poniedziałek, 10 listopada 2014

† Chapter 5 †

                                                        † Lethal Love 

  Gdy się obudziłam, przez króciutką chwilę nic nie pamiętałam. Czułam jedynie, że leżę w swoim łóżku, w ubraniach i ledwo co okryta kołdrą przez co cała zmarznięta i obolała. Lecz wspomnienia powróciły, zaczynając od łączących się faktów takich jak, która godzina, jaki dziś dzień i jak się nazywam. A gdy wszystko układa się w całość żałuję, że się obudziłam.
  Wczoraj był, drugi w kolejności, najgorszy dzień w moim życiu. Ten cham, Allan, użył pretekstu, że śmierć ojca ( Pierwszy koszmarny dzień mojego życia ) bardzo na mnie wpłynęła i się zmieniłam po czym po prostu ze mną zerwał. Choć mu nie wierzę, zapewne tylko na to czekał. Tak czy siak, posługując się stratą taty, przez co pokazując również jaki jest pusty i bez uczuciowy na czyjś smutek zadał większy ból, na nowo otworzył zaczynającą się goić ranę w sercu a moja matka po nim poprawiła. Olała mnie zupełnie udając się na spotkanie biznesowe akurat wtedy kiedy ja potrzebowałam jej ciepła. Oczywiście wszytko zakończyło się tysięcznym wylaniem łez i krzykami w poduszkę. Najlepsze, że zasnęłam cała się trząść i myśląc, dam radę, wstanę i pójdę tam z uniesioną głową a on nic już dla mnie nie znaczy. Jak bardzo się myliłam. Przecież nie uda mi się. Każdy zapewne już wie, będą gadać, odwrócą się ode mnie i to ja wyjdę na tą głupią. Lecz czy właśnie tak nie jest? Wierzyłam mu, że mnie nie opuści, snułam z nim plany na przyszłość.. ufałam mu... był dla mnie ważny. Tymczasem ta "prawdziwa, wieczna miłość" okazała się być przelotna i nic nie warta. Teraz muszę o tym wszystkim zapomnieć, tak jak on zamierza zrobić. Ale nie potrafię.. ja go nadal kocham. Zresztą sama nie wiem już co do niego czuję. Niby kocham.. ale zarazem nienawidzę za to co zrobił, jaki okazał się być i w ogóle.
    Ostatecznie postanawiam stawić temu czoła bo to chyba jedyny sposób by odhaczyć parę myśli. Zaciskam pięści i z wielkim trudem zwlekam się z łóżka, naprawdę jestem strasznie odrętwiała. Kiedy udaje mi się stanąć pewnie na nogach idę do krzesła przy biurku by wziąć ubrania ale moja ręka jedynie przelatuje nad oparciem. Wzdycham przeczesując palcami przetłuszczone już trochę włosy. No tak, zapomniałam, przecież spałam w ubraniach bo gdy przestałam płakać nawet nie potrafiłam znaleźć w sobie siły by się przebrać czy jakkolwiek poruszyć. Wybieram więc nowe z szafy i idę do łazienki od której dzieli mnie zaledwie metr. Zmierzając do niej mijam sypialnię rodziców a raczej już tylko mamy. Przez otwarte drzwi widzę pokój w idealnym stanie, ciekawe czy w ogóle tu była. Pewnie nie, bo przecież spotkanie jest ważniejsze od moich uczuć. Odwracam wzrok na ścianę ze zdjęciami, na które w sumie też nie potrafię patrzeć dłużej niż sekundę bo już zaraz zalewają mnie wspomnienia. Truchtem wbiegam do łazienki, ubrania odkładam pospiesznie na blat obok zlewu, na którego skraju zaciskają się moje dłonie, jedna łza spada i spływa po umywalce. Nie i nie, nie mogę znowu płakać, nie mogę być taka słaba jak jestem, nie, nie i nie. Natychmiast szybko mrugam i przecieram oczy. Wykonuję ostatni ruch i patrzę na swoje marne odbicie w lustrze. Moje włosy wyglądają jakby przyciągała je jakaś elektryczna siła. Oczy są podkrążone i czerwone a na policzku mam odciśniętą pościel. Pomyśleć, że jeszcze miesiąc temu wstawałam szczęśliwa i zadowolona ze swojego życia. A teraz tak bardzo się to zmieniło. Ciekawe co jeszcze przygotowała dla mnie przyszłość, aż boję się pomyśleć.
   Powoli, nie spiesząc się zdejmuję ubrania i wchodzę pod prysznic. Odkręcam ciepłą wodę i pozwalam jej spływać przyjemnie po moim ciele w dół a następnie zniknąć w odpływie. Odprężam się, zapominam na te parę minut o wszystkim dookoła. Ale tak jak wszytko inne moja krótka chwila się kończy. Wycieram się i ubieram. Następnie sięgam po szczotkę, włosy związuję w kitka i wychodzę, nawet się nie maluję, zerwałam z tym po śmierci taty kiedy to codziennie zalewałam się morzem łez. Po chwili znowu jestem w swoim pokoju, zielone cyfry na zegarku ukazują w pół do ósmej rano. Mam czas, bardzo dużo czasu za nim wyjdę do szkoły. Również się nie spiesząc ścielę łóżko, pakuje się po czym schodzę na dół do kuchni. Tam robię sobie śniadanie, którymi są zwykle płatki z mlekiem. Biorę wszytko i kładę na stole. Odsuwam krzesło i na nim siadam. Nasypuje płatków i zalewam zimnym mlekiem. Biorę łyżkę i nabieram płatków, które lądują w mojej budzi i chrupią przerywając ciszę, która panuje dookoła i jeszcze bardziej powoduje, że nie mam na nic siły. Po skończonym posiłku zmywam i idę umyć zęby. Kiedy jestem w pełni wyszykowana idealnie stoję z czasem. Na nic nie czekając biorą plecak i schodzę znowu na dół. Zakładam buty i moją kobaltową skórę i wychodzę na autobus lecz zaraz się wracam, pogrążona w tym milionie myśli zapominam zamknąć dom. Wracam zawstydzona z powodu własnej głupoty, zamykam dom i przyśpieszonym krokiem idę na przystanek, obym się tylko nie spóźniła. I jak na złość, dochodzę właśnie na miejsce a autobus rusza z miejsca. Zrywam się z miejsca i biegnę ale nie zdążam. Znowu mam stan podłamania, jednakże ponownie zaciskam pięści i zmuszona idę do szkoły na pieszo co chwilę zerkając na wyświetlacz mojej Xperii kontrolując czas. Niestety, zabrakło mi pięciu minut, wchodzę do klasy spóźniona. Cicho szepczę słowa przepraszające i wbijam wzrok w podłogę kierując się na swoje miejsce obok Vivianne, co mnie zaskakuje gdy na nie dochodzę, nie ma jej tam. Gdy już usiadłam i wyjęłam książki rozglądam się po klasie w poszukiwaniu jej. Znajduję ją siedzącą z Jasmine. Normalnie w to nie wierzę, przecież ona nigdy by z nią nie usiadła! Jasmin to.. największa szuja w szkole. Wszyscy wokół niej latają jak pieski, oczywiście oprócz mnie i.. tylko mnie już. Chociaż mam nadzieję, że to jedyny taki wyjątek i zaraz po lekcji Vivi mi wszytko wytłumaczy.
   Z wdzięcznością witam dzwonek trzydzieści minut później. Pakuje się szybko i podbiegam do Vivi łapiąc ją za nadgarstek. Ona udaje jakby po raz pierwszy mnie widziała. Coś mi tu śmierdzi ale nie mówię jej tego. Słucham jej i staram się odpowiadać pełnymi zdaniami, nie tylko, mhm i tak. Ale za bardzo, idąc z nią pod kolejną salę, jestem pogrążona w myślach o Allanie i w szukaniu go, a ona to zauważa.
- Znowu to robisz, ignorujesz mnie.
- Nie ignoruję, po prostu kogoś szukam.. - Tłumaczę jej, stajemy.
- Niech zgadnę, Allana? - Wzdycha ciężko krzyżując ręce na piersi.
- Tak, zgadłaś.
- Nadal nic do ciebie nie dotarło, po tym wszystkim?
- Niby co miało?
- To, że życie leci dalej i nie jest od tego aby popadać w depresje.
- Nie popadam w depresje! I to raczej do ciebie nic nadal nie dociera. - Zaprzeczam przygryzając policzek.
- Ja rozumiem wszytko. To robi się męczące, naprawdę. A co do Allana... ma inną. - Mówi i odchodzi zostawiając mnie samą. Chcę płakać, nawet łzy już mi się zbierają i rozmazują obraz, lecz zaciskam powieki, przełykam ślinę i idę do łazienki. Jak na nieszczęście on tam stoi, parę kroków dalej, opiera się parapet a w objęciach trzyma jedną z piesków Jasmine. Na ich widok aż się we mnie gotuje, mam ochotę podejść tam i uderzyć go z całej siły. W porę przypominam sobie, że to nie będzie w porządku. Wyżywam się natomiast na drzwiach łazienki trzaskając nimi. Zamykam się w toalecie i próbuję powstrzymać płacz, aż w gardle mnie ściska. Pomaga mi powtarzanie, że muszę być silna, dla taty. Gdy mi się udaję biorę się za wyjaśnienie paru myśli. Pierwszej, Allan to cham i prostak, którego nie kocham, nawet nie wiem jak mogłam to zrobić. Drugiej, Jasmine stała się jeszcze większą szują i nawet podejrzewam, że to ona odwraca wszystkich przeciwko mnie. Tylko nie wiem dlaczego. Gdy dzwoni dzwonek wychodzę z łazienki i idę pod salę, przypomina mi się jeden z cytatów, "Co Cię nie zabije to Cię wzmocni". Uśmiecham się kpiąco, jasne. Jak na razie to ten dzień zabija a południa jeszcze nie ma. Może jeszcze jakiś cios na dziś? Zapytuję samą siebie.
  I jak na złość, życie musi się na to zgodzić...

                                                                              ~ † ~

Od Autorki: Przepraszam. Strasznie przepraszam, że tak rzadko wstawiam rozdziały ale zaczęła się szkoła i mam dużo na głowie, nauka, treningi, pokazy i nie nadążam ale już powoli się przyzwyczajam i myślę, że będzie dobrze. Przynajmniej wam obiecuję, że się postaram! Za opóźnianie starałam się to wynagrodzić w rozdziale i napisałam dłuższy, mam nadzieję, że się podoba. Liczę też na wasze komentarze i tu pojawia się sprawa. Chciałabym by z każdym rozdziałem było ich przynajmniej o jeden więcej. Jesteście w stanie to zrobić? Do 30/35? 
Mam nadzieję, że rozumiecie. Kocham was i do następnego ♥

18 komentarzy:

  1. Dzisiaj nietypowo, bo najpierw notke przeczytałam i co do niej to ja cie rozumiem, mam tak samo. Nie pisz z przymusu, gdyż stracisz chęć do pisania. Zycze powodzenia ze wszystkim. Lecę czytać, myślę ze rozdział będzie tak samo genialny jak poprzednie :) @Mika69_1D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział. ,, nauka, treningi, pokazy" Ambitna dziewczyna z ciebie, haha. Powodzenia Ci życzę i dużo weny. Rozdział naprawdę mi się podobał. Miłego wieczoru. x @blueberryloveme

    OdpowiedzUsuń
  3. Według mnie, rozdział wspaniały! :) Czekam z niecierpliwością na kolejne xx
    Nie martw się, doskonale Cię rozumiem. Mój rok szkolny również zaczął się dosyć ostro. Poza tym, bardzo się cieszę, że wróciłaś z kolejnym rozdziałem, już myślałam, że zrezygnowałaś z dalszego pisania. Na całe szczęście, myliłam się. ^^
    No cóż.. Już nie przedłużam, dziękuję, że piszesz i do następnego! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W końcu się doczekałam rozdziału! :>
    Dla mnie rozdział jest boski! Szkoda mi jej, wszyscy się od niej odwracają...
    Czekam na nexta xx
    @droowseex

    OdpowiedzUsuń
  5. Jasne że rozumiemy xx
    Rozdział świetny xx Ta dziewczyna.... naprawde mi jej szkoda :/
    Czekam na next xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział :*
    Wg mnie, to Allan jest chujem, a Vivi fałszywą dziwką... Nie potrafię jej jak na razie rozgryźć xD
    Czekam na kolejny rozdział :)

    http://maniac-harrystylesff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział jest super:) warto czekać,nie pisz na sile i nie przejmuj sie ze nie będziesz dodawać regularnie,szkoła i ogólnie twoje życie jest najważniejsze.My będziemy czekać :) @karolina271d

    OdpowiedzUsuń
  8. Heeej kochanie :) cieszę sie że wróciłaś ^^ rozdział ciekawy jak poprzednie :) zastanawiam sie co jeszcze gorszego moze sie jej przytrafić....
    @little_shy_x

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy tylko ja najpierw przeczytalam notke, a pozniej rozdzial?
    Rozumiem Cie i mam nadzieje, ze juz nie bedziemy musieli tyle czekac. ;)

    Allan to chuj i tyle w temacie, a ta cala Vivi to jakas krowa. Nie lubie jej. Ta Jasmin to tez jakas suka..
    Jestem ciekawa co jeszcze gorszego moze jej sie przytrafic.
    Mam nadzieje, ze w nastepnym rozdziale bedzie juz Lou. ;)
    Swietny rozdzial.
    Czekam na nastepny.
    @andrejjj99

    OdpowiedzUsuń
  10. Co za idiota...nie lubię go ughhh co do rozdziału to Świetny ;** czekam na kolejny z niecierpliwością <3 @nxd69

    OdpowiedzUsuń
  11. świetny pisz dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowny *-* nic nie szkodzi, że trochę późno ;) ważne, że jest <3
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział xx
    @kontoo_Love_1D

    OdpowiedzUsuń

  13. Rzeczywiście rozdział jest dłuższy niż zwykle. Bardziej przeważają opisy, ale to nic nie szkodzi, bo rozdział świetny!
    Strasznie mi szkoda głównej bohaterki.. Wycierpiała tyle po stracie ojca, do tego doszło jeszcze zerwanie z chłopakiem, a jej przyjaciółka wcale jej nie wspiera.
    Można powiedzieć, że wszystko i wszyscy zmówili się przeciw niej, a to naprawdę nie jest nic przyjemnego.
    Mam nadzieję, że jej życie w końcu zacznie się zmieniać, ale na lepsze, bo dość już w nim smutków.
    Czekam na kolejny i życzę weny oraz czasu! Xx
    Czekam równIeż na pojawienie się Lou *-*
    Kocham, @youmakememad96 .xx

    OdpowiedzUsuń
  14. Superr :) Seriously :) Z niecierpliwością czekam na nexta :) Pozdrawiam i życzę weny :)
    @Malikoowaxd

    OdpowiedzUsuń
  15. fajne opowiadanie !
    dodaje do zakladek i czekam na nastepny rozdzial 😍
    @doma1d

    OdpowiedzUsuń
  16. Ta jej przyjaciółka to taka pizda troche i wieśniara... Też jej ojca zabije. Niech się cieszy :D
    W ogóle jak by była 7:30, a ja miałabym się w tym czasie wyrobić z tyloma rzeczami będąc tak przygnębioną to chyba bym była w szkole na 10:00 xd
    A co do szkoły to cię rozumiem. Też mam z tym problem, ale przecież wiesz :)
    DOBRA! GADKA SZMATKA... XD
    Czekam na rozdział 6 z niecierpliwością xd :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny rozdział, też mam w szkole taką suke, tak bardzo jej nienawidzę. Ile Des płaczę, przez samo wylewanie łez się odwodni. "Stay Strong" mała. Mam nadzieje, że niedługo stanie się niegrzeczna albo chociaż zrobi coś w tym stylu.

    OdpowiedzUsuń