piątek, 27 listopada 2015

† Chapter 25 †

                                                            † Lethal Love †

  Dojechaliśmy na miejsce po dwóch, długich godzinach. Wysiadłam z auta pełna szczęścia, że w końcu mogę wyprostować nogi. Przeciągnęłam się biorąc głęboki wdech i uśmiechnęłam się czując zapach drzew, które rosły wysoko zza domkiem zbudowanym na poboczu, strasznie blisko oceanu. Świetnie mogłam go z tego miejsca, w którym stałam zobaczyć. Niebieska toń wody ciągnęła się nie mając końca, odbijała promienie słońca i lekko szumiała.
- Niezły widok, prawda? - Odwróciłam swoją głowę w kierunku, z którego doszedł mnie głos.
- Tak, prawda. - Odpowiedziałam oszołomiona patrząc się na nikogo innego jak na Louisa, który wpatrywał się w ocean i właśnie podszedł do mnie i zagadał. Nie żeby też się do mnie nie odzywał przez ten tydzień, robił to, ale ograniczało się to tylko do zwracania uwagi i poprawiania tego co robię źle, a teraz, stoi kilka centymetrów dalej i gadamy o widoku przed nami.
- Jest jeszcze lepszy kiedy zachodzi słońce. - Uśmiechnął się po czym spojrzał na mnie.
- Twój bagaż. - Odwrócił po chwili wzrok podając mi walizkę.
- Dzięki. - Odbieram ją po otrząśnięciu się z czaru, który rzuca na mnie jego uroda i zaczynam iść za nim w stronę schodów prowadzących do otwartych drzwi domku, przez które zdążyła już wbiec reszta. Wspinam się jakoś po schodach z tym ciężkim bagażem i zaraz przechodzę przez próg i stając obok Louisa rozglądam się dookoła.
 Domek jest naprawdę wielki, bogato wyposażony co potwierdza tylko słowa Haydena, że rodzice Ethana są bardzo, bardzo bogaci. Po prawej stronie jest kuchnia z dwoma lodówkami i piekarnikami, rzędem blatów i okien oraz jadalnia ze stołem na dwanaście osób. Po lewej znajduje się salon z wielkim telewizorem plazmowym, dużą kanapą i kominkiem, można z niego wyjść na taras gdzie są rozłożone leżaki i parasole oraz stoi grill. Tu gdzie stoję jest mały przedpokój, nade mną wisi żyrandol a pod stopami leży skóra z jak mniemam niedźwiedzia. Każdy detal jest po prostu w nienaruszonym stanie i wszystko wydaje się być takie czyste, jakby bez żadnego pyłku kurzu.
- Wow... - Tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić, czułam się trochę zmieszana, bałam się czegokolwiek dotknąć.
- Moja reakcja była podobna kiedy pierwszy raz tu przyjechałem i to zobaczyłem. - Znowu zwrócił się do mnie Louis śmiejąc się. - Nie przyjmuj się, cokolwiek zostanie zepsute, zostanie odkupione przez jego rodziców bez nawet jednej myśli smutku z powodu straty. - Poklepał mnie po ramieniu pocieszająco, uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Ostatnie drzwi to twoja sypialnia. - Dodał po chwili wskazując na schody prowadzące na piętro i odchodząc do salonu. Odprowadziłam go wzrokiem i weszłam na górę dopiero gdy usiadł na kanapie i włączył telewizor zaczynając skakać po kanałach. Pewnie teraz znowu nie będzie się do mnie odzywał i nie będzie zwracał na mnie uwagi.
  Piętro było ułożone w literę "L" i również wystrojone tak jak parter. Pierwszą sypialnie zajęli Hayden i Olivia, która kazała mi szybciutko iść zająć swój pokój i przebrać się w strój bo za dziesięć minut spotykamy się na dole i idziemy nad wodę. Przytaknęłam jej i poszłam do ostatniej sypialni. Zanim zaczęłam się przebierać opadłam plecami na łóżko i westchnęłam zamykając na chwilę oczy aby się odprężyć. Jednakże mój plan zostaje udaremniony po niecałej minucie czy dwóch gdy ktoś opada na łóżko i nie muszę otwierać oczu aby wiedzieć, że to Ethan.
- Ty jeszcze nie gotowa? A może serio zapomniałaś stroju? - Pyta odwracając się do mnie leżąc teraz na boku i podpierając głowę na łokciu.
- Dasz mi kiedyś spokój? - Odpowiadam kręcąc głową i ciężko wzdychając na co uśmiecha się szeroko.
- Też cię lubię, Destiny. - Uszczypnął mój policzek.
- Tego nie powiedziałam. - Marszczę brwi, oczywiście wszystko jest w geście przyjacielskiej sprzeczki.
- Nie musisz mówić, kochanie. Mnie wszyscy lubią, a nawet niektórzy kochają, do szaleństwa!
- No proszę, jaki pewny siebie. - Prychnęłam przewracając oczami.
- I w dodatku bardzo skromny. - Dodał mrugając do mnie. - To jak, wskakujesz w ten strój czy nie? - Zaplątał kosmyk moich włosów na swój palec. Ten moment gdy przyjaciel traktuje cię lepiej niż chłopak, który ci się podoba i ponoć ty jemu.
- To jak, wychodzisz czy nie? - Odpowiedziałam mu podobnie dalej udając, że go nie znoszę.
- To chyba oczywiste, kochanie - Rozłożył się na łóżku wkładając pod głowę ręce gdy ja podniosłam się do pozycji siedzącej i zsunęłam na krawędź łóżka.
- Masz racje i tak, wiem, zawsze ją masz. - Powiedziałam szybko bo wiedziałam, że jest już gotowy mi odpowiedzieć ale tak to tylko się szeroko uśmiechnął. Wstałam idąc do walizki i wyjmując z niej strój, ręcznik i japonki.
- Louis będzie pewnie tęsknił za tym łóżkiem. - Powiedział nagle Ethan.
- Co? - Zapytałam odwracając się do niego.
- Co roku to on zajmuje tą sypialnie, w tym roku śpi na kanapie a ty zajmujesz jego łóżko. Oczywiście mógłby spać po lewej czy prawej stronie, tak jak ja z Raven po przyjacielsku, ale no przecież gdzie. - Wyjaśnia i nie wiem co mam odpowiedzieć. Z jednej strony miło, że tak zrobił i żal mi go bo musi tam spać, ale kanapa wydaje się być wygodna... Lecz z drugiej jestem jak, boże, proszę niech on ze mną śpi i niech zasypiam w jego ramionach!
  Przebieram się szybko w równie ekskluzywnej łazience jak reszta domku , sprawdzam czy dobrze wyglądam w wielkim lustrze i owinięta ręcznikiem w pasie wracam do pokoju gdzie Ethan przegląda Instagrama na telefonie. Oznajmiam mu, że możemy już iść gdyż jestem gotowa i wtedy podnosi na mnie wzrok. Gwiżdże i komentuje jak to temperatura w pokoju nagle się podniosła za co dostaje ode mnie poduszką.
  Kilka minut później dołączyliśmy do reszty, wszyscy poszli już na plażę, no prawie wszyscy, Louis miał zaraz dołączyć. Ethan od razu wbiegł do wody rozpryskując ją na Liv i Raven, które zanurzały się powoli i gdy tylko zimna woda dotknęła ich ciał zapiszczały. Położyłam ręcznik obok reszty i zostawiłam na nim japonki oraz okulary przeciwsłoneczne i podeszłam do brzegu. Stopy zapadły mi się w piasku, a po chwili obmyła je fala.Uśmiechnęłam się i zrobiłam kilka kroków do przodu, woda była naprawdę zimna, ale w taki upał stanowiła ukojenie. Weszłam aż do pasa i zrównałam się z dziewczynami, a potem razem poszłyśmy jeszcze dalej aż w pewnym momencie zebrałyśmy się na odwagę i zanurzyłyśmy się całkowicie pod wodę. Wyłoniłyśmy się po kilku sekundach odrzucając włosy do tyłu i śmiejąc się. Przestałam się śmiać kiedy zauważyłam jak biegnie do nas Louis i wbiega do wody podobnie jak Ethan i och, wyglądał bardzo dobrze. Przypomniało mi się, że nie powinnam się na niego patrzeć gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały, szybko odwróciłam wzrok i z trudem próbowałam tego nie powtórzyć, bo w końcu Louis w kąpielówkach.
  Siedzieliśmy na plaży dobre kilka godzin. Pływaliśmy i leżeliśmy opalając się, tak na zmianę. Niestety marzenia zostaną marzeniami, Louis nie posmarował mi pleców kremem, za to Ethan chętnie przygniótł mnie i zaczął malować buźki na moich plecach, a dopiero potem je rozmasował. Wróciliśmy wszyscy do domku o szóstej wieczorem, o ósmej miało być ognisko na co naprawdę się cieszyłam. Zawsze lubiłam gdy robiło się ognisko na wyjazdach, to był najlepszy punkt wycieczki.
  Przebrałam w dresy, związałam włosy w kitka i zeszłam na dół. Wszyscy również byli ubrani podobnie jak ja i oglądali SpongeBob'a, wiecie to ci groźni punkowcy. Usiadłam na brzegu obok Ethana i pozwoliłam sobie położyć na jego kolanach nogi, nie protestował. Olivia siedziała na kolanach Haydena, Raven między nimi i Ethanem, a fotel zajmował Louis, jego nogi były oparte o stolik do kawy. Po raz pierwszy widziałam go w dresach i już byłam pewna, że chciałabym widzieć go tak jeszcze kilka razy. Nie było widać jego tatuaży, wyjął kolczyk z brwi i z ust, został tylko tunel w uchu. Wyglądał tak normalnie przez co znowu nie mogłam oderwać wzroku, niech cię diabli Louis, że jesteś taki cholernie piękny.
  Za przygotowania do ogniska wzięliśmy się wpół do ósmej. Pomogłam Raven z Liv przygotować kiełbaski i razem z piankami zanieśliśmy je do miejsca gdzie Louis wraz z Haydenem ustawiał ognisko i próbował je rozpalić. Kiedy się udało każdy dostał bo jednej butelce piwa i stanął dookoła ogniska.
- Za udany wyjazd! - Powiedział Louis stojąc obok mnie i unosząc swoją butelkę do góry.
- So raise your glass! - Zaczął nucić Ethan po mojej lewej piosenkę P!nk i wszyscy się zaśmiali po czym stuknęliśmy się ze sobą butelkami i w równym czasie je przechyliliśmy. Następnie każdy wziął kijek i nadział na niego kiełbaskę. Trzymałam swój kijek nad ogniskiem gdy nagle ktoś złapał moją dłoń i poprawił jej położenie, wzdrygnęłam się i spojrzałam w górę.
- Tak będzie lepiej. - Powiedział Louis, poprawił grzywkę i odszedł na swoje miejsce.
- Dzięki. - Odpowiedziałam pod nosem i znowu skupiając swoją uwagę na kiełbasce, aby czasem mi nie spadła.
- Naprawdę nie mogę na to patrzeć. - Po chwili przyszedł Ethan i usiadł obok mnie.
- Na co? - Zapytałam choć tak naprawdę domyślałam się o co może mu chodzić.
- Na to jak bardzo Louis stara się trzymać na dystans i na to jak czasem mu nie wychodzi.
- Ethan.... - westchnęłam ciężko. - On po prostu... - Nie wiedziałam sama jak mam to określić.
- Po prostu co?
- Nie wiem. - Wzruszyłam ramionami.
- Właśnie, więc posłuchaj się mnie i innych tutaj zgromadzonych, bądź w tym przypadku mężczyzną i zrób ten cholerny pierwszy krok.
- Nie, wiesz dobrze, że tego nie zrobię. - Byłam uparta. Miał rację, że mogłabym podejść ale tylko wtedy bym to zrobiła gdybym była pewna i widziała to co oni, ale tak nie było więc wolałam trzymać się na boku.
- Panie spraw aby oni w końcu się zeszli bo nie wytrzymam. - Powiedział unosząc głowę do góry i patrząc w niebo.
- Panie nagle wierzący, uważaj bo zaraz ci kiełbaska spadnie. - Powiedziałam śmiejąc się.
- Co? - Spojrzał na swój kijek, z którego właśnie zleciała kiełbaska do ogniska. - Cholera, nie!
- Za każdym razem! - Zaśmiał się po chwili Louis i wyciągnął dłoń do Haydena, który podawał mu dziesięcio funtowy banknot.
- Założyliście się o to czy w tym roku też spadnie mi kiełbaska? - Zapytał oburzony Ethan.
- Tak stary i lepiej drugiej też nie zrzuć bo zbankrutuję. - Powiedział Hayden bardzo poważnie, a potem dołączył do reszty i zaczął się śmiać. Tylko Ethana to nie bawiło, wstał po kolejną kiełbaskę i usiadł skupiając cały swój wzrok na kijku. Tym razem mu nie spadła, a Hayden nie stracił kolejnej kasy.
  Siedziałam otulona kocem, który przyniósł dla każdego z domku Hayden. Była dziewiąta wieczorem, byliśmy dalej przy ognisku i podziwialiśmy zachód słońca. Niektórzy już powoli byli wstawieni, mam na myśli głównie Ethana, który zaczął opowiadać śmieszne historie i nas rozśmieszać. Potem zabawne opowieści zamieniły się w straszne. Naprawdę się bałam opowieści Raven o wilkach, w dodatku dookoła było ciemno jak w dupie i słychać było szum wody oraz świerszcze. Po tej nie miłej bajce Ethan, który serio był już pijany wpadł na pomysł aby iść wykąpać się nago. Louis nie protestował, też był trochę pijany, ale ja z dziewczynami owszem byłam przeciw i śmiałyśmy się zasłaniając oczy. Kiedy ten wariat naprawdę się rozebrał Hayden zaczął zanim biegać z kocem, ja ukrywałam oczy za rękoma tym samym bokiem patrząc na Louisa, który głośno się śmiał. Na szczęście wszystko zakończyło się szybko, Ethan został złapany i zaprowadzony do łóżka.
 Tak oto około północy wszystko się zakończyło. Zabrałam tyle rzeczy ile mogłam i przy świetle z mojego telefonu wróciłam do domku. Przy schodach usłyszałam szelest liści i trochę się przestraszyłam, ale potem stwierdziłam, że to pewnie jakiś zwierzak i po prostu szybko weszłam do środka. Odkładając rzeczy zauważyłam na tarasie Louisa i nie wiem czemu ale postanowiłam do niego iść.
- Miałeś rację. - Podeszłam do balustrady na tarasie i stanęłam obok Louisa, który palił papierosa.
- Tak? Z czym? - Zapytał podnosząc jedną brew i spoglądając na mnie.
- Z zachodem słońca.
- Och, no tak, racja. - Pokiwał głową i znowu skierował swój wzrok w kierunku oceanu. Też pokiwałam głowa i spojrzałam na wodę, którą oświetlał słabo księżyc.
- Wiesz co to jest shotgun? - Zapytał nagle Louis kiedy myślałam, że nasza rozmowa jest zakończona.
- Um, wymiana dymu? - Boże nie mówcie, że on chce ze mną to zrobić, ale pewnie nic nie będzie jutro pamiętał. Wygrać i jednocześnie przegrać życie.
- Dokładnie tak. - Szepnął przyznając mi rację i przysuwając się do mnie. Moje serce biło poza pierś gdyż byłam bliska prawie pocałunku z Louisem, cholera. Nasze usta prawie się dotykały a on następnie wypuścił dym, a ja wciągnęłam go, odsunęłam się i go wypuściłam.
- Brawo. - Powiedział Louis, ponieważ nie zrobiłam z siebie ofermy przy nim i nie zakrztusiłam się.
- Dzięki. - Odpowiedziałam dumna z siebie i dziękowałam, że jest ciemno bo nie może widzieć moich rumieńców na twarzy.
- Idziesz? - Zapytał gdy zgasił już papierosa i wyrzucił go gdzieś poza balustradę. Pokiwałam głową i weszłam przed nim do domku. Podszedł do kanapy i opadł na nią wcześniej zdejmując koszulkę i rzucając ją na podłogę. Idąc po schodach przystanęłam i spojrzałam na niego.
- Dobranoc, Louis. - Powiedziałam i jedyne co dostałam to niewyraźny pomruk, ale uznajmy, że również powiedział dobranoc.

                                                                 ~ † ~

niedziela, 15 listopada 2015

† Chapter 24 †

                                                             † Lethal Love †

 Siedzę z mamą w jedynej lodziarni w Carlisle, która jest urządzona w stylu lat 60. Ma czarno białe kafelki na podłodze, szafę grającą i siedzenia ze skóry w kolorze morskim. Pamiętam jak chodziłam tutaj z tatą gdy byłam mała prawie codziennie. Mama oczywiście nic nie wiedziała bo przecież by się wściekła, bo gdzie dawać dziecku lody, a zwłaszcza gdy na zewnątrz wieje i pada. Lecz prawda zawsze wyjdzie na jaw i tak też się stało. Zachorowałam i zaczęłam marudzić mamie, że nie chcę leżeć w łóżku tylko iść z tatą na dużą porcję miętowego orzeźwienia. Kiedy wyzdrowiałam nasze częste spacery do lodziarni ograniczyły się do przynajmniej jednego na rok kiedy pogoda dopisywała.
  Na przykład tak jak dziś, niebo jest lekko zachmurzone, termometry wskazują prawie dwadzieścia stopni i z dnia na dzień wskaźnik wzrasta. Nadciąga fala upałów, która ma potrwać z dobre dwa tygodnie. Oznacza to, że wszyscy będą się roztapiać oraz, że przyjaciele Louisa mieli rację gdy mówili, że pod koniec lipca i na początku sierpnia pogoda jest idealna na to by wyjechać i odpocząć. Mam nadzieję, że gdy zapytam się mamy o wyjazd to zgodzi się abym w tym roku do nich dołączyła. Tylko nie mam pojęcia jak to zrobić, bo przecież nie powiem jej prawdy. Zamknęłaby mnie w domu na cztery spusty, powiadomiła policję przez co również wpakowałaby się w celownik Snake'a, a przecież nie mogę jej stracić, nikogo zresztą.
- Nad czym tak myślisz? - Pytanie mamy wyrywa mnie z zamyślenia.
- Co? - Odpowiadam zdezorientowana kilka razy mrugając i siadając wygodniej.
- Wpatrujesz się w ten pucharek już od kilku minut i mieszasz tą łyżeczką, twoje lody zaraz całkowicie się rozpuszczą. - Wyjaśnia po czym wkłada do buzi łyżeczkę z nabranymi lodami do buzi gdy ja spoglądam na swój pucharek.
- Och... - Wzdycham zakładając kosmyk włosów za ucho i również nabieram lody na łyżeczkę a potem kieruję ją do moich ust.
- No więc, powiesz mi co chodzi ci po głowie? - Przygryzam wargę i nerwowo postukuję stopą o podłogę pod stołem po czym biorę głęboki wdech i szybko to z siebie wyrzucam.
- Chodzi o wyjazd.
- Wyjazd? - Pyta marszcząc brwi.
- Tak, wyjazd... - Potwierdzam lekko kiwając głową i wkładając do buzi kolejną łyżeczkę z lodami.
- Gdzie i z kim? - Oto jak moja mama zmienia się w jedną sekundę z rodzica w śledczego.
- Pamiętasz jak mówiłam ci o Louisie? - Pytam a ona kiwa głową.
  Dotrzymała swojej obietnicy złożonej w szpitalu i nie wywinęłam się z opowieści o tym co to za nowy chłopak w moim życiu. Oczywiście skłamałam jej trochę zmieniając imię Briana na imię Louis i tym samym przedstawiłam go jej jako porządnego chłopaka, na którego wpadłam pewnego dnia, gdy wracałam ze szkoły. Potem musiałam jej tłumaczyć, że nie jesteśmy razem i, że to zły pomysł abym przyprowadziła go do domu.
- Więc on i jego przyjaciele jadą jak co roku nad ocean, jeden znajomy ma tam domek, zaprosił mnie abym w tym roku do nich dołączyła. Naprawdę chciałabym z nimi jechać, proszę zgódź się. - Wpatruje się w nią błagalnie.
- Dobra. - Mówi po chwili namysłu
- Co? Mogę jechać? - Pytam nie dowierzając.
- Tak, pewnie, co będziesz siedziała całe lato w domu ze starą matką. - Na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech szczęścia i mam ochotę ją mocno przytulić.
- Dziękuję, bardzo dziękuję mamo i wcale nie jesteś stara!
- Jeżeli chcesz coś jeszcze, to świetnie idzie ci udobruchanie mnie. - Zaczyna się śmiać i ja również
- Nie, nic już nie chcę, naprawdę nie jesteś stara.
- Tak czy siak, jak do czegoś dojdzie między wami na tym wyjeździe to pamiętajcie aby się zabezpieczać. - Kiedy to usłyszałam mało co nie zakrztusiłam się lodami.
- Co, mamo, nie, my nie jesteśmy razem. - Powiedziałam jąkając się i kręcąc głową w zaprzeczeniu.
- Och, ale na pewno ci się podoba i coś do niego czujesz, widzę to. - Wycelowała we mnie łyżką a ja spuściłam wzrok.
- Może.. - Szepnęłam.
     
                                                                    ~

  Moją pierwszą myślą po przebudzeniu było to, że dziś dzień wyjazdu. Drugą było to, że znowu zobaczę Louisa. Uśmiechnęłam się i po chwili wstałam z łóżka idąc się wyszykować aby na dziewiątą być już gotowa. Kiedy jadłam śniadanie mama pytała czy na pewno wszystko wzięłam i znowu prawiła mi kazanie na temat dobrych manier, abym czasem nie przesadziła z alkoholem, który pewnie się pojawi, oraz ponownie wróciła do tematu zabezpieczeń, słuchałam jej przytakując. Sama już dobrze wiedziałam jak się zachować, gdzie jest moja granica w piciu i że jedyną parą, która może się na tym wyjeździe pieprzyć to będzie Olivia i Hayden.
  Kilka minut przed dziewiątą pożegnałam się z nią i wyszłam z mieszkania idąc na koniec ulicy gdzie jak zawsze miał na mnie czekać Louis. Tym razem był po mnie range roverem, z którego wydobywała się głośna muzyka.
- Witaj piękna. - Powiedział Ethan wysiadając z auta i mnie przytulając.
- Hej piękny. - Odpowiedziałam z uśmiechem.
  Przez ten tydzień po treningach zostawałam jeszcze kilka godzin aby posiedzieć z nimi i trochę ich poznać. Dowiedziałam się tyle z moich obserwacji, że Raven jest typem, który słucha wszystkiego co się dookoła dzieje i czasem dorzuci swoje trzy grosze. Olivia jest trochę szalona, a Hayden był w niej po uszy zakochany i nie spuszcza jej z oczu. Ethan natomiast jest wyluzowany, mówi to co myśli i to z nim zaprzyjaźniłam się najbardziej.
- Mam nadzieję, że wzięłaś najbardziej skąpy strój kąpielowy jaki miałaś aby Louisowi stanął. - Powiedział biorąc moją walizkę i wsadzając ją do bagażnika.
- Może wcale go nie wzięłam? - Ethan też miał w zwyczaju rzucać tego typu teksty i przez niego sama zaczęłam.
- Kąpiel nago, kochanie, myślę, że Louis oszaleje! - Powiedział a ja się zaśmiałam kręcąc głową.
- Jesteś walnięty, on nawet na mnie nie patrzy.
- Uwierz mi, robi to gdy ty nie patrzysz. - Mrugnął do mnie zamykając bagażnik i podchodząc do mnie zarzucając rękę na moje ramiona.
- Jasne... - Westchnęłam. Mógł mówić w kółko, że też podobam się Louisowi, ale ja i tak mu nie uwierzę. Chciałabym to słyszeć od niego samego, a nie od jego przyjaciela.
- Niezły samochód - Dodałam kiedy otworzył przede mną drzwi i wsiadłam do środka lądując między nim a Liv.
- Dzięki, w tym roku specjalnie udostępniłem nam sześcioosobowy. - Odpowiedział wsiadając zaraz za mną.
- To twój? - Uniosłam jedną brew zdumiona po czym przywitałam się z Liv uściskiem.
- Zgadza się, jego rodzice są straszni nadziani. - Wyjaśnił Hayden, który siedział z przodu.
- Tak nadziani, że to aż chore. - Dodała z tyłu Raven, a ja się zaśmiałam.
- Możemy jechać? - Wtrącił się Louis. Siedział za kierownicą i palił papierosa.
- No to zapnij pasy. - Powiedział gdy pokiwałam głową, pogłośnił jeszcze radio i ruszył w drogę.

                                                                        ~ † ~