sobota, 9 maja 2015

† Chapter 13 †

                                                         † Lethal Love †

   Powietrze jest rześkie po porannej dawce deszczu i wypełnione lekką mgłą. Czasem zawieje ze wschodu tym samym wprawiając w ruch listki na potężnym dębie ponad moją głową bądź kosmyki mych włosów. Dookoła panuje cisza, idealna na spoczynek zmarłych. Przede mną znajduje się grób jednego z nich, mojego taty. Trzy czerwone znicze wygasły, na płatkach ulubionych kwiatów ojca widnieją jeszcze krople deszczu. Siedzę na marmurowej ławeczce lekko zgarbiona i ze wzrokiem wbitym w jeden punkt próbuję uporządkować mieszaninę myśli w mojej głowie.
   Po pierwsze i najważniejsze. Moje życie wisi na włosku. Snake za wszelką cenę będzie próbował mnie dorwać i zabić, a żadna policja mi nie pomoże.
  Po drugie. Louis, który zadeklarował się, że nie pozwoli mu mnie dorwać. Chłopak, do którego mam jeszcze tyle pytań i, które mam nadzieję zadam gdy się wkrótce spotkamy.
  Po trzecie i ostatnie. Czeka mnie życie w ciągłym strachu, może wieczne uciekanie przez co brak możliwości założenia rodziny, którą tylko bym skazała na śmierć. Teraz natomiast muszę chronić mamę i przyjaciół. Oszukiwać ich, że wszystko w najlepszym porządku.
  Podsumowując. Zostałam wciągnięta w grę na śmierć i życie nawet z nie znanych mi powodów. Moje marzenia snute każdej nocy zostały zniszczone i zastąpione jednym, aby przeżyć każdy kolejny dzień. Muszę stawić temu czoła i być silną.
   Ścieram jedną pojedynczą łzę, która spłynęła po moim policzku po czym odchylam lekko głowę i szybko mrugam aby pozbyć się reszty łez. To dopiero początek, a mnie już to wszystko przytłacza. Boże... pomóż mi. Ukrywam na moment twarz w dłoniach po czym zaczesuje włosy do tyłu. Gdyby tata żył byłoby wszystko w idealnym porządku, jedna chwila a tak zmieniła moje życie.
 - Ręce do góry młoda damo. - Rozlega się męski głos za moimi plecami. Przestraszona wstaję na równe nogi. Odwracam się i tak jak mi kazano podnoszę ręce do góry, które zaraz przenoszę na biodra widząc dwóch dobrze mi znanych funkcjonariuszy policji. To byli przyjaciele taty, Ed i Daniel, ci sami co przyjechali aby oznajmić nam, że tata nie żyje.
- Przestraszyliście mnie. - Wyznaje z lekkim wyrzutem patrząc na nich spod byka, na co szczerzą się wesoło. - Bardzo zabawne. - Prycham i siadam z powrotem na ławeczce, dosiadają się po obu stronach. Wiem, że są ode mnie starsi i powinnam zachowywać się trochę bardziej przyzwoicie ale są dla mnie jak rodzina i jakoś nie specjalnie się obrażają.
- Ty swoją mamę też nieźle wystraszyłaś. - Wiedziałam, że to ona ich wezwała aby mnie szukali.
- Odchodzi od zmysłów. - Dodaje Daniel a ja spoglądam na niego kątem oka. Mama się o mnie martwi, naprawdę? Myśl, że naprawdę może tak być i moja mama cała zapłakana czeka na jakikolwiek znak powoduje we mnie ukłucie smutku i zmusza mnie kolejnych rozmyślań, z których dochodzę do wniosku, że zawaliłam. Zaczynając od tego, że nie byłam dla niej wsparciem tylko zamknęłam się w sobie, bezpodstawnie osądziłam o romans wcześniej nie wysłuchując i stwarzając problem znikając z domu. Muszę to naprawić przepraszając ją.
- Ja.. - chcę coś powiedzieć, tylko jakoś nie wiem dokładnie co.
- Nigdy już tego nie zrobisz? - Podsuwa Ed. - Jestem pewien, że ten klub nie był odpowiednim miejscem dla ciebie. - Kręcę przecząco głową. Głupio mi się przed nimi przyznać, że byłam w takim miejscu. Jestem w ich oczach grzeczną dziewczynką, której nie wypada przebywać w takich miejscach. Problem w tym, że przestaje nią być.
- To był głupi, nastoletni wybryk i obiecuję, moja noga już tam nie postanie. - Odpowiadam na co się uśmiechają.
- Trzymamy cię za słowo. - Daniel popycha mnie lekko ramieniem. - Nie chcemy abyś wpakowała się w jakieś kłopoty i aby coś ci się stało. - Tak się składa, że grozi mi śmierć! Dodaje w myślach.
  Siedzę w radiowozie na tylnych siedzeniach oddzielona od Ed'a i Daniela czarną kratą z małymi oczkami. Nie raz siedziałam z tyłu, tata często zabierał mnie do pracy gdy byłam mała. Kiedy miał przerwę jedliśmy pączki w pobliskiej kafejce, on pił kawę a ja sok z kartonika. Pamiętam do dziś jak każdy mówił, że ma uroczą córkę. Po skończonym posiłku uciekałam do samochodu udając złego przestępcę a tata mnie gonił i gdy złapał podrzucał do góry na co zaczynałam się głośno śmiać, a on wraz ze mną. Był najlepszym tatą na świecie i koniec kropka.
   Raz dwa i jestem już przed domem. Wychodzę z auta i za dwójką policjantów ruszam w stronę drzwi. Rozbrzmiewa dzwonek, na co w środku cała się skręcam. Boję się. Reakcji mamy oczywiście, tego jak zareaguje gdy mnie zobaczy. Czy naprawdę będzie zapłakana czy może będzie krzyczeć? No cóż za chwilę się przekonamy. Drzwi się uchylają, Ed i Daniel odsuwają się i staję twarzą twarz z mamą, która ma czerwone oczy od płaczu.
- Cześć mamo, wróciłam. - Mówię lekko drżącym głosem.
- Destiny! - Wykrzykuje z wielką ulgą po czym zamyka mnie w duszącym uścisku. Też ją obejmuje wtulając się w nią.
- Tak się martwiłam, nawet nie wiesz jak bardzo. - Zaczyna szeptać mi do ucha i głaszcze po głowie.
- Przepraszam mamo. Za wszystko...
- Nie masz za co kochanie, każdy popełnia błędy ale grunt aby umieć wybaczyć. - Przerywa mi i nawet dobrze, że to zrobiła. Moja wypowiedź za pewne nie byłaby składna a ona ujęła wszystko w jednym zdaniu. - Ja zresztą też nie jestem niewinna i również cię przepraszam. - Dodaje po chwili i nic więcej nie potrzeba abyśmy znowu żyły w zgodzie.
- Kocham Cię mamo, ale wiesz.. zaczynasz mnie dusić. - Próbuje się wyswobodzić z jej objęć. Słysząc to szybko odsuwa mnie od siebie znowu przepraszając. Ponad jej ramię dostrzegam jej kochasia opartego o framugę drzwi. Uśmiecha się do mnie ciepło a ja sobie przypominam jak parę dni temu na nich wyskoczyłam i ponownie mi głupio. Przeprosiłabym go, ale nie wiem jak ma na imię, a przecież nie powiem "Ty, kochasiu, sorry".
- George.  - Podpowiada zauważając moje zakłopotanie.
- Dziękuję i przepraszam za to wszystko, mogłam was wysłuchać. - Przenoszę wzrok z niego na mamę i z powrotem.
- Miałaś ciężki okres, rozumiem i nic się nie stało, już o tym zapomniałem. - Uśmiecham się szeroko, od razu mi lepiej. George serio nie jest zły i jak teraz na niego patrzę to jest nawet przystojny! Tata na pewno by chciał aby mama była szczęśliwa i ja też powinnam więc muszę go zaakceptować. Wtulam się jeszcze raz w mamę i zamykam oczy ciesząc się tą chwilą, którą przerywa Ed.
- Okej, dosyć tego, teraz szlaban do końca życia. - Każdy zaczyna się śmiać.
- Szlaban będzie, ale na pewno nie do końca życia. - Mówi mama już poważnie i srogo na mnie patrząc.
- Zgodzę się na wszystko, ale pierw muszę odwiedzić Vivianne, ją też muszę przeprosić. - Tłumaczę się, puszczam dłoń mamy i zaczynam się od nich oddalać. Matka odprowadza mnie pytającym spojrzeniem.
- Później - Wypowiadam bezgłośnie na co kiwa spokojnie głową.
  Vivi nie mieszka daleko, wystarczy przebiec przez ulicę i skręcić w prawo a potem w lewo. Trzeci dom z rzędu należy do niej, który nie różni się niczym specjalnym od reszty. Wbiegam po schodkach i pukam do drzwi, czekam chwilę aż ktoś mi otworzy. Wyłania się zza nich Pani Clive. Kobieta także jak moja rodzicielka jest po czterdziestce, z czarnymi włosami obecnie spiętymi w koka, z którego wymykają się pojedyncze kosmyki. Ma na sobie fioletową bluzkę i czarne spodnie a w pasie obwiązana jest fartuchem. 
- Och Destiny! Dawno cię nie widziałam, jak się czujesz, może wejdziesz do środka? 
- Dzień Dobry Pani Clive, ja przyszłam do Vivianne, czy jest już może w domu? - Na to pytanie kobieta marszczy brwi a ja sobie uświadamiam, że jest dopiero około drugiej po południu, a Vivi może być jeszcze w szkole, ja też zresztą powinnam! Chyba jak nic zostanę wyrzucona ze szkoły.
- Nie, jest jeszcze w szkole, czy ty też nie powinnaś? - Przenosi jedną dłoń na biodro, szybko szukam jakiejś wymówki.
- Ja.. byłam dziś u lekarza. - Przypominam sobie o moim opatrunku na czole i postanawiam to wykorzystać. Chyba coraz bardziej zaczyna mi się udawać dobrze kłamać bo Pani Clive to chwyta i zaczyna się zamartwiać i zadawać tysiące pytań.
  Gdy Vivianne się pojawia podnoszę się z krzesła w kuchni czekając aż mnie zauważy. Kiedy to robi widać jak na dłoni jej zszokowanie. Powoli podchodzi do matki i wita się z nią po czym Pani Clive wychodzi zostawiając nas same.
- Co ty tu robisz? I co ci się stało w głowę? - Vivi siada naprzeciw mnie i bierze jedno ciastko do buzi.
- Długa historia, może kiedyś ci opowiem, ale nie dziś. Teraz przyszłam aby cię przeprosić. - Uśmiecham się do niej na co odpowiada zmieszana. Kiedy zaczynam ją przepraszać bawię się rękoma, tak jak zawsze gdy jestem zdenerwowana. 
- Och Destiny, ja też w takim razie powinnam cię przeprosić. - Odpowiada wyraźnie podłamana.
- Tylko nie płacz. - Ostrzegam ją grożąc palcem po czym się uśmiecham. Oczywiście ona i tak nie słucha i podczas wyrzucania z siebie wszystkiego w dynamicznym tempie w jej oczach pojawiają się łzy. Wszystko kończy się tak że znowu jesteśmy przyjaciółkami.
  Pogodzona ze wszystkimi dookoła wracam do domu. Znowu świetnie dogaduje się z mamą i powoli zaczynam nawiązywać kontakt z George'em. Wieczorem zamawiamy dwie duże pizze. Siedzimy pod kocami przed telewizorem oglądając jakiś przypadkowy film i rozmawiamy. Uśmiech nie znika z mojej twarzy póki dzień się nie skończy a ja zmęczona pełnią wrażeń nie położę się do łóżka tym samym przypominając sobie, że wisi nade mną śmierć. 

                                                                  ~ † ~ 

 Od Autorki: Nie wierzę! Udało mi się dodać rozdział po dwóch tygodniach a nie po miesiącu! haha, ktoś dumny? Myślę, że to przez to, że miałam już trochę więcej czasu i miałam wenę aby to coś powstało. Mam nadzieję, że się wam podoba ta 13, która może jednak nie jest taką pechową liczbą? Pogodziła się z bliskimi, których co prawda może stracić w każdej chwili ale.. 
I jak myślicie, co będzie w kolejnym rozdziale? Co ogólnie myślicie o całej sprawie i planach bohaterów? Do zobaczenia, tak myślę, znowu za dwa! x

6 komentarzy:

  1. Rozdział super. Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że Des pogodziła się z wszystkimi. Oby żyła z nimi w zgodzie jak najdłużej! :)
    Rozdział świetny! ;>
    Czekam na nexta x
    @droowseex

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że między nimi jest już ok.
    Jejuuu no to teraz będzie się działo :D
    Jestem ciekawa jak bardzo Snake jest porypany hahah i jak szybko Destiny zakocha się w Lou <3
    Ta 13 w żadnym wypadku nie była pechowa :) Już nie mogę się doczekać kolejnej częściii ^^
    @najal_myhusband

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział !
    Cieszę się, że Destiny pogodziła się ze swoimi bliskimi :)
    Nie mam pojęcia co może wydarzyć się w następnym rozdziale, ale jeśli ten był taki przyjemny, to w kolejnym może stać się coś złego.
    Do 14 - @zosia_official

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdzial zajebisty,czekam na nastepny:** @nxd69

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie, że Destination się pogodziłam ze wszystkimi :) Dobrze, że Snejka fejka nie było bo bym chyba kurwicy dostała :P

    Łers Lułis!! Her hiro end lajwsejfer?
    Hehe pewnie myśli:
    - Zadzwonię do niej! - Mówię, po czym wstaję i biegnę z gracją do najbliższej budki telefonicznej.
    - A może ona nie chce???? - I tak w kółko pytam samego siebie. Ludzie się na mnie patrzą jakby mi druga głową wyrosła. Życie w ciągłej niepewności nie jest fajne.

    Nie nic xd
    Świetny rozdział. A jej tatę zabił Snejk. AJM PRITI SZUR. NO CHYBA, ŻE TO BYŁA LOUISE.

    Lecę dalej >>

    OdpowiedzUsuń