środa, 31 grudnia 2014

† Chapter 8 †

                                                       † Lethal Love †

  Skręcamy ostro w lewo, ręce zaciskają mi się na brzegach fotela kiedy przechyla mnie w stronę drzwi. Na nowo otacza mnie mrok nocy i jedynie w poświacie bijącej od deski rozdzielczej widać zarys twarzy kierowcy, który ewidentnie jest spięty i wściekły. Tylko dlaczego, to ja powinnam taka być, przymusem wyciągnął mnie z klubu i nakazał wsiąść do auta i gdzieś mnie wywozi. Tymczasem co? Chcę włączyć ogrzewanie bo w środku jest chłodno i zaczynam się trząść ale nie mogę w tych ciemnościach znaleźć odpowiedniego guzika. W końcu pomaga mi on sam odnajdując go bez problemu nawet nie spoglądając w tą stronę i będąc dalej skupionym na jeździe.
- Dziękuję. Nie mogłam go znaleźć, strasznie tu ciemno nie masz tu jakiś lampek? I może włączysz przednie światła? Jedziesz nieprzepisowo. - Zwracam się do niego mówiąc wszytko strasznie szybko na jednym wydechu. On nie odpowiada. - Czyli nie? - Dopytuję ale nadal nie zawraca sobie mną głowy jedynie spogląda panicznie w lusterka. Jakby bał się, że ktoś  za nami jedzie. Sama się z ciekawości odwracam ale widzę tylko ciemność. Wzruszam ramionami i dalej siedzę cicho, najwyraźniej nie zaszczyci mnie rozmową.
  Pędzimy przed siebie dalej mijając kolejne zakręty i z każdym kilometrem przyśpieszając. Wskazówka z steki sunie już ku stu dwudziestce. W pewnym momencie zdaję sobie sprawę, że wyjechaliśmy poza granice miasta i jedziemy drogą w lesie nadal nie zwalniając. Podrywam się z miejsca, zaczesując włosy do tyłu.
- Ej, wiesz, że jesteśmy poza miastem? I to w lesie? Gdzie my jedziemy? Wypuść mnie! - Panikuję.
- Wiem co robię. - Warczy a jego dłonie mocniej zaciskają się na kierownicy.
- Ale ja nie wiem co robisz i co zamierzasz. Może mi wyjaśnisz? Nie podoba mi się to. - Mój oddech przyśpiesza, w głowie nagle zaczyna mi się kręcić a brzuch nieprzyjemnie kuje, z powrotem opieram się o siedzenie z powodu nagłego złego samopoczucia i słucham co ma mi do powiedzenia.
- Najpierw zacznijmy może od tego, że przestaniesz zadawać tyle pytań. - Nadal ma groźny ton.
- No dobra, dobra spokojnie już się zamykam ale nie wymigasz się, chcę wiedzieć. W sumie mam prawo tak? To wszytko było wbrew mojej woli.
- Destiny.. proszę... - Nagle łagodnieje. Zakrywam sobie usta rękoma na znak, że serio już mu nie przerwę. Posyła mi krótkie spojrzenie i znowu skupia się na drodze. - Tak lepiej. A teraz słuchaj. Ratuję Ci skórę i nie pozwól abym musiał tego robić nigdy więcej. - Przerywa, oczekuję ciągu dalszego ale go nie dostaję.
- I co? To tyle? Nic więcej? Ej, czekaj nie mówiłam Ci chyba jak się nazywam. - Zauważam i zdaję sobie sprawę, że będąc pijana strasznie dużo gadam.
- I tyle, nic więcej nie musisz wiedzieć.
- Czyli jest coś więcej? Powie... - Nagle wszystko podchodzi mi do gardła, pochylam się do przodu i ponownie zakrywam usta by to powstrzymać. - Zwolnij, zatrzymaj się.. - Ledwo słyszalnym głosem proszę go sięgając do blokady pasa, słyszę kliknięcie i pas cofa się na swoje miejsce uwalniając mnie i dając przyjemną ulgę. Zwalniamy, kładę rękę na klamce i czekam aż się zatrzymamy aby ją nacisnąć. Parkuje na poboczu, natychmiast otwieram drzwi i wypadam na czworaka na trawę. Chłód nocy przyjemnie mnie otula, wymiotuję. Słyszę jak on także wysiada i zatrzaskuje drzwi, potem jego kroki na żwirze. Podchodzi i kuca koło mnie zbierając włosy. Kiedy wszytko zwróciłam odchodzę trochę i kładę się na ziemi, robi mi się na moment ciemno przed oczami.
- O matko... - Jęczę łapiąc się za brzuch i patrząc w niebo pokryte gęsto gwiazdami, jest śliczne.
- Nie pora na jęczenie, musimy jechać dalej. Wstawaj. - Wyciąga do mnie rękę. Spoglądam na niego i kręcę przecząco głową.
- Nie dam rady, po za tym nie wiem gdzie jedziemy. - Chyba wytrzeźwiałam trochę po tym nie przyjemnym zajściu i teraz zdaję sobie sprawę w jakiej sytuacji się znajduję i co może mi grozić.
- Do domu. - Bierze mnie na ręce po czym stawia w pionie, kręci mi się, głowa staje się ciężka a nogi zamieniają się w watę. Zauważa to, że zaraz znowu upadnę i łapie mnie ponownie.
- Do czyjego domu? - Pytam zamykając oczy i kładąc głowę na jego piersi by trochę się uspokoić.
- Twojego. Jak mówiłem, ratuję ci skórę.
- Ale po co. Chciałam się bawić dalej.
- Och Destiny... nie będę Ci tego tłumaczył lepiej się nie mieszaj i unikaj tego miejsca, tej dzielnicy wielkim łukiem.
- Nie zabronisz mi. - Odchylam głowę i patrzę na niego.
- Ale jeżeli jesteś mądra i zależy Ci na swoim życiu to posłuchasz i już tam nie przyjdziesz. - Zakłada mi kosmyk włosów za ucho i głaszcze po policzku.
- A może mi nie zależy?
- Nie marnuj go, a to. - Podnosi moją rękę i dotyka zabandażowanego nadgarstka. - Ani to. - Wskazuje głową na moje wymioty mając na myśli picie. - Nie jestem rozwiązaniem. Proszę posłuchaj mnie i nie przychodź tam już nigdy więcej.
- A ty możesz je marnować? Być tam i robiąc sobie kolejne tatuaże? - Wytykam mu, chyba go to zabolało, w jego oczach przez moment pojawił się smutek.
- Ja to inna sprawa. Tu chodzi o ciebie i o twoje życie.
- O twoje także i boże czemu musisz mówić tak zawięźle! O co ci chodzi z tym moim życiem?! Pójdę tam..
- Destiny! - Na powrót jego głos jest zły. - Nie będziemy się tu kłócić. Po prostu mi zaufaj i posłuchaj. A teraz wsiadaj do auta. - Puszcza mnie i odwraca się idąc do pojazdu. Wsiadam zaraz po nim, już zdążył zapalić silnik i kiedy zatrzaskuje drzwiczki rusza dalej.
  Przez okno dostrzegam wyłaniające się uliczne latarnie a zaraz po nich bloki, reklamy. Na nowo jesteśmy w mieście. Już trochę zwolnił, czyli zjechał do sześćdziesiątki i zgrabnie wymija wolniejsze samochody. Parę chwil potem parkuje na moim podjeździe. Mówił prawdę, że zabiera mnie do domu, ale po co na około jechał, po co w ogóle to wszystko? Otwiera drzwiczki po mojej stronie i wystawia rękę, którą ignoruję. Wysiadam sama, zatrzaskuje drzwiczki po czym patrzymy sobie w oczy.
- Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?- Nie mówiłam mu nic, to podejrzane. Cała dzisiejsza noc zresztą taka jest, pełna wrażeń, pogmatwana i pełna nowych niewyjaśnionych pytań. Potrzebuję snu, wytrzeźwieć do końca i dopiero wtedy sobie to logicznie poukładam.
- Odpowiem jeżeli ty przyrzekniesz, że już nigdy nie pojawisz się w klubie. - Opiera się o auto, zakładam ręce na piersi i tupię nogą. Na jego twarzy pojawia się triumfalny uśmieszek.
- Jeszcze nie wiem jak masz na imię i skąd znasz moje. - Próbuję z innymi niewyjaśnionymi.
- Zmieniamy temat tak? Nie uważasz, że ładną mamy noc? Pełną tajemnic i niewyjaśnionych? - Unosi głowę w górę na moment i za chwilę znów patrzy na mnie.
- Nie baw się ze mną w kotka i myszkę!
- No to niech myszka da się złapać na przysięgę.
- Nie!
- W takim razie do zobaczenia - Odsunął się od maski i chwilę potem wsiadł do samochodu odpalając silnik. Zapaliły się światła i zaczął wycofywać aż w końcu zniknął w mroku nocy pozostawiając mnie samą przed domem  z dręczącymi pytaniami i całą sfrustrowaną.
  Podmuch wiatru wywołuje u mnie dreszcze i gęsią skórkę. Otulam się rękoma i pocieram ramiona. Idę z automatu w kierunku domu, nogi mam z lekka jak z waty. Kiedy sięgam po kluczę do torebki orientuje się, że nie mam jej ani skóry, zostawiłam je w klubie. Otwartą dłonią uderzam się w czoło. Teraz będę musiała tam iść i to odzyskać i jakbym przyrzekła to z jego planu nici. Tak, prawda, chciałam przyrzec ale nie wiem czemu byłam tak uparta. Zawracam idąc do skrzynki pocztowej gdzie trzymamy zapasowy klucz. Wracam i staram się otworzyć zamek  jak najciszej się da aby nie obudzić mamy. Tego jeszcze brakuje by mnie nakryła i bym dostała opieprz. Wchodzę do środka, odkładam klucze, zaczynam ściągać buty. Pierwszy potem drugi który mi się wymyka i z hukiem ląduje na podłodze. Zamieram w bezruchu nasłuchując, kiedy mijają kolejne sekundy i nic się nie dzieję wchodzę na palcach po schodach. Kiedy znajduję się na swoim piętrze i naciskam klamkę po czym popycham drzwi do pokoju dziękuję w duchu, że udało mi się wyjść cało, że mnie nie przyłapała. Zdejmuję jeszcze spodnie i wślizguję się pod kołdrę.

                                                                 ~ † ~

Od Autorki: Hej, hej! Od razu powiem, że specjalnie zamierzałam dodać rozdział później i to w Nowy Rok. Nie chciałam wam psuć atmosfery świąt i zrobić niespodziankę na dobry początek roku. Chodź przyznam też szczerze, że poszło mi to odrobinę na rękę. Miałam więcej czasu na dopracowanie rozdziału i mimo wszytko myślę, że nie jest idealny, że was zawiodłam... Ale to wy sami ocenicie. Mam nadzieję, że jest inaczej, bo wkładam to całe serce ♥
Tak więc, nie przedłużam. Proszę komentujcie! Oraz postanowiłam zrobić ten konkurs. Szczegóły pojawią się w 10 rozdziale.
Szczęśliwego Nowego Roku! By był jeszcze lepszy niż 2014, pełen miłości, przyjaźni i spełnienia marzeń. Kocham was! x

piątek, 5 grudnia 2014

† Chapter 7 †

                                                       † Lethal Love †

                                          ~ Leicester Road 8, Notte* Club ~

  Zrobiłam to, okaleczyłam się i  teraz na moich dwóch rękach widnieje w sumie siedem czerwonych blizn, które są owinięte bandażem i schowane aktualnie pod rękawem skórzanej kurtki. Muszę przyznać, że nie bolało tak strasznie jak myślałam jedynie piekło, szczypało ale i tak pozwoliło zapomnieć. Oczywiście dopóki nie wybudziłam się po tym jak wcześniej odleciałam przez wycieńczenie oraz głód. Uświadomiłam sobie co tak naprawdę zrobiłam, że to zostanie już na zawsze. Co jak mama się dowie albo ktoś ze szkoły? Będzie krzyczeć, pośle do psychiatry a znajomi pewnie się śmiać bo nigdy tego nie zrozumieją. że człowiek potrafi być bardzo słaby psychicznie. W dodatku zbliżają się wakacje co wiąże się z krótkim rękawem w upalne dni. Na prawdę nie wiem jak ja to ukryję, choć jedno jest pewne, nigdy już tego nie zrobię. Dlatego też stoję teraz na jednej z ulic znajdującej się w najgorszej dzielnicy tego miasta.
   Zaczęło się gdy na jednej z przerw na cały korytarz z głośników wydobył się komunikat. "Destiny Ellis proszona o udanie się do gabinetu dyrektora po skończonych zajęciach lekcyjnych". Posłusznie wykonałam polecenie. Kiedy weszłam, zobaczyłam siedzącego za biurkiem już po pięćdziesiątce pana Gunn'a  a przed nim nikogo innego jak moją matkę. Niepewnie ze stresem usiadłam na drugim fotelu. Okazało się, że chodzi o moje nieobecność na lekcjach bez barku zwolnienia lekarskiego. Dostałam ostrzeżenie, jeżeli to się powtórzy mogę zostać zawieszona albo dostać naganne zachowanie na koniec roku. Matka oczywiście na wszytko przytakiwała, grała zmartwioną, zdziwioną czemu tak się stało. Ja jedynie siedziałam cicho ze skrzyżowanymi rękoma na piersi i przewracałam oczami na tą całą scenkę. Gdy tylko wyszłyśmy maska miłej, opiekuńczej matki zniknęła i zaczęła na mnie krzyczeć. Również wybuchłam i wytknęłam jej, że nagle zaczęła się mną przejmować oraz kiedy chciałam jej o wszystkim powiedzieć ta poszła do tego faceta. Nasza sprzeczka zakończyła się dopiero gdy we dwie wsiadłyśmy do samochodu i z całej siły zatrzasnęłyśmy równocześnie drzwi. Przez całą drogę nie odzywałyśmy się do siebie. W domu zamknęłam drzwi od pokoju i z niego nie wychodziłam, mama nawet nie raczyła zawitać. Siedziałam na łóżku owinięta kocem i byłam na nią zła, choć nie tylko. Byłam zła też na siebie, na cały świat, który zaczął mi przeszkadzać. Znowu pojawił się ten ciężar na sercu.. ta bezsilność w sprawie chęci zmienienia wszystkiego by było inaczej.
  Następnego dnia do nikogo się nie odzywałam, miałam jedynie ochotę krzyczeć i wszystkich powybijać co do jednego, lecz tłumiłam to w sobie. W piątek było podobnie, jedynie upewniłam się, że Vivianne nie jest już moją przyjaciółką i oficjalnie zostałam sama. Wieczorem leżąc na łóżku i usuwając wszytko co mnie z moimi przyjaciółmi łączyło. Czyli konto na Twitterze, Facebook'u, numery telefonu i wszytko inne, po czym wpatrując się w standardową tapetę na ekranie komputera przyszedł mi do głowy pomysł sprzed tygodnia, który miał załagodzić wszystko co mnie dołuje a w najlepszym wypadku ponieść do taty na drugą stronę. Oczywiście o nic innego nie chodziło jak o udanie się do tego klubu dla punkowców i zabawienie się na całego. Wstałam z łóżka i zaczęłam się szykować. Wyciągnęłam moje przetarte czarne jeansy i bluzkę z logo Guns N' Roses. Pomalowałam powieki i usta na czarno, włosy zostawiłam w takim stanie jakie były, nie założyłam żadnej biżuterii. Zbiegłam na dół i założyłam moje stare glany, dobrze je mieć znów na sobie mimo, że są trochę za małe. Wzięłam jeszcze założyłam skórę a do kieszeni włożyłam telefon, portfel oraz klucze i opuściłam dom. Wrócę w nocy albo i rano a mama nawet nie zauważy gdyż jak to ujęła, musi uporządkować papiery. Udałam się na przystanek, tam wsiadłam w autobus a ten zawiózł mnie na miejsce. Kiedy wysiadłam niebo stało się już granatowe i pojawiały się na nim gwiazdy oraz księżyc, który był w pełni i świecił pięknie. Szkoda, że pobliskie latarnie już nie, musiałam przejść parę przecznic w ciemnościach.
  Dotarłam na miejsce w jakieś piętnaści minut a kolejne tyle mija mi na staniu przed budynkiem i słuchaniem wylewającej się na ulicę muzyki. Co z tego, że powietrze zaczyna się robić chłodne i marznę, postoję, popatrzę, może jednak zrezygnuję i ucieknę stąd, wrócę do domu, zakopię w kołdrze i zasnę? A może jednak wejdę, nie wiem. Nie potrafię się zdecydować i wciąż tak się ze sobą kłócę co zaczyna mnie frustrować. Słyszę nagle strzępy rozmowy a potem śmiech, który nabiera na sile. Przerażona obracam głowę w lewo skąd dochodzę odgłosy i widzę wychodzącą zza zakrętu grupkę prawdziwych punkowców. Jest ich pięciu, dwie dziewczyny i trzech chłopaków. Na ich widok ciśnienie w żyłach mi wzrasta, serce przyśpiesza bicie. Gdy są już bardzo blisko mnie, czwórka z nich staje po boku  a chyba ich głowa grupy podchodzi stając ze mną twarzą w twarz. W świetle, które bije od neonowego szyldu widzę każdy jego detal. Ma ciemne, krótko ścięte włosy, kolczyk w brwi, nosie i wardze. Tatuaż jaki zauważam to łuski, takie jakie mają węże, zaczyna się od dekoltu bluzki i przechodzi przez szyję kończąc się na skroni. W oczach dostrzegam soczewki, mają odcień zieleni a źrenice są zwężone do prostej kreski. Jego ręka ląduje na moich ramionach, druga dłoń na moich policzkach ściskając je, nie podoba mi się to więc również zaciskam ręce na jego przegubie i siłą uwalniam twarz. On w mgnieniu oka łapie szybko jedną rękę i zaciska na nadgarstku swoją rękę wbijając dodatkowo palce, to boli.
- No proszę. - Odzywa się uśmiechając przy tym zawadiacko. Dostrzegam, że ma rozcięty język a pod nim jeszcze jeden kolczyk. - Mała jest zadziorna. - Rówieśnicy wybuchają śmiechem, puszcza mnie, od razu zaczynam pocierać rękę. Idzie do drzwi klubu. Otwiera je i gestem ręki zaprasza do środka. - No chodź, zabawimy się. - Na jego twarzy znowu gości uśmiech. Pierwsze wchodzą dwie dziewczyny dygając mu w podzięce i wciąż się śmiejąc. Odwracam wzrok za chłopakami, którzy powinni za nimi podążyć. W tym samym momencie czuję jak z dwóch stron biorą mnie pod ramię i prowadzą w stronę drzwi. Kręcę lekko przecząco głową choć i tak wiem, że to nic nie da. Chwilę potem drzwi się zamykają, muzyka nabrała na sile, serce dostosowuje się do jej rytmu. W powietrzu czuć zapach słodkawy i mdławy, taki jak po spaleniu marihuany. Nerwy jeszcze bardziej mi się podnoszą, głęboko oddycham, oczy latają z jednego punktu na drugi. Boże w co ja się wpakowałam.
  Jest już po północy, kolejka za kolejką, papieros za papierosem. Zespół, który grał po drugiej stronie klubu został zastąpiony na muzykę automatycznie puszczaną z komputera. Nadal tłum ludzi tańczy. Niektórzy się biją, całują albo piją przy barze póki ich film się nie urwie. Opieram się o skórzaną sofę, Cassadra leży mi aktualnie na kolanach paląc kolejnego papierosa, którego dymem dmucha mi w twarz przez co się lekko krztuszę, bawi ją to. Dziewczyna jest chuda, ma długie czarne włosy i kolczyki oraz z bliznami na piersi układającymi się w trzy litery S A M. Nie wiem co mogą oznaczać, czemu je zrobiła i choć mnie to ciekawi powstrzymuję się od zadania pytania. Drugą dziewczyną z grypy, nie licząc mnie jest Tish. Wytatuowana i z tunelami w uszach brunetka, dziewczyna Shane'a. Oby dwoje mają zamiłowanie do tatuaży i jakiś nawyk co do pięciu minutowego lizania się, choć trochę wygląda to jakby mieli się razem zaraz połknąć. Mniejsza z tym, jest również Kade. Chłopak o brązowych włosach do ramion z kilkoma tatuażami oraz kolczykiem w języku. Na koniec tak zwany Snake, to on do mnie podszedł przed klubem i dobrze myślałam, jest głową grupy. Nie znam jego prawdziwego imienia. Jedynie, że ma taką ksywkę bo jest szybki i skuteczny jak wąż. A odkąd powiedziałam jak się nazywam mierzy mnie wzrokiem i siedzi cicho pijąc co chwile, przeraża mnie.
- Gdzie ten kelner, w gardle mi sucho. - Odzywa się z lekką chrypką Kade gniotąc papierosa w popielniczce.
- Nie wiem, nie widzę go. - Unosi się w górę Shane i zaraz siada wracając do obejmowania swojej dziewczyny.
- Może olejmy go i chodźmy w końcu zatańczyć? A Des pójdzie sprawdzić co z naszymi drinkami. - - Proponuje Cass podnosząc się, stając na stolik a potem zeskakując z niego.
- Tak, to dobry pomysł. - Popiera ją Kade, wstaje łapie ją za rękę i ruszają w tłum tańczących. Zaraz po nich wstają Tish i Shane. Zostaje sama ze Snake'm.
- To ja.. idę. - Czmycham od stolika byle nie siedzieć z nim dłużej niż minutę sam na sam. Idę do baru, na początku od nagłej zmiany pozycji kręci mi się w głowie. Dziwne, że jeszcze stoję na nogach, myślałam, że jestem słabsza. Kiedy już przy nim jestem opadam na krzesło i opieram łokcie na czarnym marmurowym blacie. Zaczynam szukać tego gościa ale nigdzie go nie widzę. Jest tylko jakiś inny chłopak i dziewczyna. Podnoszę rękę i za chwilę podchodzi do mnie blondynka z karnacją podobną do odcienia kawy latte.
- Co Ci podać?
- Właściwie to szukam kogoś.
- Słodziutka, jeżeli myślisz, że pamiętam każdego kto tu wchodzi to się mylisz.
- Nie, nie. Ja szukam tego chłopaka, który podawał do tego stolika. - Wskazuję palcem nasze miejsce. Dziewczyna zapatruję się w nie potem patrzy na mnie marszcząc brwi. - To wiesz.. czy nie...? - pytam niepewnie.
- Tak, tak wiem. - Odwróciła na chwilę wzrok na współpracownika potem na zegar. - Zaraz powinien być. Poczekasz?
- Jasne.. - Opowiadam a ta odchodzi. Okręcam się na krześle i patrzę na tłum tańczących szukając moich nowych przyjaciół, chyba mogę ich tak nazwać, prawda? Parę chwil potem niespodziewanie czyjaś ręka zaciska mi się na ramieniu i odwraca mnie z powrotem twarzą do baru. Widzę tego chłopaka. Wcześniej nie mogłam mu się za specjalnie przyjrzeć. Teraz widzę, że ma brązowe włosy ułożone grzywką na prawą stronę. Ma czarny kolczyk w brwi i wardze, tatuaże od szyi w dół oraz niebieskie oczy.
- O, jesteś wreszcie. Gdzie byłeś czek..
- Nie ważny jest teraz alkohol. Nie powinno Cię tu być. - Jego słowa zbijają mnie z tropu. O co mu chodzi? Czemu nie mogę, każdy ma prawo chyba tu być czyż nie?
- Nie wiem o co Ci chodzi.
- I nie musisz, chodź ze mną. - Przeskakuje ladę, łapie mnie za rękę i ciągnie za sobą.
- Ej, puść mnie! - Próbuję mu się wyrwać ale jest silniejszy. Odwracam się i natrafiam na spojrzenie Snake'a. Podnosi się i idzie do nas, po minie wnioskuję, że jest nie za bardzo zadowolony. Przyspieszamy kroku, wtem na czarnej ścianie pojawia się smuga światła i zimne powietrze wpada do środka. Wychodzimy, drzwi się zamykają, muzyka zostaje przytłumiona, mrugam parę razy by się przystosować do światła. Wygląda na to, że wyprowadził mnie tylnymi drzwiami, ale po co? Szarpie mnie ponownie a potem popycha na drzwi samochodu.
- Wsiadaj. - Nakazuje i idzie z drugiej strony.
- A mogę wiedzieć czemu to zrobiłeś? - Kładę dłonie na biodrach, oczekuję wyjaśnienia ale go nie dostaję.
- Wsiadaj i to już! - Krzyczy po czym zatrzaskuje drzwi, jest już w środku pojazdu i uruchamia go. Posłusznie wsiadam i zapinam pasy, nawet nie myślę o tym, że może on chce mnie wywieźć gdzieś w las. Odjeżdża z miejsca z piskiem opon. W lusterku widzę jeszcze jak Snake wychodzi na zewnątrz i zaraz znika. Skręcamy w inną ulicę.

                                                                 ~ † ~
*- Tłumacząc z włoskiego na polski słowo oznacza noc. 


Od Autorki: Mamy siódmy rozdział! Jak wasze wrażenia, opinie, emocje? Louis jest jak obiecałam, chociaż komentarzy nie przybyło. Szkoda, ale no nic. 
Nie zapominajcie o hashtagu #WTNICLL gdzie możecie również dodać swoją opinię, sprawdzić czy nie ma czasem jakiś wiadomości ode mnie a także zadawać pytania typu "Czy ona spotyka Lou??!!" czy "Ona wpada na Lou czy na kogoś innego cały czas?" ;)
Odpowiedź brzmi, nie x
Chciałam jeszcze powiedzieć, że myślałam nad zrobieniem konkursu... wygraną była by możliwość prowadzenia konta Louisa oraz Destiny na Twitterze. Ale chyba potrzebujemy więcej osób. Co o tym myślicie, ktoś chętny?