sobota, 28 lutego 2015

† Chapter 10 †

                                                      † Lethal Love †

 Wysiadam z autobusu jako ostatnia nie licząc kierowcy i tego dziwnego typa, który siedział parę rzędów dalej, a mimo wszytko czułam jego ohydny zapach i słyszałam donośne chrapanie. Stoję na przystanku jeszcze przez chwilę póki dźwięk silnika i opon sunących po asfalcie nie zniknie za zakrętem pozostawiając mnie zupełnie samą. Latarnia obok mnie zaczyna migać nierównomiernie. Podnoszę na nią wzrok i wtedy gaśnie na dobre a gdzieś w oddali słychać tłuczone szkło i miauknięcie przestraszonego kota. Przechodzi mnie dreszcz i ogarnia niepokój. Nasuwam na głowę kaptur a dłonie chowam do kieszeni bluzy. Odwracam się do wypalonej latarni tyłem i zaczynam powoli iść. Po pierwszych paru krokach odwracam się i penetruje wzrokiem ulicę. Mimo, że nikogo nie widzę czuję jakby ktoś mnie obserwował.
  Ponownie błądzę między zaniedbanymi uliczkami przy których stoją bloki z wybitymi gdzie nie gdzie szybami i graffiti. Przez krępujące uczucie, że ktoś mnie śledzi odwracam się na prawie każdym kroku i utrzymuje swoje szybkie tępo przez co zawsze jestem gotowa do biegu. Zwalniam gdy słyszę wylewającą się na ulicę muzykę. Poczucie ulgi, że dotarłam pojawia się równie szybko co i znika. Nie jestem w domu tylko nadal w tej okropnej dzielnicy gdzie z mrocznego zaułka może wyskoczyć na mnie w każdej chwili jakiś morderca czy też pedofil.
   Zanim wyjdę zza zakrętu plecami przylegam do budynku. Powoli wychylam głowę sprawdzając tym samym czy w pobliżu nie ma nikogo, a szczególnie grupki tych punkowców z piątkowego wieczoru. Na szczęście żadnej żywej duszy dookoła. Zaciskam ręce w pięści wahając się przed kolejnym krokiem, ale to tylko przez jedną i pół sekundy po czym przebiegam truchtem przez ulicę do drzwi klubu. Otwieram je ciągnąc na zewnątrz. Wślizguję się do środka i od razu wypełnia mnie rytm muzyki oraz duszący zapach spalonych papierosów.
  Od ostatniego razu nic się nie zmieniło. Klub jest spowity ciemnością, którą przecinają czerwone światła zamontowane nad sceną w prawej stronie pomieszczenia. Po lewej są stoliki, okrągłe, oblepione pod spodem gumą i przyozdobione na wierzchu brzydkim słowami. Obdarte skórzane sofy otaczają je a na nich siedzą pijący, palący i liżący się punkowcy. Chociaż te ich całusy to bardziej wyglądają tak jakby zaraz mieli się nawzajem połknąć. Po prawej scena na której gra trzyosobowy zespół. Na wprost bar, w którego kierunku ruszam.
   Z trudem przepycham się przez tłum spoconych ciał. Nagle ktoś ociera się o mnie a ja z przerażeniem czmycham do przodu. Za chwilę ktoś mnie przygniata, dotyka i znowu popycha. W końcu potykając się o czyjąś nogę wypadam z tłumu mało co nie lądując jak długa na podłodze. Poprawiam bluzę z kapturem a następnie rozglądam się. Dalej nie widzę żadnej znajomej twarzy.
   Staje na pół palcach i podpieram się dłońmi o czarny blat aby usiąść na wysokim, obrotowym krześle. Tu też panuje małe zamieszanie. Każdy żąda co raz to nowego drinka. A trzej barmani wykonując butelkami obroty czy podrzuty ledwo nadążają. Za ich plecami rozciągają się półki z różnego rodzaju kieliszkami i markami butelek. Jest blondynka, z którą miałam przyjemność porozmawiać przez chwilę oraz dwóch brunetów. Jeden, o którego mi właśnie chodzi i z którym miałam dłuższą styczność niż z dziewczyną obsługuje lewe skrzydło. Schodzę z krzesła i przesiadam się bliżej niego. Obserwuje każdy jego ruch kiedy obsługuje nachalnych klientów. Mimo ich chamskiego zachowania jego twarz pozostaje nie wzruszona i spokojna. Podnoszę rękę do góry, zupełnie jakbym zgłaszała się w szkole do odpowiedzi. Nie czekam długo. Zaraz zwraca się w moją stronę wyjmując spod blatu szklankę i szybko ją przecierając ścierką.
- Co podać? - Pyta zupełnie zwyczajnie. Stawia szklankę na przeciw mnie i wtedy podnosi na mnie swoje niebieskie oczy. Wyraz twarzy ze spokojnego zamienia się w zdumioną, złą. 
- Po prosiłabym torebkę, kurtkę i telefon. - Odpowiadam uśmiechając się lekko. 
- Hayden! Zastąp mnie! - Woła do drugiego mężczyzny z prawej strony po czym przeskakuje przez blat stając koło mnie zaraz łapiąc za ramię i ciągnąc za sobą. Idziemy w zupełnie drugim kierunku. Przechodzimy koło sceny i zatrzymujemy się przy drzwiach które są prostopadle do drzwi z z białym napisem EXIT. W górnym kącie zauważam małą kamerkę, która patrzy prosto na nas, a raczej we mnie. Chłopak aktualnie wklepuje pin w zamku automatycznym. Zdążam po chwycić tylko jedną cyfrę.
   Drzwi otwierają się i wchodzimy do środka. Zapala światło a moim oczom ukazuje się tak jakby gabinet. Po lewej stronie są okna z których zwisają grube zasłony w czarnym kolorze a pod nimi stoi czerwona kanapa i stolik do kawy a na nim pistolet, lina i butelka do połowy pełna. Przełykam ślinę i patrzę na drzwi które mi przysłania, moją jedyna drogę ucieczki. Wtem dostrzegam, że ma podbite oko. 
- Co ci się stało? - Pytam a on jedynie mnie wyprzedza idąc w stronę stojącego na środku biurka i skórzanego fotela na kółkach. - Och, czyli na to pytanie także nie dostanę odpowiedzi? - Stoję dalej na wprost niego i obserwuje jak szuka czegoś w szufladzie. Kiedy to znajduje podchodzi do stolika i zmienia magazynek w pistolecie. Ogarnia mną panika, strach o własne życie. Chyba mnie nie zastrzeli?! 
- Nie. - odpowiada surowo po czym odwraca się do mnie. - Po co tu przyszłaś? Myślałem, że zrozumiałaś jasno. 
- Wróciłam po swoje rzeczy. - Chłopak wzdycha ciężko przecierając twarz dłonią. Po chwili omija mnie a ja się za nim odwracam. Podchodzi do szafy stojącej po drugiej stronie pokoju i wyjmuje wieszak z moją kurtką i torebką. 
- Telefon jest w środku. - Odbieram od niego rzeczy. Zakładam skórę i przewieszam przez ramię torebkę. Sprawdzam telefon, jest cały, ale przyda mu się spotkanie z ładowarką bo ma zaledwie trzydzieści procent. - Zadowolona? 
- Tak, dziękuję. - Opowiadam.
- A teraz pozwól, że Cię odwiozę. - Z haczyka bierze kluczyki jak mniemam od jego samochodu. Podchodzi do drzwi otwierając je i ponownie pozwalając mi przejść pierwszą ale ja się nie ruszam. Mam okazję go wypytać o parę rzeczy i takiej okazji nie zaprzepaszczę. 
- Nie. - Tym razem ja jestem stanowcza. 
- Nalegam. To nie najlepsze miejsca dla ciebie.
- Ta, ta, słyszałam. - Macham ręką w powietrzu. - Ale nie wiem dlaczego. - Czekam. Wygląda tak jakby ważył słowa ile może mi powiedzieć. 
- Destiny.. - zaczyna zamykając drzwi ale ja mu szybko przerywam.
- Czekaj, czekaj, zanim odpowiesz chce znać twoje imię. 
- A czy to coś zmieni? 
- Znasz moje. Nie wiem skąd, już nie pytam. Uważam, że będzie sprawiedliwie jeżeli poznam twoje. 
- Louis.
- Hm.. ładne. - Kiwa głową w podzięce. - A teraz możesz dokończyć swoją odpowiedź na pierwsze pytanie. 
- To zbyt skomplikowane. Będzie lepiej jakbyś się nie mieszała. 
- Ale ja chcę wiedzieć! 
- No to masz problem! Nie bądź taka ciekawska i okaż zrozumienie osobie, która Cię chroni! - Podnosi głos.
- Chronisz mnie? Przed czym? O co tu chodzi? - Z pełnej lekkiego przerażenia i zdenerwownania zmieniam się na zdumioną tym co właśnie powiedział. 
- Posłuchaj mnie.. - Podchodzi do mnie i dzieli nas zaledwie parę centymetrów. - Zaraz wyjdziemy i wsiądziemy do auta, którym Cię odwiozę do domu. To będzie ostatni moment kiedy mnie zobaczysz. Zapomnisz o wszystkim i nigdy tu nie wrócisz. Jasne? - Przygryzam wnętrze policzka i przestępuje z nogi na nogę. Ja tak łatwo nie zapomnę, będzie mnie to dręczyć przez dobre kilka dni a może i nawet nigdy nie zapomnę. 
- Ja.. - Zaczynam nie pewna co w sumie chcę powiedzieć ale on mi i tak w sumie przerywa.
- Pytałem czy jasne a nie czy ty bóg wie co. - Otwiera ponownie drzwi a pokój wypełnia muzyka. Podchodzę do niego stając twarzą w twarz. 
- Jasne i wiesz co? - Znowu jestem na niego zła, dziś mam totalną huśtawkę nastroju.
- Pójdziesz ze mną grzecznie do samochodu? - Przewraca oczami wyraźnie znudzony. 
- Nie, nie pójdę. Nie potrzebuje podwózki. Umiem sama trafić do domu. - Mówię i wychodzę pospiesznie by nie mógł mnie powstrzymać. 
   Wchodzę ponownie w tłum tym razem przepycham się taranując sobie drogę łokciami. Nie zważam na wulgarne słowa kierowane pod mój adres. Jestem po prostu zdenerwowana całą tą rozmową i muszę szybko opuścić budynek, tak jak zamierzałam. Podchodzę do drzwi, wyciągam rękę w stronę klamki kiedy ktoś mnie powstrzymuje przez zastawienie swym ciałem wyjścia. Na widok stojącej przede mną postaci cały mój gniew znika a pojawia się strach i przerażenie. To Snake we własnej osobie i ze swym podłym uśmiechem. 
- Snake... - Szepczę  
- Witaj Destiny. - Odpowiada chwytając moją dłoń i całując jej wierzch. - Już wychodzisz? - Podnosi na mnie wzrok swych oczu, w których oczywiście są soczewki. 
- Umm... tak, właśnie tak. - Wyswobadzam z niezwykłą łatwością dłoń. Kiedy jestem z nim w ramię w ramię znowu mnie łapie obracając w swoją stronę.
- Ostatnim razem tak niespodziewanie zniknęłaś. - Ciągnie mnie w stronę parkietu. 
- Teraz też muszę już iść. - Tym razem tak łatwo mnie nie puszcza. Czuje się jakby powoli zaciskał mnie w swojej śmiertelnej pułapce. 
- Co powiesz na chociaż jeden taniec, który poprzednio nie był nam dany? - Jego głos jest taki uwodzicielski, chociaż da się wyczuć, że to tylko gra, kuszenie. Nie daj się zwieść. Mówi instynkt. Uciekaj. 
- Ale tylko jeden? - Niestety logika każe postępować według ich zachcianek. Bo przecież to tylko jeden taniec, co mogłoby się stać? 

                                                                       ~ † ~

Od Autorki: Witajcie znowu po miesiącu, czy wybaczycie mi tę zwłokę? Po prostu nie potrafię się zorganizować i wciąż czas mi ucieka. Naprawdę wielką motywacją byłyby wasze komentarze, które ostatnio spadły przez co czuję się trochę winna, że to nie jest zbyt dobre i myślę czy jest sens by dalej prowadzić bloga. Jednakże trzyma mnie uczucie, że mój pomysł naprawdę wam się spodoba tak jak mi i chcę się z wami nim dzielić. 
No ale dobra, dość moich żalów. Jak obiecałam w tej notce pojawi się KONKURS! Polega on na tym abyście poszukali waszych odpowiedników postaci Snake i jego grupy z rozdziału 7. Swoje propozycje wysyłajcie na Twitterze pod hastagiem fanfiction #WTNICLL. Wygrani ( 3 osoby) mogą prowadzić konta Louisa i Destiny na Twitterze oraz Głównego. Myślę, że to będzie fajna zabawa. 
Do następnego, czekam na wasze zdjęcia, które mam nadzieję się pojawią i komentarze! Załóżmy 20 komentarzy i następny rozdział. Kocham was xx


12 komentarzy:

  1. Rozdział super. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy <3

    OdpowiedzUsuń
  2. jest dobrze, pisz dalej x
    wytrwali czekają.
    @perfpaynox

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisz dalej!
    Super rozdział xx
    @ziam__shipper_

    OdpowiedzUsuń
  4. Te opowiadanie jest niesamowite, oby tak dalej. Nie mogę się doczekać co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Robi się coraz ciekawiej. Zastanawia mnie postać Snake'a, mam nadzieję, że niebawem dowiemy się czegoś więcej :)
    Czekam na kolejny rozdział i życzę dużo weny .xx
    ~ @_youremyheaven_

    OdpowiedzUsuń
  6. *3*
    Mogła się zgodzić na podwózkę do domu xd
    Snake tak ją kusi tym tańcem... Na pewno chce jej coś zrobić :c
    Cudowny rozdział (jak wszystkie zresztą), czekam na następny i dużo weny życzę xx
    @najal_myhusband

    OdpowiedzUsuń
  7. Super rozdział, dużo sie dzieje i nie mogę sie doczekać co będzie dalej. Pisz dalej jeśli możesz, Napewno bada tacy którzy będą czytać ;) Do następnego @karolina271d

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział!
    Snake, Snake, Snake.... Podstępny dupek.
    Dlaczego ona nie wsiadła do tego samochodu?!
    Cóż, w każdym bądź razie nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :)
    /@zosia_official

    OdpowiedzUsuń
  9. Powiem Ci, że w końcu stoję na gruncie! Przynajmniej wiem o kogo chodzi (a chodzi o Lou).
    Tylko kufffa ja się pytam czemu on ją chroni? Pracował dla jej taty, czy jak? Może jej tata mu kazał... W każdym razie.
    Moje wyobrażenie Snake'a wygląda m.in. tak: Łysa pała, obleśne tatuaże everywhere i oczywiście zachlany ryj! Dlatego ja cie proszę: Usuń się gościu w cień, bo jak o tobie czytam, to mnie dziwne dreszcze przechodzą, a później mi się śnisz cwelu po nocach!
    Dziękuję.
    A co do Des... Jestem dziewczyną, która ma jaja do pewnych rzeczy i już ją lubię. A do tego auta też bym nie wsiadła. Pewnie Louis trzyma tak zdechłego kota, a później się dziwi, że Des nie chce z nim jechać!
    Eh... No dobra!
    Ja lecę i wgl xd
    Mam nadzieję, że kom jest okey xddd
    Czekam na 11, a za tymi postaciami się rozejrzę, choć nic nie wiem xd

    OdpowiedzUsuń
  10. Najpierw myślałam, że Louis to Snake, ale to nie on i jestem z tego powodu szczęśliwa, ale tym samym przerażona, bo Des będzie z nim tańczyć, a wydaje mi się, że on ma dużo tajemnic i zrobił wiele rzeczy niezgodnych z prawem.
    W ogóle, wyobrażam go sobie jako bruneta z mnóstwem metalu na twarzy i... twarzą Zayna o.O
    Czekam na następny rozdział *.* ♥
    @xAgataOfficialx

    OdpowiedzUsuń
  11. Super, że wróciłaś :) Rozdział genialny :) @Mika69_1D xoxo

    OdpowiedzUsuń
  12. Również myślałam, że Snake to Louis :v
    Obawiam się tego, jak ich taniec może się skończyć ;x Oby Des nic się nie stało :)
    Louis... Kocham go tutaj :3
    Czekam na nexta x
    @droowseex

    OdpowiedzUsuń