niedziela, 28 czerwca 2015

† Chapter 15 †

                                                            † Lethal Love †  

 Pogoda świetnie odzwierciedla mój nastrój. Zapowiadał się naprawdę piękny, słoneczny dzień lecz teraz jest pochmurno i wieje wiatr. Rozwiewa idealnie ułożone włosy dziewczyn, podrywa w górę kapelusze czy sukienki i wprawia w trzepotanie niebieskie wstęgi. Nie ma już czasu aby przenieść całą ceremonię zakończenia roku szkolnego do środka, trzeba więc się z nim zmierzyć i liczyć, że się uspokoi. Tylko jak ja zmierzę się z własnym wiatrem?
 Jestem wobec niego bezsilna. Pozostaje mi stać i czekać aż przyjdzie i mnie zabije. Może nie stanie się to teraz bo nie wie gdzie mnie szukać, ale tak czy inaczej przyjdzie a ja jestem sama i w dodatku słaba. Jedyna osoba na którą liczyłam, że mi pomoże olała mnie. Szkoda, że ja tego nie zrobiłam tylko jak głupia czekałam aż zadzwoni.
  Rozglądam się niespokojnie dookoła. Plastikowe krzesła ustawione w rzędach przed sceną powoli się zapełniają przez rodziców czy innych członków rodziny zaproszonych na ceremonię zakończenia roku. Wśród nich zauważam moją mamę z George'm. Pani Hussain, od zajęć teatralnych, biega między uczniami z czarną podkładką w ręce i próbuje ustawić ich w odpowiedniej kolejności alfabetycznej. Przewodniczący samorządu ustala z dyrektorem szkoły jeszcze kilka rzeczy związanych z przebiegiem uroczystości. Żadnego śladu Snake'a.
  W ostatnich minutach przed rozpoczęciem wszystko jest już dopięte na ostatni guzik. Kiedy wybija jedenasta dyrektor szkoły, Pan Gunn, staje przed mównicą i wita wszystkich zgromadzonych po czym omawia miniony rok szkolny wszystkich tym usypiając. Po długim wyczekiwaniu nastaje rozdanie świadectw. Rodzice podrywają się z miejsc i włączają aparaty aby uchwycić moment, w którym ich dziecko otrzyma dyplom. Pierwszy uczeń wchodzi na scenę słysząc swoje nazwisko a za nim kolejni.
- Destiny Elizabeth Ellis. - Nastaje moja kolej. Powoli wchodzę po schodkach na scenę i idę w stronę Panna Gunn'a, który czeka na mnie uśmiechnięty ze świadectwem w ręce.
- Gratuluję Panno Ellis. - Dyrektor wręcza mi świadectwo. Odbieram je od niego z uśmiechem dziękując i ściskając jego dłoń. Odwracamy się w stronę rodziców by mogli zrobić nam zdjęcia. Przemierzam wzrokiem tłum zebranych patrząc w wycelowane we mnie aparaty. Gdy moje pięć minut mija. Muszę się odwrócić i dołączyć do rzędu uczniów, których także już wyczytano.
  Kiedy kończy się ceremonia rozdania świadectw Pan Gunn uroczyście oznajmia, że nastały wakacje. Rozlegają się gromkie brawa i okrzyki radości. Dyrektor zaprasza teraz każdego na salę gimnastyczną gdzie jest przygotowany mały poczęstunek składający się z domowych ciast oraz kawy albo herbaty. Zazwyczaj jest to okazja aby wręczyć kwiaty i czekoladki nauczycielom albo pogawędzić ze znajomą. Wszyscy zaczynają schodzić ze sceny do swoich rodziców.
- Patrz, patrz! - Vivianne łapie mnie za rękę i macha mi papierem przed oczami. - Zdałam!
 Dziś rano, gdy ja leżałam u niej na łóżku i głaskałam jej kota po łebku a ona wywalała całą szafę w poszukiwaniu odpowiedniego stroju na imprezę mało nie dowiedziała się o wszystkim. Naprawdę próbowałam o tym wszystkim nie myśleć ale nie wyszło. Zła, że jej wcale nie pomagam wyrwała mnie z zamyślenia po czym zapytała co ze mną jest. Jak się okazało zauważyła jak często sprawdzam telefon i jestem pochłonięta przez myśli. Na szczęście jakoś ominęłam temat obiecując, że kiedyś jej powiem, co i tak pewnie nigdy nie nadejdzie.
- Gratulację Vivianne. - Uśmiecham się do niej.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę... - Zaczyna mówi coś o tym jak miała problemy z matematyka i algebrą ale ja się wyłączam i ponownie rozglądam.
- Och, jestem taka dumna! - Dochodzę do mamy, która zamyka mnie w uścisku prawie dusząc.
- Tak, tak, wiem. - Klepie ją lekko po plecach i wyswobadzam się z objęć.
- Gratuluję Destiny. Nie było łatwo, ale dałaś radę. - Odzywa się George również mnie ściskając. Co prawda to prawda, łatwo nie było. Musiałam nadrobić zaległy materiał i byłam zawieszona na kilka dni po mojej ostatniej nieobecności.
- Dziękuję. - Uśmiecham się delikatnie i ponownie zwracam się do mamy. - Gdzie masz mój telefon?
- A ty znowu z tym telefonem. - Przewraca oczami. - Żaden wielbiciel nie dzwonił. - Mówi wyjmując go z torebki i podając mi go. Szybko go od niej odbieram i sama sprawdzam czy aby na pewno tak jest. Brak powiadomień, wzdycham cicho i ponownie rozglądam się dookoła. Podmuch wiatru rozwiewa moje włosy, zgarniam je ręką i wtedy zastygam zdumiona tym co widzę. Louis stoi tak po prostu oparty o budynek szkoły. 
- Destiny? Idziesz z nami na salę? - Pyta mnie mama wyrywając z zapatrzenia w jedno miejsce, patrzę na nią rozkojarzona.  
- Za chwilę, pierw muszę do kogoś zadzwonić. - Kłamię i nie czekając na odpowiedź odchodzę od nich. Unoszę wysoko głowę upewniając, że tam jest. Lawirując między ludźmi podążam w kierunku prawego skrzydła szkoły.
  Kiedy wydostaję się z tłumu widzę jak Louis zaczyna odchodzić, zaczynam za nim biec. Docieram na miejsce zdecydowanie później niż bym mogła gdybym tylko nie miała na nogach szpilek. Oczywiście już go nie ma, jakby się nagle rozpłynął bo to nie możliwe by odszedł aż tak szybko. A może wcale go tu nie było? Nie, nie, był, widziałam. Obracam się dookoła ale nic, pusto.
 Wtem mój telefon wibruje. Szybko sprawdzam nowe otrzymane powiadomienie.

Od: Nieznany

Uważaj na siebie.

                                                                      ~ † ~ 

 Od Autorki: Nie bez powodu to dziś pojawia się rozdział 15. Tak się składa, że dokładnie rok temu, światło dzienne ujrzał mój prolog. Lethal Love ma już rok! Chce wam z całego serca ogromnie podziękować za każdy komentarz, są dla mnie wielką motywacją, naprawdę. Dziękuje też tym, którzy zostali mimo tego, że rozdziały pojawiały się raz na miesiąc. Jesteście wielcy! Mam nadzieję, że dalej będziecie czekać na dalsze losy Destiny i Louisa z niecierpliwością i będą się podobać. 
Co do rozdziału. Ze szkołą Destiny jest inaczej niż powinno ale to tylko fanfiction, nie realny świat więc wszystko jest możliwe. Nawet szybko znikający Louis. Mam nadzieję, że się podoba i do następnego kochani! Udanych wakacji! xx

wtorek, 9 czerwca 2015

† Chapter 14 †

                                                            † Lethal Love † 

  Rozległ się dźwięk przychodzącego SMS i od razu otworzyłam oczy. Podparłam się na łokciu i sięgnęłam po telefon leżący na szafce. Przetarłam oczy i kilka razy zamrugałam aby przyzwyczaić się do światła. Odblokowałam telefon po czym przeczytałam treść.

Od Vivianne:

Wstawaj śpiochu! Jesteś mi potrzebna!
Sama nie dam rady wyprostować tej burzy loków!

Zawiedziona opadłam z powrotem na poduszkę i zabrałam się za odpisanie przyjaciółce.

Do Vivianne:

Poczekaj, tylko znajdę swoją błyskawicę i lecę!

 Odkładam telefon na szafkę i wzdycham ciężko zgarniając włosy do tyłu. Już miałam nadzieję, że to Louis zadecydował się odezwać, lecz czego ja oczekiwałam skoro nie dawał znaku życia już od trzech tygodni? Powinnam porzucić nadzieję, że to kiedykolwiek nastąpi i zapomnieć. Jednak jest zupełnie inaczej, wciąż o nim myślę oraz sprawdzam telefon co pięć minut jak nie sekund, a każde rozczarowanie staje się coraz bardziej frustrujące.
Dźwięk SMS rozbrzmiewa ponownie.

Od Vivianne:

Ha.. ha.. ha.. i tak nie dostaniesz swojego listu
z Hogwartu, ale za to możesz przyjść na 9:00 AM

 Tym razem już jej nie odpisuje i tak wie, że przyjdę. A co do listu, dostałam go, ale mama go przede mną ukrywa, to oczywiste. Spoglądam na zegar, który ukazuje parę minut przed siódmą. Oceniam to ile mam do zrobienia i wnioskuję, że spokojnie zdążę na wyznaczona przez nią godzinę. Odrzucam kołdrę i przerzucam nogi za łóżko siadając na jego krawędzi. Przeciągam się równocześnie ziewając po czym wstaję i kieruję się do drzwi. Schodzę powoli na dół do kuchni będąc wciąż zaspana. Mama siedzi przy stole pijąc świeżo zaparzoną kawę, której zapach unosi się w powietrzu.
- Hej mamo. - Witam się z nią dając jej buziaka w policzek i kradnę jeden łyk jej kawy na co patrzy na mnie spod przymrużonych powiek a ja się szeroko uśmiecham. Po chwili to odwzajemnia. Tak bardzo cieszę się, że znowu mamy między sobą dobry kontakt. Mogę jej znów wszystko powiedzieć, spędzić z nią czas na zakupach czy oglądaniu reality show i jedząc chińszczyznę.
- Dzień dobry kochanie. Jak się spało? - Pyta gdy ja zasiadam na przeciw niej i nasypuje do miski moich ulubionych miodowych płatek po czym zalewam zimnym mlekiem.
- Dobrze. - Odpowiadam zgodnie z prawdą. Odkąd wszystko trafiło na właściwe tory moje koszmarne sny przestały mnie dręczyć. Oczywiście zostały w pamięci ale nie pojawiają się co noc, wciąż z tym samym przerażającym scenariuszem kiedy to byłam winna śmierci wszystkich moich bliskich, a ich krew plamiła moje ręce. Budziłam się zazwyczaj w środku nocy, cała rozpalona a sen nadchodził dopiero wtedy gdy słońce pojawiło się na horyzoncie. Teraz śpię spokojnie z czego bardzo się cieszę, nie chcę aby jakiekolwiek koszmary powróciły.
- Cieszy mnie to. Pamiętasz jak kilka dni temu pytałaś mnie czy możesz iść na imprezę z okazji zakończenia roku? - Zmieniło się również to, że częściej wychodzę z domu z przyjaciółmi. Dziś jeden z chłopaków organizuje imprezę i postanowiłam wraz z Vivianne, że się na niej pojawimy. W końcu jakimś cudem udało mi się zakończyć drugi rok nauki a to trzeba oblać. Chociaż nie, ja nie będę piła ale inni za mnie mogą, po tym jak upiłam się w klubie nie mam zamiaru tknąć alkoholu przez pewien czas.
- Tak, pamiętam. Pozwoliłaś mi pójść, nie mogę? - Odpowiadam niepewnie.
- Możesz, możesz - na chwilę robi mi się lżej na duchu. - tylko jest jedno ale - i nerwy znów powracają.
- Jakie?
- Wrócisz do domu przed dziesiątą, dobrze? - Na mojej twarzy pojawia się grymas niezadowolenia. Przecież to się jeszcze dobrze nie zacznie a ja będę musiała wyjść.
- Ale mamo.. - zaczynam protestować lecz jej jedno spojrzenie mnie ucisza.
- Przeczytaj dzisiejszą gazetę to nie będzie żadnego marudzenia. - Podsuwa mi pod nos dzisiejsze wydanie. - Idę się wyszykować, a ty czytaj i zjedz. - Odprowadzam ją wzrokiem jak wychodzi z pomieszczenia.
- Mamo! - Krzyczę po chwili przypominając sobie SMS od Vivi.
- Tak?!
- Pisała Vivianne i jednak pojadę z nią na zakończenie! - Pierw był plan, że pojadę z nią i z George'm, który chyba zostanie moim ojczymem i nie przeszkadza mi to. Może kiedyś by tak było, ale teraz cieszę się szczęściem mamy.
- Okej! - Odpowiada i słyszę jak zamykają się drzwi zapewne od łazienki.
Przysuwam gazetę bliżej zaczynając czytać pierwszą stronę.

                                         WŁAMANIE DO AKT SZKOLNYCH 
                                                     WEST HIGH SCHOOL.

   Wczoraj o godzinie 09:04 AM policja otrzymała telefon od Pani Binns, szkolnej sekretarki pracującej w West High School o włamaniu. Jest pewna, że gdy wychodziła wszystko dokładnie zamknęła a na straży stał Pan Knight, którego jak się okazało uderzono w tył głowy po czym związano i zamknięto w szkolnym magazynku. Nagrania z kamer niestety nic nie wykazały gdyż przecięto przewody. "Stanęłam zamurowana, nie wiedziałam kto mógł to zrobić i jakim cudem udało się mu dostać do środka. Kiedy weszłam zobaczyłam porozrzucane papiery, długopisy, przewrócone krzesło. Były również wysunięte szuflady a jedne z drzwiczek wyrwane z zawiasów." - mówi sama Pani Binns. Gdy policja przyjechała na miejsce i przyjrzała się temu bliżej znalazła niektóre podarte akta uczniów, ślady krwi i nabój od pistoletu co oznacza, że odbyła się tu mała sprzeczka z użyciem broni."Oczywiście już wszczęliśmy śledztwo, jak również padły pierwsze podejrzenia, myślimy o miejskich gangach, które mogą ponownie zaatakować. Zebraliśmy akta uczniów, które zostały uszkodzone, może mają ze sobą jakiś związek. Wszystko dokładnie sprawdzimy, a mieszkańców prosimy o zachowanie ostrożności." - Mówi komendant policji. Czy ma rację i gangi powróciły? Jakie zamiary mają tym razem? Na bieżąco będziemy państwa informować o losach śledztwa w naszych kolejnych wydaniach. 
      
   Nagle robi mi się słabo, opadam na oparcie krzesła i w osłupieniu patrzę się na artykuł. To na pewno był Snake i chodziło mu o moje dane. On mnie szuka. Tylko czy udało mu się zdobyć to co chciał? Czy może Louis w porę mu przeszkodził i jak to się skończyło, czy jest cały, co teraz, czemu nie dzwoni?! To koniec, już po mnie.

                                                                          ~ † ~ 

 Od Autorki: Przepraszam! Ale znowu jak nie pokazy, mecze to poprawa ocen i z tego wszystkiego wracałam wieczorami zmęczona do domu, że po prostu nie dawałam rady już o tym myśleć. Chciałam wstawić rozdział w sobotę lecz znowu nie wyszło bo się niestety rozchorowałam. Chcę ogromnie podziękować tym, którzy nie zapominają o tym opowiadaniu i to czytają, dziękuję dziękuję! Jesteście wspaniali. Wasze komentarze naprawdę motywują. Obiecuję, że teraz kiedy jest koniec wszystkiego będę poświęcała więcej czasu aby pisać. Co do rozdziału, zupełnie zmieniłam jego początkowy wygląd. Postanowiłam przedłużyć i podtrzymać was w napięciu przed tym co się wydarzy... 
Na koniec..  Jest też mała niespodzianka! Dodałam zakładkę bohaterowie, którą będę powoli dalej uzupełniać. Chce wiedzieć co o nich myślicie, trzymajcie się ciepło! x