sobota, 25 kwietnia 2015

† Chapter 12 †

                                                          † Lethal Love †
                                                ~  Blackfriars Street 19 ~

  Ból przedarł się do mnie przez ciemność i to on wyrwał mnie z niej, wydobył z powrotem na powierzchnię. Pierw poczułam, że coś wciska mi się w czaszkę, zabolało. Potem, jeden po drugim, uaktywniły się inne źródła bólu rozprzestrzenione po całym ciele. Jęknęłam otwierając z trudem ciężkie powieki, które to po raz opadały z powodu ogarniającej fali senności. 
- Śpij, śpij. - Usłyszałam i po prostu zapadłam w sen tak jak mi głos radził.
  Kiedy ponownie otwieram oczy panuje kojący półmrok, krople deszczu uderzają o szybę okna. Leżę na twardym łóżku przykryta ciemno zielonym kocem w nieznanym sobie pokoju, którego ściany są pokryte farbą w kolorze khaki. Sufit ma w niektórych miejscach plamy od przecieku z góry, a ze środka zwisa na czarnym kablu żarówka. Obracam odrobinę głowę w lewo i widzę drewniany stoliki oraz dwa krzesła do kompletu. Na oparciu jednego z nich jest zawieszona moja skóra i torebka, a pod nim stoją moje buty. Dokąd trafiłam i w jaki sposób?
  Podnoszę się do pozycji siedzącej z grymasem na twarzy. Wszystko mnie boli. Najbardziej ręce, które są w siniakach tak jak i nogi oraz głowa, w której po zmianie pozycji zaczyna się lekko kręcić. Łapię się za czoło, na którym wyczuwam przylepiony gazik. Skąd się tu wziął i chwila, czyj t-shirt z Rolling Stones mam na sobie? Powoli zaczynają wracać strzępki wspomnień z minionej nocy.
  Wczoraj wieczorem wróciłam do Notte Club aby odzyskać swoje rzeczy zostawione tam w piątkową noc. Poznałam imię chłopaka, który podczas pierwszego spotkania ostrzegał mnie przed tym miejscem i no cóż, miał rację. Snake tylko czekał aż znów pojawię się aby mnie zabić z niewiadomych powodów. Na szczęście Louis w porę się zjawił i niczym super bohater uratował. Wszystko skończyło się tak, a przynajmniej dla mnie, że odpłynęłam w niebyt. Pamiętam jeszcze jedną rzecz, która wydarzyła się dużo później. Otworzyłam na moment oczy i z tego co mi się wydaje to już się tu znajdowałam. Wygląda na to, że jestem tu bezpieczna. Jakby nie patrząc, ktoś mnie opatrzył, przebrał i pozwolił spokojnie spać. Tylko kto? Czyżby Louis?
  Rozlega się skrzypienie drewnianej podłogi pod naciskiem stawianych kroków. Po chwili w progu pojawia się nie kto inny jak mój główny podejrzany. Zauważając mnie uśmiecha się przyjaźnie na co jeden z moich kącików wędruje w górę odwzajemniając niepewnie gest.
- Jak się czujesz? - Odzywa się podchodząc do mnie bliżej. Łapie za podbródek unosząc go lekko do góry po czym oglądając twarz z każdej strony i sprawdzając czy nie mam gorączki.
- Żyję, więc chyba dobrze. A ty? - Odbijam pytanie. Chłopak też nie wygląda najlepiej. Jego sine oko trochę pobladło lecz za to ma dwa małe rozcięcia na brwi oraz wardze a jego kostki na rękach są pokryte czerwoną zaschniętą krwią.
- Żyję, więc chyba dobrze. Prawda? - Papuguje mnie i widząc moją minę w stylu "serio?" wkrada się na jego usta cwaniacki uśmiech. - Połóż się, zaraz wrócę. - Dodaje wychodząc z pokoju. Nie widzę większych powodów aby mu się sprzeciwić więc wykonuje polecenie. Wraca a wtedy coś mokrego i zimnego ląduje na moim czole. Automatycznie sięgam po to ręką aby się tego pozbyć.
- Ani mi się waż. - Szybko mnie powstrzymuje łapiąc za dłoń.
- Ale co to jest?
- Zimny okład, pomoże uśmierzyć ból głowy.
- Och okej, dzięki. - Cofam rękę kładąc ją na brzuchu. Louis kiwa głową sięgając po krzesło i przysuwa je bliżej łóżka po czym na nim zasiada. Nastaje krępująca cisza. Żadne z nas nie wie co ma powiedzieć, jak zacząć, tak jest to wszystko skomplikowane.
- Jak to się w ogóle skończyło? - Odważyłam się i postanowiłam zacząć pierwsza.
- Cudem zdążyłem się tam pojawić. Jeszcze chwila a by cię zgwałcił a potem zabił i znalazłbym cię dopiero rano pozbawioną tchu. - Różne nieprzyjemne szczegóły, których jednak wolałabym nie pamiętać powracają. Ten chłód podłogi, usta Snake'a na moich, to jak mnie bił i po kolei pozbawiał ubrania a ja byłam wobec niego zupełnie bezsilna. Przechodzi mnie dreszcz, w oczach pojawiają się łzy.
- Byłam taka głupia!- Wyznaje przygryzając wargę. - Myślałam, że to będzie naprawdę jeden taniec.. - Mrugam aby pozbyć się łez, nie chce mu się tu przecież rozkleić.
- Ostrzegałem cię Destiny. - Odpowiada ze spokojem.
- Wybacz mi, nie wiedziałam. Gdybyś powiedział mi wprost.. przepraszam i dziękuję. - Przybliża twarz do mojej podpierając się łokciami o kolana. Patrzę prosto w jego intensywnie niebieskie oczy.
- Jesteś pewna, że by tak było? A przypadkiem nie poszłabyś na policję aby go złapali i zamknęli za kratkami? Przecież to niebezpieczna osoba, która chce cię zabić a takich nie wolno trzymać na wolności. Byłoby w sumie tylko jedno ale. Snake odkąd w tym siedzi ani razu nie został złapany. Jest sprytny i przebiegły oraz szybki..
- Jak wąż.. - szepczę kończąc za niego. Chłopak ma rację i to kolejny raz. Stworzyłabym tylko niepotrzebną panikę zupełnie nie znając się na zasadach panujących w ich świecie. Ale skoro policja nie pomoże, to co nam pozostaje?
- Czy on..
- Nie. Nie spocznie póki nie osiągnie celu, nigdy nie odpuszcza. - Przełykam z trudem ślinę. No pięknie, mam na karku seryjnego mordercę, który nie zamierza przestać. Nie mogę zgłosić się z tym na policję. Nie wiem ile o mnie wie, gdzie jest i co zamierza. Albo mnie zabije albo uda mi się przed nim ukryć tym samym żyjąc w wiecznym strachu, że pewnego dnia mnie znajdzie. Znowu tępo wpatruje się w sufit myśląc nad tym co mnie czeka oraz zastanawiając się dlaczego?
- Louis... - Przychodzi mi do głowy nietypowy pomysł.
- Tak?
- Skoro on mnie zabije..
- Nie mów tak. Nie pozwolę na to aby ten skurwiel cię dorwał. - Słychać, że sam jest zły na samą myśl o Sanke'u i tym co chce zrobić. Przypomina mi się rozmowa, którą przeprowadzili w łazience, że zawsze daje mu radę. Czy teraz też da i co się wydarzyło, że siebie nienawidzą? Ach, tyle pytań a żadnej odpowiedzi.
- Okej.. skoro może mnie zabić - poprawiam się - pomyślałam, że może mógłbyś nauczyć mnie jak się przed nim obronić. - Zdejmuję ręcznik z czoła przerzucając nogi poza łóżko. 
- Nie Destiny. - Kręci przecząco głową. - To nie jest świat dla ciebie, trzymaj się od nas z daleka. - Tak myślałam, że odmówi ale nie zamierzam zrezygnować i spróbować go mimo wszystko przekonać.
- Jestem pewna, że nie będziesz mnie śledzić dwadzieścia cztery na dobę, a wtedy on to wykorzysta i pozbędzie się mnie w mgnieniu oka. Raczej tego nie chcesz. 
- Też nie odpuścisz prawda? - Przeczesuje swoje brązowe włosy.
- W porównaniu do niego mam dobre pomysły.
- Nie wiem czy to na pewno taki dobry pomysł.
- To, że jestem kobietą nie znaczy, że nie będę się potrafiła nauczyć bić. - Uśmiecha się, chyba go trochę tym rozbawiłam.
- Przemyślę to. - Wstaje a ja zaraz za nim. Prawie się ze sobą stykamy. Chłopak jest ode mnie wyższy o parę centymetrów. Gdybym stanęła na palcach byłabym z nim na równi a gdybym miała szpilki to ja byłabym górą lecz teraz to on jest. I mimo przeszywającego wzroku nie daje za wygraną i dzielnie odwzajemniam spojrzenie próbując cokolwiek odczytać z jego poważnej miny co by wskazywało na to, że naprawdę się zastanowi a nie mówi tego tylko po to aby mnie spławić.
- Daj mi swój numer. - Proszę aby w razie gdyby mnie wrabiał mogłabym zadzwonić.
- Nie mam. - Wyznaje wzruszając ramionami. Okej, tego nie wzięłam pod uwagę.
- Ale chyba parę groszy znajdziesz?
- Po co?
- Aby do mnie zadzwonić. - Wymijam go idąc do torebki i wyjmując telefon, który już alarmuje aby podłączyć go do ładowarki. Louis podaje mi małą karteczkę i długopis. Zapisuje mu swój numer i wręczam do ręki. Odbiera go rzucając mu krótkie spojrzenie po czym chowa do kieszeni.
- Tylko nie zgub. - Ostrzegam go dalej uważnie obserwując. Niestety, wciąż nic. Chłopak świetnie potrafi ukryć emocje.
- Postaram się. - Mruga do mnie i wychodzi z pokoju pytając. - Głodna? - Ciężko westchnęłam i podążyłam za nim do równie niezbyt zadbanej kuchni.
  Tak samo jak sypialnia kuchnia nie jest wielkich rozmiarów. Po lewej stronie na całej długości rozciąga się blat a nad nim wiszą drewniane szafki ze złotymi zdobieniami. Zaraz przy wejściu stoi mała biała lodówka w którą zagląda chłopak, przez jego ramię dostrzegam pustki w niej panujące. Zamyka ją a w ręku trzyma zawinięte w szary papier szybkę i ser. Podchodzi do kuchenki i zapala jeden z palników zapałkami, po czym wstawia na niego czajnik z wodą na herbatę. Niepewnie podchodzę do stolika i odsuwam drewniane krzesło by na nim usiąść. Rozglądam się dalej podczas gdy chłopak przyrządza dla mnie posiłek. Na wprost jest okno, zaczyna się powoli przejaśniać. Na parapecie dostrzegam dwie doniczki z obeschłymi roślinkami. Louis raczej nie jest perfekcyjnym panem domu.
- Ile słodzisz? - Słyszę nagle jego głos, odwracam głowę w jego kierunku i widzę jak w ręku trzyma małą porcelanową cukiernicę.
- Um.. dwie łyżeczki. - Odpowiadam, a po chwili ląduje przede mną talerz z trzema kromkami chleba i kubek z ciepłą herbatą.
- Dziękuję, ty nie będziesz jeść? - Kręci przecząco głową stawiając na przeciw mnie popielniczkę i wyjmując z kieszeni spodni zapalniczkę i paczkę papierosów. Siada i odpala jednego papierosa, w powietrze wznosi się dym, który drażni moje nozdrza. Nie zamierzam jednak prosić aby przestał między innymi, że tyle dla mnie zrobił i w sumie też mnie to zastanawia. Po co to wszystko i czy z zresztą ofiar Snake'a też się tak obchodził i czy w ogóle był ktoś przede mną?
  W ciszy kończę posiłek, czuję się naprawdę skrępowana, wiem, że on pewnie sobie z tej wizyty nic nie robi ale ja owszem. Prawie się nie znamy i jestem tu pierwszy raz. Pamiętam o każdych zasadach kulturalnego zachowania, które do głowy wbili mi rodzice. Podnoszę się z miejsca z talerzykiem i kubkiem wsadzając naczynia do zlewu i sięgając po gąbkę i płyn do naczyń kiedy mnie powstrzymuje. Zabiera rzeczy z rąk i odstawia.
- Zostaw, ja pozmywam.. a ty idź się przebrać. - Wskazuje ręka drzwi na przeciw.
- Ale to serio nie będzie dla mnie problem..
- Destiny idź. - Patrzy mi w oczy łagodnie prosząc. - Przebierzesz się, a potem odwiozę cię do domu. - Zupełnie bym zapomniała! Mama pewnie odchodzi od zmysłów, ale z jednej strony nie chcę jeszcze do niej wracać. Muszę to przemyśleć i już wiem nawet gdzie.
- Nie chcę do domu.
- Gdzie w takim razie?

                                                                         ~ † ~ 
Od Autorki: Znowu wracam po miesiącu! Tym razem stanęły mi na drodze przygotowania do egzaminów, które chyba nie za specjalnie mi wyszły a szczególnie przejmuje się trochę opowiadaniem, jeżeli i je zawaliłam, to to będzie moja porażka. Jednakże mam małą nadzieję gdzieś w środku głęboko, że nie będzie tak źle i gdzieś się dostanę. 
Jak wiecie, miesiąc temu wprowadziłam opowiadanie na wattpad i miło się przyjęło z czego się cieszę. Zastanawiam się też przez to czy aby nie przenieść go tam całkowicie, a wy jak myślicie? 
I co sądzicie o rozdziale! Komu się podoba? Kto podskakuje z radości, a kto zaczyna zabawę w Sherlocka Holmesa? No to może za dwa tygodnie! Ale wiecie jak to ze mną jest więc.. do zobaczenia! x

piątek, 3 kwietnia 2015

† Chapter 11 †

                                                        † Lethal Love †



   Prowadzi mnie w stronę parkietu delikatnie trzymając za mą dłoń. Kiedy zatrzymujemy się w środku tańczącego tłumu swoją drugą rękę kładzie mi na biodrze przyciągając do siebie bliżej. Patrzę lekko skrępowana w jego podłużne źrenice otoczone zielenią, które są podkreśleniem jego image'u. Podchwytując moje spojrzenie uśmiecha się ale nie zawadiacko, jak zawsze, tylko podstępnie. Marszczę lekko brwi zastanawiając się co może chodzić mu po głowie. Mam nadzieję, że to nic związanego ze mną. Będzie dobrze, pocieszam się chodź coś w głębi mówi mi, że znowu siebie oszukuję. 
  Powoli przesuwamy się w tłumie co jest zupełnie sprzeczne z rytmem granej piosenki. Jestem cała spięta a próba rozluźnienia nie wychodzi mi póki on mnie dotyka. Spoglądam w stronę sceny z błagalnym wzrokiem, ta piosenka wydaje się trwać wiecznie dlatego z wielką ulgą witam jej koniec. Chce się uwolnić z jego objęć ale on jeszcze bardziej obejmuje mnie w talii. Próbuje jeszcze raz, niestety jest silny i nie wygląda na to aby zamierzał mnie puścić. Ten taniec coraz bardziej wydaje się być złym pomysłem.
- Piosenka się już skończyła. - Oznajmiam lekko nerwowym głosem patrząc na jego twarz. Wtem czuję ścianę pod plecami i napierające na mnie jego ciało. Przybliża twarz do mojego ucha muskając je lekko wargami i szepcząc.
- Och biedna, naiwna Dessstiny. - Syczy zupełnie jak wąż. Boże, w co ja się w pakowałam?!
- P..puść mnie. - Jąkam się zdenerwowana kładąc ręce na jego ramionach i próbując go odepchnąć.
- Zapomnij. - Odpowiada jeszcze bardziej na mnie napierając po czym łapiąc za biodra całuje w szyję. Przechodzi mnie dreszcz obrzydzenia. Uderzam w jego klatkę piersiową krzycząc by mnie puścił. On tylko się śmieje, jak z idiotki jakiejś. Jego dłonie wędrują ku górze, po tali, cyckach aż w końcu chwytają moje nadgarstki i unoszą ręce nad moją głowę. Stykamy się czołami, patrzę ponownie w jego oczy i wtedy dostrzegam coś, dzięki czemu wszystko już rozumiem. Pragnienie, ale nie seksu, tylko czyjegoś bólu, śmierci. On wiedział, że mogę być jego ofiarą. Miałam tu nie przychodzić ale głupia przyszłam. Teraz jego cel zostanie osiągnięty i nikt mi nie pomoże.
- Już wiesz. - Zauważa, jakby czytał mi w myślach. Przechyla lekko głowę w prawo po czym próbuje mnie pocałować lecz szybko odwracam głowę w bok unikając pocałunku. Zły zaciska mocniej dłonie na moich nadgarstkach. Nie chcąc tak skończyć szybko myślę co mogłabym zrobić. Postanawiam zastosować typowy ruch. Zbieram siły i podnoszę kolano uderzając go w krocze. Puszcza mnie i odsuwa się trochę co daje mi szansę na ucieczkę. Nie zastanawiam się ani chwili, zaczynam biec ale on w mgnieniu oka chwyta mnie za rękę. Ponownie uderzam o ścianę tym razem mocniej, tak, że z tyłu głowy zaczyna pulsować nieprzyjemny ból. Po chwili czuję jak zaciska swoją dłoń na moim gardle lekko dusząc. To był zły pomysł, wkurzyłam go.
 - Radzę ci nie powtarzać tego ruchu. - Daje mi jasno do zrozumienia, że moje starania są nic nie warte po czym puszcza. Biorę głęboki wdech upadając na kolana i masując szyję. Za chwilę znowu czuję jak zaciska dłoń na moim przedramieniu podnosząc do góry. Otwiera jakieś drzwi i popycha do środka. Znowu upadam na kolana w kałużę wody mocząc spodnie i ręce. Mrugam kilka razy aby przyzwyczaić się do rażącego światła. Powoli wstaję i odwracam się patrząc na niego lekko zgarbiona.
 - Zostaw mnie. - Mówię niewinnie, jak małe bezbronne zwierzątko. Robi krok w moją stronę wyjmując podtrzymujący spodnie pasek. Zaczynam się cofać przerażona. Dochodzę do ściany opierając się o nią plecami. Jest co raz bliżej a ja mimo jego ostrzeżenia postanawiam znowu uciec. Biegnę, przylegam do drzwi jednej z kabin unikając jego dotyku a potem prosto do drzwi. Ręce mi się trzęsą kiedy próbuję złapać klamkę, która i tak stawia opór. Zamknął nas, to koniec. Wtem łapie za moje włosy ciągnąc w tył i popychając jak śmieć na podłogę.
 - Ałł.. - jęczę z bólu, masując sobie tył głowy, na pewno wyrwał mi kilka kosmyków oraz zapewnił obitą dupę z rana. Jeżeli w ogóle go dożyje w co wątpię. Podchodzi, bierze zamach ręką i po raz pierwszy zostaje uderzona pasem w udo. Ponownie wydaje z siebie jęk bólu łapiąc się za nogę co nie jest najlepszym pomysłem bo zaraz znowu dostaję w to samo miejsce. Zabieram natychmiast dłoń przyciskając do piersi i zaciskając usta oraz oczy by powstrzymać cisnące się na oczy łzy. Chłopak siada na moich nogach. Nadal mając zamknięte oczy kręcę przecząco głową. - Proszę, daj mi spokój, nic ci nie zrobiłam. - Mówię błagalnie lecz nie wierzę aby coś to dało. Czuje jak całuje moje ucho, odsuwam głowę nie chcąc by to robił.
- Ale kto inny już tak. - Mówiąc to jego jedna dłoń spoczywa na moim policzku. - Zobaczysz, pójdzie szybko. - Zaczyna zdejmować ze mnie skórę i torebkę po czym odrzuca rzeczy w kąt. Tylko nie to, niech mnie bije, dusi póki nie umrę ale niech mnie pierw nie gwałci.
- Nie... proszę nie. - Od nowa zaczynam go odpychać, co z tego, że w porównaniu z nim jestem strasznie słaba. Będę walczyć do końca, nie poddam się.
 - Radzę zabrać te rączki. - Cedzi przez zęby wpijając się swoimi palcami w moje nadgarstki, boli. 
 - Nie, zostaw, proszę. - Kręcę przecząco głową. Widząc widocznie wymalowane na mojej twarzy przerażenie i ból uśmiecha się po czym zmusza do pocałunku.
 - Zostaw mnie! - Krzyczę odpychając jego twarz dłońmi. - Puść mnie i daj mi spokój! - Zaczynam okładać go pięściami a on oddaje ze zdwojoną siłą przez co nabywam sobie kolejnych siniaków na całym ciele.
   Po paru minutach naszej małej bijatyki poddaje się zupełnie, nie mam sił i nadziei, że ktoś mi pomoże.  Leżę w kałuży wody nad głową mając związane ręce. Chłopak, a raczej potwór, morderca zdejmuje właśnie ze mnie bluzkę po czym składa na moim dekolcie mokre pocałunki. Płaczę cicho szepcząc:
- Pomocy... - Po chwili chłopak już rozpina moje spodnie i zaczyna zsuwać.
   Wtedy nagle jakby dar z niebios słychać trzask, klamka eksploduje i kopniakiem drzwi zostają otworzone. Znużonym wzrokiem spoglądam w ich stronę i uśmiecham się lekko. Stoi w nich ten chłopak, jeżeli dobrze pamiętam nazywa się Louis. Jest pewny siebie, a w wyprostowanych rękach trzyma pistolet w nas wycelowany. Snake podnosi się, a ja odczuwam ulgę spowodowaną brakiem ciężaru jego ciała. 
- Zostaw ją. - Warczy chłopak robiąc krok w przód.
- Znowu musisz mi wejść w paradę. - Nawzajem mierzą się nienawistnym wzrokiem.
- Tradycje trzeba podtrzymywać. - Wzrusza ramionami. 
- Zginiesz Tomlinssson i ona także. - Zasyczał nienaturalnie przeciągając s jak poprzednio i szybko ruszył na chłopaka. Złapał go wokół brzucha i uderzył nim o ścianę. Pistolet wypadł  mu  z rąk i uderzył o ziemię, rozpoczęła się szarpanina między tymi dwoma punkowcami. Snake uderzył Louisa parę razy pięściami w brzuch tak, że upadł przed nim na kolana plując krwią. Wszystko obserwowałam nadal leżąc prawie nieprzytomna i równocześnie próbując wyswobodzić ręce.
- Myślałeś, że dasz mi radę? - Snake złapał jego twarz jedną ręką i zmusił do spojrzenia w oczy. Splunął mu w twarz.
 - Zapomniałeś, że zawsze dawałem tobie radę? - Złapał go za przegub i wywrócił przez ramię tak, że wylądował na plecach. Louis sięgnął szybko po pistolet i częścią z magazynkiem zaczął okładać go po twarzy, z nosa trysnęła fontanna krwi, podłoga zaczęła przybierać czerwony kolor. Snake po paru uderzeniach przewrócił go i teraz on na nim leżał i zaczął dusić. Mimo to, że zaraz prawdopodobnie miał przestać oddychać szarpał się próbując uwolnić. Niestety nie wychodziło mu to jakoś specjalnie, więc postanowiłam zainterweniować. Zbieram się jakoś garstka sił i wstaję. Na chwiejnych nogach podchodzę do Snake i po prostu kopię go z całych sił w bok. Tym gestem jego wściekłość z Louisa zostaje przekierowana prosto na mnie. Jak wściekły byk rusza na mnie, na bezbronnego toreadora. Z impetem uderzam o ścianę. Czuję jak okropny ból rozchodzi się po moim kręgosłupie, w dodatku głowa jest strasznie ciężka i obraz mi się zaczyna urywać. Osuwam się na podłogę będąc jak balon bez powietrza. Zanim jeszcze chłopak zdąży się pozbierać obrywam parę razy w brzuch, głowę, odbieram również wulgarne słowa pod mój adres typu "suka". Louis w końcu chwyta za jego szyję i z wściekłością uderza jego głową o kant umywalki. Snake pada nieprzytomny na ziemię po paru takich uderzeniach i jeszcze bardziej zabarwia podłogę swą krwią. Co do krwi, wyczuwam jak po moim czole rozprzestrzenia się coś ciepłego. Unoszę dłoń i dotykam tego miejsca opuszkami palców po czym odsuwam i widzę palce zabarwione na czerwono. Przenoszę wzrok na Louisa. który zmierza w moją stronę coś mówiąc, ale ja nic nie słyszę. Zaczynam odpływać w ciemność.

                                                                ~ † ~
Od Autorki: Witam, wielce znowu powracam! Chyba rozdziały co miesiąc staną się czymś oczywistym w moim przypadku. Oczywiście parę wytłumaczeń dlaczego, brakowało mi czasu aby to udoskonalić a końcówka marca chyba nie była najlepsza dla żadnego z nas. Ale cóż, trzeba trochę się nacierpieć aby w końcu przyszło szczęście. Wracając do naszego opowiadania. Przyznać się! Kto siedzi zszokowany i wlepia się zdumiony w ekran? haha. Szczerze przyznam, że jestem zadowolona z tego rozdziału i jestem też zadowolona, że przy poprzednim było 12 komentarzy! Jednak potraficie dać radę! To co, teraz mogę liczyć na 13? :) 
Tak jeszcze dwie rzeczy na koniec. Wyniki konkursu podam w następnym rozdziale oraz jak zgłosi się więcej niż jedna osoba... nie dajcie się prosić ;) 
I uwaga! Niespodzianka, specjalnie dla jednej czytelniczki lethal love pojawiło się również na Wattpadzie! Co o tym sądzicie i tam też komentarze mile widziane. Do zobaczenia, wesołych świat, ciepła rodzinnego, uśmiechu i pogody x