piątek, 3 kwietnia 2015

† Chapter 11 †

                                                        † Lethal Love †



   Prowadzi mnie w stronę parkietu delikatnie trzymając za mą dłoń. Kiedy zatrzymujemy się w środku tańczącego tłumu swoją drugą rękę kładzie mi na biodrze przyciągając do siebie bliżej. Patrzę lekko skrępowana w jego podłużne źrenice otoczone zielenią, które są podkreśleniem jego image'u. Podchwytując moje spojrzenie uśmiecha się ale nie zawadiacko, jak zawsze, tylko podstępnie. Marszczę lekko brwi zastanawiając się co może chodzić mu po głowie. Mam nadzieję, że to nic związanego ze mną. Będzie dobrze, pocieszam się chodź coś w głębi mówi mi, że znowu siebie oszukuję. 
  Powoli przesuwamy się w tłumie co jest zupełnie sprzeczne z rytmem granej piosenki. Jestem cała spięta a próba rozluźnienia nie wychodzi mi póki on mnie dotyka. Spoglądam w stronę sceny z błagalnym wzrokiem, ta piosenka wydaje się trwać wiecznie dlatego z wielką ulgą witam jej koniec. Chce się uwolnić z jego objęć ale on jeszcze bardziej obejmuje mnie w talii. Próbuje jeszcze raz, niestety jest silny i nie wygląda na to aby zamierzał mnie puścić. Ten taniec coraz bardziej wydaje się być złym pomysłem.
- Piosenka się już skończyła. - Oznajmiam lekko nerwowym głosem patrząc na jego twarz. Wtem czuję ścianę pod plecami i napierające na mnie jego ciało. Przybliża twarz do mojego ucha muskając je lekko wargami i szepcząc.
- Och biedna, naiwna Dessstiny. - Syczy zupełnie jak wąż. Boże, w co ja się w pakowałam?!
- P..puść mnie. - Jąkam się zdenerwowana kładąc ręce na jego ramionach i próbując go odepchnąć.
- Zapomnij. - Odpowiada jeszcze bardziej na mnie napierając po czym łapiąc za biodra całuje w szyję. Przechodzi mnie dreszcz obrzydzenia. Uderzam w jego klatkę piersiową krzycząc by mnie puścił. On tylko się śmieje, jak z idiotki jakiejś. Jego dłonie wędrują ku górze, po tali, cyckach aż w końcu chwytają moje nadgarstki i unoszą ręce nad moją głowę. Stykamy się czołami, patrzę ponownie w jego oczy i wtedy dostrzegam coś, dzięki czemu wszystko już rozumiem. Pragnienie, ale nie seksu, tylko czyjegoś bólu, śmierci. On wiedział, że mogę być jego ofiarą. Miałam tu nie przychodzić ale głupia przyszłam. Teraz jego cel zostanie osiągnięty i nikt mi nie pomoże.
- Już wiesz. - Zauważa, jakby czytał mi w myślach. Przechyla lekko głowę w prawo po czym próbuje mnie pocałować lecz szybko odwracam głowę w bok unikając pocałunku. Zły zaciska mocniej dłonie na moich nadgarstkach. Nie chcąc tak skończyć szybko myślę co mogłabym zrobić. Postanawiam zastosować typowy ruch. Zbieram siły i podnoszę kolano uderzając go w krocze. Puszcza mnie i odsuwa się trochę co daje mi szansę na ucieczkę. Nie zastanawiam się ani chwili, zaczynam biec ale on w mgnieniu oka chwyta mnie za rękę. Ponownie uderzam o ścianę tym razem mocniej, tak, że z tyłu głowy zaczyna pulsować nieprzyjemny ból. Po chwili czuję jak zaciska swoją dłoń na moim gardle lekko dusząc. To był zły pomysł, wkurzyłam go.
 - Radzę ci nie powtarzać tego ruchu. - Daje mi jasno do zrozumienia, że moje starania są nic nie warte po czym puszcza. Biorę głęboki wdech upadając na kolana i masując szyję. Za chwilę znowu czuję jak zaciska dłoń na moim przedramieniu podnosząc do góry. Otwiera jakieś drzwi i popycha do środka. Znowu upadam na kolana w kałużę wody mocząc spodnie i ręce. Mrugam kilka razy aby przyzwyczaić się do rażącego światła. Powoli wstaję i odwracam się patrząc na niego lekko zgarbiona.
 - Zostaw mnie. - Mówię niewinnie, jak małe bezbronne zwierzątko. Robi krok w moją stronę wyjmując podtrzymujący spodnie pasek. Zaczynam się cofać przerażona. Dochodzę do ściany opierając się o nią plecami. Jest co raz bliżej a ja mimo jego ostrzeżenia postanawiam znowu uciec. Biegnę, przylegam do drzwi jednej z kabin unikając jego dotyku a potem prosto do drzwi. Ręce mi się trzęsą kiedy próbuję złapać klamkę, która i tak stawia opór. Zamknął nas, to koniec. Wtem łapie za moje włosy ciągnąc w tył i popychając jak śmieć na podłogę.
 - Ałł.. - jęczę z bólu, masując sobie tył głowy, na pewno wyrwał mi kilka kosmyków oraz zapewnił obitą dupę z rana. Jeżeli w ogóle go dożyje w co wątpię. Podchodzi, bierze zamach ręką i po raz pierwszy zostaje uderzona pasem w udo. Ponownie wydaje z siebie jęk bólu łapiąc się za nogę co nie jest najlepszym pomysłem bo zaraz znowu dostaję w to samo miejsce. Zabieram natychmiast dłoń przyciskając do piersi i zaciskając usta oraz oczy by powstrzymać cisnące się na oczy łzy. Chłopak siada na moich nogach. Nadal mając zamknięte oczy kręcę przecząco głową. - Proszę, daj mi spokój, nic ci nie zrobiłam. - Mówię błagalnie lecz nie wierzę aby coś to dało. Czuje jak całuje moje ucho, odsuwam głowę nie chcąc by to robił.
- Ale kto inny już tak. - Mówiąc to jego jedna dłoń spoczywa na moim policzku. - Zobaczysz, pójdzie szybko. - Zaczyna zdejmować ze mnie skórę i torebkę po czym odrzuca rzeczy w kąt. Tylko nie to, niech mnie bije, dusi póki nie umrę ale niech mnie pierw nie gwałci.
- Nie... proszę nie. - Od nowa zaczynam go odpychać, co z tego, że w porównaniu z nim jestem strasznie słaba. Będę walczyć do końca, nie poddam się.
 - Radzę zabrać te rączki. - Cedzi przez zęby wpijając się swoimi palcami w moje nadgarstki, boli. 
 - Nie, zostaw, proszę. - Kręcę przecząco głową. Widząc widocznie wymalowane na mojej twarzy przerażenie i ból uśmiecha się po czym zmusza do pocałunku.
 - Zostaw mnie! - Krzyczę odpychając jego twarz dłońmi. - Puść mnie i daj mi spokój! - Zaczynam okładać go pięściami a on oddaje ze zdwojoną siłą przez co nabywam sobie kolejnych siniaków na całym ciele.
   Po paru minutach naszej małej bijatyki poddaje się zupełnie, nie mam sił i nadziei, że ktoś mi pomoże.  Leżę w kałuży wody nad głową mając związane ręce. Chłopak, a raczej potwór, morderca zdejmuje właśnie ze mnie bluzkę po czym składa na moim dekolcie mokre pocałunki. Płaczę cicho szepcząc:
- Pomocy... - Po chwili chłopak już rozpina moje spodnie i zaczyna zsuwać.
   Wtedy nagle jakby dar z niebios słychać trzask, klamka eksploduje i kopniakiem drzwi zostają otworzone. Znużonym wzrokiem spoglądam w ich stronę i uśmiecham się lekko. Stoi w nich ten chłopak, jeżeli dobrze pamiętam nazywa się Louis. Jest pewny siebie, a w wyprostowanych rękach trzyma pistolet w nas wycelowany. Snake podnosi się, a ja odczuwam ulgę spowodowaną brakiem ciężaru jego ciała. 
- Zostaw ją. - Warczy chłopak robiąc krok w przód.
- Znowu musisz mi wejść w paradę. - Nawzajem mierzą się nienawistnym wzrokiem.
- Tradycje trzeba podtrzymywać. - Wzrusza ramionami. 
- Zginiesz Tomlinssson i ona także. - Zasyczał nienaturalnie przeciągając s jak poprzednio i szybko ruszył na chłopaka. Złapał go wokół brzucha i uderzył nim o ścianę. Pistolet wypadł  mu  z rąk i uderzył o ziemię, rozpoczęła się szarpanina między tymi dwoma punkowcami. Snake uderzył Louisa parę razy pięściami w brzuch tak, że upadł przed nim na kolana plując krwią. Wszystko obserwowałam nadal leżąc prawie nieprzytomna i równocześnie próbując wyswobodzić ręce.
- Myślałeś, że dasz mi radę? - Snake złapał jego twarz jedną ręką i zmusił do spojrzenia w oczy. Splunął mu w twarz.
 - Zapomniałeś, że zawsze dawałem tobie radę? - Złapał go za przegub i wywrócił przez ramię tak, że wylądował na plecach. Louis sięgnął szybko po pistolet i częścią z magazynkiem zaczął okładać go po twarzy, z nosa trysnęła fontanna krwi, podłoga zaczęła przybierać czerwony kolor. Snake po paru uderzeniach przewrócił go i teraz on na nim leżał i zaczął dusić. Mimo to, że zaraz prawdopodobnie miał przestać oddychać szarpał się próbując uwolnić. Niestety nie wychodziło mu to jakoś specjalnie, więc postanowiłam zainterweniować. Zbieram się jakoś garstka sił i wstaję. Na chwiejnych nogach podchodzę do Snake i po prostu kopię go z całych sił w bok. Tym gestem jego wściekłość z Louisa zostaje przekierowana prosto na mnie. Jak wściekły byk rusza na mnie, na bezbronnego toreadora. Z impetem uderzam o ścianę. Czuję jak okropny ból rozchodzi się po moim kręgosłupie, w dodatku głowa jest strasznie ciężka i obraz mi się zaczyna urywać. Osuwam się na podłogę będąc jak balon bez powietrza. Zanim jeszcze chłopak zdąży się pozbierać obrywam parę razy w brzuch, głowę, odbieram również wulgarne słowa pod mój adres typu "suka". Louis w końcu chwyta za jego szyję i z wściekłością uderza jego głową o kant umywalki. Snake pada nieprzytomny na ziemię po paru takich uderzeniach i jeszcze bardziej zabarwia podłogę swą krwią. Co do krwi, wyczuwam jak po moim czole rozprzestrzenia się coś ciepłego. Unoszę dłoń i dotykam tego miejsca opuszkami palców po czym odsuwam i widzę palce zabarwione na czerwono. Przenoszę wzrok na Louisa. który zmierza w moją stronę coś mówiąc, ale ja nic nie słyszę. Zaczynam odpływać w ciemność.

                                                                ~ † ~
Od Autorki: Witam, wielce znowu powracam! Chyba rozdziały co miesiąc staną się czymś oczywistym w moim przypadku. Oczywiście parę wytłumaczeń dlaczego, brakowało mi czasu aby to udoskonalić a końcówka marca chyba nie była najlepsza dla żadnego z nas. Ale cóż, trzeba trochę się nacierpieć aby w końcu przyszło szczęście. Wracając do naszego opowiadania. Przyznać się! Kto siedzi zszokowany i wlepia się zdumiony w ekran? haha. Szczerze przyznam, że jestem zadowolona z tego rozdziału i jestem też zadowolona, że przy poprzednim było 12 komentarzy! Jednak potraficie dać radę! To co, teraz mogę liczyć na 13? :) 
Tak jeszcze dwie rzeczy na koniec. Wyniki konkursu podam w następnym rozdziale oraz jak zgłosi się więcej niż jedna osoba... nie dajcie się prosić ;) 
I uwaga! Niespodzianka, specjalnie dla jednej czytelniczki lethal love pojawiło się również na Wattpadzie! Co o tym sądzicie i tam też komentarze mile widziane. Do zobaczenia, wesołych świat, ciepła rodzinnego, uśmiechu i pogody x 

11 komentarzy:

  1. Pierwsza! XDD
    Boże, ten Snake jest jakiś popierdolony! Szkoda, że Lou go nie zastrzelił, chociaż wtedy pewnie wylądowałby w więzieniu.
    Btw, bardzo dobrze że się pojawił w tej łazience, uff.
    Yay! Coś czuje, ze od dziś to ff będzie figurować w mojej bibliotece na Wattpad! ^^
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział x

    OdpowiedzUsuń
  2. Siemka:) super ze na wattpadzie będzie, lepiej sie tam czyta :) rozdział fajny. Czekam na nn ;* @Mika69_1D x

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojeju, oby nic jej nie było! A już myślałam, że nikt jej nie pomoże.. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)
    @Majkeens

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha no więc jestem! :3
    Jestem z ciebie dumna! Rozdział jest zajebisty!
    Jakbym była na miejscu Lou to pewnie bym luja zabiła, ale to tylko ja xd
    Co do Des. KOBIETO NAUCZ SIĘ EFEKTYWNIEJ KOPAĆ W JAJA, ALBO NOŚ PRZY SOBIE PIEPRZ GAZOWY CZY COŚ TAKIEGO!
    Przecież to długo nie pożyje, bo Lou będzie ją ratował z każdej opresji. Jak Des bedzie mieć ciotkę, to Lou przybiegnie z podpaskami czy tamponami? Nie nic...
    Do Snejka Fejka : Łapy pod kościół łasico pieprzona! Nie będę tego tolerować xd
    Do autorki: Kochana nie przejmuj się tym. Ty piszesz jeden rozdział na miesiąc, a ja na początku marca miałam zacząć Angelic. Wszystko idzie zgodnie z planem :)))))))))))))))))))) *sarcasm everywhere*
    NO DOBRA JUŻ KOŃCZĘ, BO JESZCZE KSIĄŻKĘ NAPISZĘ :PPP
    Ściskam i czekam na 12 oraz wyniki ^-^

    OdpowiedzUsuń
  5. W koncu! Juz myslalam, ze sie nie doczekam! Rozdzial jest zajebisty!
    Snake, strasznie mnie wkurwia! On jest jakis nienormalny?! Ugh..
    Louis, nie dalo sie szybciej zareagowac?! Ugh..
    Czekam nn.
    @andreajjj99

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział jest naprawdę niesamowity. Akcja sie rozkręca i widać ze masz pomysł na to:) Louis wielki bohater :) oni są cudownie, muszą być razem :) Juz czekam na następne i na dalsze ich losy ;) Czytam i będę napewno:)
    Wesołych Świat @karolina271d

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział !
    Jak dobrze że Lou tam wszedł !
    Ale Snake jest okropny !
    Mam nadzieję że nic im się nie stanie, że nic się nie stanie Destiny.
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :)
    /@zosia_official

    OdpowiedzUsuń
  8. czemu w takim momencie?!
    cudny rozdział xx
    @ziam__shipper_

    OdpowiedzUsuń
  9. Co tu się dzieje?? :o
    Ten rozdział naprawdę trzymał w napięciu, mimo iż akcja rozgrywała się bardzo szybko
    Jak dobrze, że Louis się pojawił, bo byłoby po dziewczynie...
    Mam nadzieję, że nic się jej poważnego nie stanie
    Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału!! xx
    @najal_myhusband

    OdpowiedzUsuń
  10. Biedna dziewczyna. Mam nadzieję że będzie dobrze i czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  11. zostalaś nominowana do LBA
    http://momentsffiction.blogspot.com/2015/04/libster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń