blogspot.com
    http://maniac-harrystylesff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Wspaniały rozdział!
    Szkoda mi Des, cóż nie zostałą dobrze potraktowana przez matkę ale co poradzić.. A ten chłopak? Czyżby nasz Louis? ;3
    Czekam na kolejny :)
    pozdrawiam .xx
    @littlemonika17

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetne FF <3 Ciekawe czy ten chłopak to Lou? :P Czekam na następny :*
    Pozdrawiam xxx <3
    @LoveLouisek

    OdpowiedzUsuń
  18. Omg, naprawdę świetne ff! Myślę, że tym punkiem był Lou! :o Biedna Des.. mama powinna ją lepiej potrakwtować, nie wierzę, że nie widziała smutku na jej twarzy :c Czekam na nn! ♥ @iminlovewitzen

    OdpowiedzUsuń
  19. Boże, zakochałam się w tym! Kiedy czytam to opowiadanie, mam wrażenie, że sama to wszystko przeżywam, że to ja opowiadam.. Uwierz mi, że rzadko tak mam a czytam wiele podobnych opowiadań, więc wielki plus za to❤

    Jesteś świetna w tym co robisz, proszę, nie przestawaj pisać. :))

    Przekonałaś mnie do tego opowiadania już samym prologiem, a z każdym rozdziałem przekonujesz mnie jeszcze bardziej :D

    Obiecuję, zostanę tu do końca!:D

    Świetny rozdział! Nie mogę się doczekać następnego!:))

    || @afraid_for_life ||

    OdpowiedzUsuń
  20. Cudowny rozdział skarbie ♥
    Weny xx /@skrobisia

    OdpowiedzUsuń
  21. Cudowny rozdział! <3 z niecierpliwością czekam na nexta! :)
    w wolnej chwili zapraszam od siebie http://wind-onedirection-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. Mogła iść do tego klubu... Przynajmniej może by coś wyrwała, bo ja mogę tylko sobie pomarzyć. xd
    NO I CO TO ZA MATKA KTÓRA MA DZIECKO W DUPIE?! ONA POWINNA ZATAPIAĆ SMUTKI W LODACH CZEKOLADOWYCH, A NIE SIĘ SZLAJAĆ DO PÓŹNA W ROBOCIE! -.-
    Pozdrawiam i lecę do 5 :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Zajebisty rozdział słońce ������
    / Emyyla1

    OdpowiedzUsuń