sobota, 25 kwietnia 2015

† Chapter 12 †

                                                          † Lethal Love †
                                                ~  Blackfriars Street 19 ~

  Ból przedarł się do mnie przez ciemność i to on wyrwał mnie z niej, wydobył z powrotem na powierzchnię. Pierw poczułam, że coś wciska mi się w czaszkę, zabolało. Potem, jeden po drugim, uaktywniły się inne źródła bólu rozprzestrzenione po całym ciele. Jęknęłam otwierając z trudem ciężkie powieki, które to po raz opadały z powodu ogarniającej fali senności. 
- Śpij, śpij. - Usłyszałam i po prostu zapadłam w sen tak jak mi głos radził.
  Kiedy ponownie otwieram oczy panuje kojący półmrok, krople deszczu uderzają o szybę okna. Leżę na twardym łóżku przykryta ciemno zielonym kocem w nieznanym sobie pokoju, którego ściany są pokryte farbą w kolorze khaki. Sufit ma w niektórych miejscach plamy od przecieku z góry, a ze środka zwisa na czarnym kablu żarówka. Obracam odrobinę głowę w lewo i widzę drewniany stoliki oraz dwa krzesła do kompletu. Na oparciu jednego z nich jest zawieszona moja skóra i torebka, a pod nim stoją moje buty. Dokąd trafiłam i w jaki sposób?
  Podnoszę się do pozycji siedzącej z grymasem na twarzy. Wszystko mnie boli. Najbardziej ręce, które są w siniakach tak jak i nogi oraz głowa, w której po zmianie pozycji zaczyna się lekko kręcić. Łapię się za czoło, na którym wyczuwam przylepiony gazik. Skąd się tu wziął i chwila, czyj t-shirt z Rolling Stones mam na sobie? Powoli zaczynają wracać strzępki wspomnień z minionej nocy.
  Wczoraj wieczorem wróciłam do Notte Club aby odzyskać swoje rzeczy zostawione tam w piątkową noc. Poznałam imię chłopaka, który podczas pierwszego spotkania ostrzegał mnie przed tym miejscem i no cóż, miał rację. Snake tylko czekał aż znów pojawię się aby mnie zabić z niewiadomych powodów. Na szczęście Louis w porę się zjawił i niczym super bohater uratował. Wszystko skończyło się tak, a przynajmniej dla mnie, że odpłynęłam w niebyt. Pamiętam jeszcze jedną rzecz, która wydarzyła się dużo później. Otworzyłam na moment oczy i z tego co mi się wydaje to już się tu znajdowałam. Wygląda na to, że jestem tu bezpieczna. Jakby nie patrząc, ktoś mnie opatrzył, przebrał i pozwolił spokojnie spać. Tylko kto? Czyżby Louis?
  Rozlega się skrzypienie drewnianej podłogi pod naciskiem stawianych kroków. Po chwili w progu pojawia się nie kto inny jak mój główny podejrzany. Zauważając mnie uśmiecha się przyjaźnie na co jeden z moich kącików wędruje w górę odwzajemniając niepewnie gest.
- Jak się czujesz? - Odzywa się podchodząc do mnie bliżej. Łapie za podbródek unosząc go lekko do góry po czym oglądając twarz z każdej strony i sprawdzając czy nie mam gorączki.
- Żyję, więc chyba dobrze. A ty? - Odbijam pytanie. Chłopak też nie wygląda najlepiej. Jego sine oko trochę pobladło lecz za to ma dwa małe rozcięcia na brwi oraz wardze a jego kostki na rękach są pokryte czerwoną zaschniętą krwią.
- Żyję, więc chyba dobrze. Prawda? - Papuguje mnie i widząc moją minę w stylu "serio?" wkrada się na jego usta cwaniacki uśmiech. - Połóż się, zaraz wrócę. - Dodaje wychodząc z pokoju. Nie widzę większych powodów aby mu się sprzeciwić więc wykonuje polecenie. Wraca a wtedy coś mokrego i zimnego ląduje na moim czole. Automatycznie sięgam po to ręką aby się tego pozbyć.
- Ani mi się waż. - Szybko mnie powstrzymuje łapiąc za dłoń.
- Ale co to jest?
- Zimny okład, pomoże uśmierzyć ból głowy.
- Och okej, dzięki. - Cofam rękę kładąc ją na brzuchu. Louis kiwa głową sięgając po krzesło i przysuwa je bliżej łóżka po czym na nim zasiada. Nastaje krępująca cisza. Żadne z nas nie wie co ma powiedzieć, jak zacząć, tak jest to wszystko skomplikowane.
- Jak to się w ogóle skończyło? - Odważyłam się i postanowiłam zacząć pierwsza.
- Cudem zdążyłem się tam pojawić. Jeszcze chwila a by cię zgwałcił a potem zabił i znalazłbym cię dopiero rano pozbawioną tchu. - Różne nieprzyjemne szczegóły, których jednak wolałabym nie pamiętać powracają. Ten chłód podłogi, usta Snake'a na moich, to jak mnie bił i po kolei pozbawiał ubrania a ja byłam wobec niego zupełnie bezsilna. Przechodzi mnie dreszcz, w oczach pojawiają się łzy.
- Byłam taka głupia!- Wyznaje przygryzając wargę. - Myślałam, że to będzie naprawdę jeden taniec.. - Mrugam aby pozbyć się łez, nie chce mu się tu przecież rozkleić.
- Ostrzegałem cię Destiny. - Odpowiada ze spokojem.
- Wybacz mi, nie wiedziałam. Gdybyś powiedział mi wprost.. przepraszam i dziękuję. - Przybliża twarz do mojej podpierając się łokciami o kolana. Patrzę prosto w jego intensywnie niebieskie oczy.
- Jesteś pewna, że by tak było? A przypadkiem nie poszłabyś na policję aby go złapali i zamknęli za kratkami? Przecież to niebezpieczna osoba, która chce cię zabić a takich nie wolno trzymać na wolności. Byłoby w sumie tylko jedno ale. Snake odkąd w tym siedzi ani razu nie został złapany. Jest sprytny i przebiegły oraz szybki..
- Jak wąż.. - szepczę kończąc za niego. Chłopak ma rację i to kolejny raz. Stworzyłabym tylko niepotrzebną panikę zupełnie nie znając się na zasadach panujących w ich świecie. Ale skoro policja nie pomoże, to co nam pozostaje?
- Czy on..
- Nie. Nie spocznie póki nie osiągnie celu, nigdy nie odpuszcza. - Przełykam z trudem ślinę. No pięknie, mam na karku seryjnego mordercę, który nie zamierza przestać. Nie mogę zgłosić się z tym na policję. Nie wiem ile o mnie wie, gdzie jest i co zamierza. Albo mnie zabije albo uda mi się przed nim ukryć tym samym żyjąc w wiecznym strachu, że pewnego dnia mnie znajdzie. Znowu tępo wpatruje się w sufit myśląc nad tym co mnie czeka oraz zastanawiając się dlaczego?
- Louis... - Przychodzi mi do głowy nietypowy pomysł.
- Tak?
- Skoro on mnie zabije..
- Nie mów tak. Nie pozwolę na to aby ten skurwiel cię dorwał. - Słychać, że sam jest zły na samą myśl o Sanke'u i tym co chce zrobić. Przypomina mi się rozmowa, którą przeprowadzili w łazience, że zawsze daje mu radę. Czy teraz też da i co się wydarzyło, że siebie nienawidzą? Ach, tyle pytań a żadnej odpowiedzi.
- Okej.. skoro może mnie zabić - poprawiam się - pomyślałam, że może mógłbyś nauczyć mnie jak się przed nim obronić. - Zdejmuję ręcznik z czoła przerzucając nogi poza łóżko. 
- Nie Destiny. - Kręci przecząco głową. - To nie jest świat dla ciebie, trzymaj się od nas z daleka. - Tak myślałam, że odmówi ale nie zamierzam zrezygnować i spróbować go mimo wszystko przekonać.
- Jestem pewna, że nie będziesz mnie śledzić dwadzieścia cztery na dobę, a wtedy on to wykorzysta i pozbędzie się mnie w mgnieniu oka. Raczej tego nie chcesz. 
- Też nie odpuścisz prawda? - Przeczesuje swoje brązowe włosy.
- W porównaniu do niego mam dobre pomysły.
- Nie wiem czy to na pewno taki dobry pomysł.
- To, że jestem kobietą nie znaczy, że nie będę się potrafiła nauczyć bić. - Uśmiecha się, chyba go trochę tym rozbawiłam.
- Przemyślę to. - Wstaje a ja zaraz za nim. Prawie się ze sobą stykamy. Chłopak jest ode mnie wyższy o parę centymetrów. Gdybym stanęła na palcach byłabym z nim na równi a gdybym miała szpilki to ja byłabym górą lecz teraz to on jest. I mimo przeszywającego wzroku nie daje za wygraną i dzielnie odwzajemniam spojrzenie próbując cokolwiek odczytać z jego poważnej miny co by wskazywało na to, że naprawdę się zastanowi a nie mówi tego tylko po to aby mnie spławić.
- Daj mi swój numer. - Proszę aby w razie gdyby mnie wrabiał mogłabym zadzwonić.
- Nie mam. - Wyznaje wzruszając ramionami. Okej, tego nie wzięłam pod uwagę.
- Ale chyba parę groszy znajdziesz?
- Po co?
- Aby do mnie zadzwonić. - Wymijam go idąc do torebki i wyjmując telefon, który już alarmuje aby podłączyć go do ładowarki. Louis podaje mi małą karteczkę i długopis. Zapisuje mu swój numer i wręczam do ręki. Odbiera go rzucając mu krótkie spojrzenie po czym chowa do kieszeni.
- Tylko nie zgub. - Ostrzegam go dalej uważnie obserwując. Niestety, wciąż nic. Chłopak świetnie potrafi ukryć emocje.
- Postaram się. - Mruga do mnie i wychodzi z pokoju pytając. - Głodna? - Ciężko westchnęłam i podążyłam za nim do równie niezbyt zadbanej kuchni.
  Tak samo jak sypialnia kuchnia nie jest wielkich rozmiarów. Po lewej stronie na całej długości rozciąga się blat a nad nim wiszą drewniane szafki ze złotymi zdobieniami. Zaraz przy wejściu stoi mała biała lodówka w którą zagląda chłopak, przez jego ramię dostrzegam pustki w niej panujące. Zamyka ją a w ręku trzyma zawinięte w szary papier szybkę i ser. Podchodzi do kuchenki i zapala jeden z palników zapałkami, po czym wstawia na niego czajnik z wodą na herbatę. Niepewnie podchodzę do stolika i odsuwam drewniane krzesło by na nim usiąść. Rozglądam się dalej podczas gdy chłopak przyrządza dla mnie posiłek. Na wprost jest okno, zaczyna się powoli przejaśniać. Na parapecie dostrzegam dwie doniczki z obeschłymi roślinkami. Louis raczej nie jest perfekcyjnym panem domu.
- Ile słodzisz? - Słyszę nagle jego głos, odwracam głowę w jego kierunku i widzę jak w ręku trzyma małą porcelanową cukiernicę.
- Um.. dwie łyżeczki. - Odpowiadam, a po chwili ląduje przede mną talerz z trzema kromkami chleba i kubek z ciepłą herbatą.
- Dziękuję, ty nie będziesz jeść? - Kręci przecząco głową stawiając na przeciw mnie popielniczkę i wyjmując z kieszeni spodni zapalniczkę i paczkę papierosów. Siada i odpala jednego papierosa, w powietrze wznosi się dym, który drażni moje nozdrza. Nie zamierzam jednak prosić aby przestał między innymi, że tyle dla mnie zrobił i w sumie też mnie to zastanawia. Po co to wszystko i czy z zresztą ofiar Snake'a też się tak obchodził i czy w ogóle był ktoś przede mną?
  W ciszy kończę posiłek, czuję się naprawdę skrępowana, wiem, że on pewnie sobie z tej wizyty nic nie robi ale ja owszem. Prawie się nie znamy i jestem tu pierwszy raz. Pamiętam o każdych zasadach kulturalnego zachowania, które do głowy wbili mi rodzice. Podnoszę się z miejsca z talerzykiem i kubkiem wsadzając naczynia do zlewu i sięgając po gąbkę i płyn do naczyń kiedy mnie powstrzymuje. Zabiera rzeczy z rąk i odstawia.
- Zostaw, ja pozmywam.. a ty idź się przebrać. - Wskazuje ręka drzwi na przeciw.
- Ale to serio nie będzie dla mnie problem..
- Destiny idź. - Patrzy mi w oczy łagodnie prosząc. - Przebierzesz się, a potem odwiozę cię do domu. - Zupełnie bym zapomniała! Mama pewnie odchodzi od zmysłów, ale z jednej strony nie chcę jeszcze do niej wracać. Muszę to przemyśleć i już wiem nawet gdzie.
- Nie chcę do domu.
- Gdzie w takim razie?

                                                                         ~ † ~ 
Od Autorki: Znowu wracam po miesiącu! Tym razem stanęły mi na drodze przygotowania do egzaminów, które chyba nie za specjalnie mi wyszły a szczególnie przejmuje się trochę opowiadaniem, jeżeli i je zawaliłam, to to będzie moja porażka. Jednakże mam małą nadzieję gdzieś w środku głęboko, że nie będzie tak źle i gdzieś się dostanę. 
Jak wiecie, miesiąc temu wprowadziłam opowiadanie na wattpad i miło się przyjęło z czego się cieszę. Zastanawiam się też przez to czy aby nie przenieść go tam całkowicie, a wy jak myślicie? 
I co sądzicie o rozdziale! Komu się podoba? Kto podskakuje z radości, a kto zaczyna zabawę w Sherlocka Holmesa? No to może za dwa tygodnie! Ale wiecie jak to ze mną jest więc.. do zobaczenia! x

9 komentarzy:

  1. Nie dzieje się zbyt wiele, ale rozdział wprowadza nas do niebezpiecznych (tak sądzę) przygód Destiny :3
    Nie przenoś całkiem na wattpada :((( zżyłam się z tą stroną xd
    Nie ważne, że rozdziały są co miesiąc. Ważne, że są :D
    Już nie mogę się doczekać następnego rozdziałuuuuu <3
    Pozdrawiam i życzę dużo weny xx
    @najal_myhusband

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział :)
    Pomału przenosimy się w inny, nowy świat Destiny.
    I bardzo mnie to cieszy :)
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :)
    /@zosia_official

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział super, czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Awww cuudo*-* rozdzial swietny jak wszystkie,bardzo mi sie podoba i czekam na kolejny ;) @nxd69

    OdpowiedzUsuń
  5. cudny rozdział!!
    jestem ciekawa gdzie ona zamieszka? może u dziadków czy cuś?
    czekam na next xx
    @ziam__shipper_

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajny rozdział :3
    Skoro Des nie chce wrócić do domu, to gdzie będzie mieszkać, hmm...
    Czekam na nexta xx
    @droowseex

    OdpowiedzUsuń
  7. Skończyłam na 11 rozdziale.
    Tak bardzo zaniedbałam Litheal Love, że aż mi wstyd. Wybacz misiu <3

    Jeśli chodzi o rozdział :))))
    Lułis ty dżentelmenie :* A Destination trzeba pogratulować. Nie chce wracać do domu, woli zostać z Lułim, któremu ufa ponad życie i w ogóle.... W sumie, gdyby na miejscu Louise była Harriet, a na miejscu Destination ja to sama bym została :P Heri najważniejszy.

    A co do Snejka. WYPIERDALAJ W PODSKOKACH JUŻ RAZ POWIEDZIAŁAM CHUJ CZARTORYSKI! NIENAWIDZĘ SIĘ POWTARZAĆ.

    Weź mnie skarbie tu wprowadź w 17, bo chce mu wkopać, SASSY JA, LOUISE I DESTINATION.

    A tak baj de łej to kocham to ff <3
    Lecę dalej >>>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lethal* -.- (tu wkracza moją pojebane klawiatura do akcji)

      Usuń
    2. Pojebana -.- -.- -.- grrrr

      Usuń