niedziela, 15 listopada 2015

† Chapter 24 †

                                                             † Lethal Love †

 Siedzę z mamą w jedynej lodziarni w Carlisle, która jest urządzona w stylu lat 60. Ma czarno białe kafelki na podłodze, szafę grającą i siedzenia ze skóry w kolorze morskim. Pamiętam jak chodziłam tutaj z tatą gdy byłam mała prawie codziennie. Mama oczywiście nic nie wiedziała bo przecież by się wściekła, bo gdzie dawać dziecku lody, a zwłaszcza gdy na zewnątrz wieje i pada. Lecz prawda zawsze wyjdzie na jaw i tak też się stało. Zachorowałam i zaczęłam marudzić mamie, że nie chcę leżeć w łóżku tylko iść z tatą na dużą porcję miętowego orzeźwienia. Kiedy wyzdrowiałam nasze częste spacery do lodziarni ograniczyły się do przynajmniej jednego na rok kiedy pogoda dopisywała.
  Na przykład tak jak dziś, niebo jest lekko zachmurzone, termometry wskazują prawie dwadzieścia stopni i z dnia na dzień wskaźnik wzrasta. Nadciąga fala upałów, która ma potrwać z dobre dwa tygodnie. Oznacza to, że wszyscy będą się roztapiać oraz, że przyjaciele Louisa mieli rację gdy mówili, że pod koniec lipca i na początku sierpnia pogoda jest idealna na to by wyjechać i odpocząć. Mam nadzieję, że gdy zapytam się mamy o wyjazd to zgodzi się abym w tym roku do nich dołączyła. Tylko nie mam pojęcia jak to zrobić, bo przecież nie powiem jej prawdy. Zamknęłaby mnie w domu na cztery spusty, powiadomiła policję przez co również wpakowałaby się w celownik Snake'a, a przecież nie mogę jej stracić, nikogo zresztą.
- Nad czym tak myślisz? - Pytanie mamy wyrywa mnie z zamyślenia.
- Co? - Odpowiadam zdezorientowana kilka razy mrugając i siadając wygodniej.
- Wpatrujesz się w ten pucharek już od kilku minut i mieszasz tą łyżeczką, twoje lody zaraz całkowicie się rozpuszczą. - Wyjaśnia po czym wkłada do buzi łyżeczkę z nabranymi lodami do buzi gdy ja spoglądam na swój pucharek.
- Och... - Wzdycham zakładając kosmyk włosów za ucho i również nabieram lody na łyżeczkę a potem kieruję ją do moich ust.
- No więc, powiesz mi co chodzi ci po głowie? - Przygryzam wargę i nerwowo postukuję stopą o podłogę pod stołem po czym biorę głęboki wdech i szybko to z siebie wyrzucam.
- Chodzi o wyjazd.
- Wyjazd? - Pyta marszcząc brwi.
- Tak, wyjazd... - Potwierdzam lekko kiwając głową i wkładając do buzi kolejną łyżeczkę z lodami.
- Gdzie i z kim? - Oto jak moja mama zmienia się w jedną sekundę z rodzica w śledczego.
- Pamiętasz jak mówiłam ci o Louisie? - Pytam a ona kiwa głową.
  Dotrzymała swojej obietnicy złożonej w szpitalu i nie wywinęłam się z opowieści o tym co to za nowy chłopak w moim życiu. Oczywiście skłamałam jej trochę zmieniając imię Briana na imię Louis i tym samym przedstawiłam go jej jako porządnego chłopaka, na którego wpadłam pewnego dnia, gdy wracałam ze szkoły. Potem musiałam jej tłumaczyć, że nie jesteśmy razem i, że to zły pomysł abym przyprowadziła go do domu.
- Więc on i jego przyjaciele jadą jak co roku nad ocean, jeden znajomy ma tam domek, zaprosił mnie abym w tym roku do nich dołączyła. Naprawdę chciałabym z nimi jechać, proszę zgódź się. - Wpatruje się w nią błagalnie.
- Dobra. - Mówi po chwili namysłu
- Co? Mogę jechać? - Pytam nie dowierzając.
- Tak, pewnie, co będziesz siedziała całe lato w domu ze starą matką. - Na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech szczęścia i mam ochotę ją mocno przytulić.
- Dziękuję, bardzo dziękuję mamo i wcale nie jesteś stara!
- Jeżeli chcesz coś jeszcze, to świetnie idzie ci udobruchanie mnie. - Zaczyna się śmiać i ja również
- Nie, nic już nie chcę, naprawdę nie jesteś stara.
- Tak czy siak, jak do czegoś dojdzie między wami na tym wyjeździe to pamiętajcie aby się zabezpieczać. - Kiedy to usłyszałam mało co nie zakrztusiłam się lodami.
- Co, mamo, nie, my nie jesteśmy razem. - Powiedziałam jąkając się i kręcąc głową w zaprzeczeniu.
- Och, ale na pewno ci się podoba i coś do niego czujesz, widzę to. - Wycelowała we mnie łyżką a ja spuściłam wzrok.
- Może.. - Szepnęłam.
     
                                                                    ~

  Moją pierwszą myślą po przebudzeniu było to, że dziś dzień wyjazdu. Drugą było to, że znowu zobaczę Louisa. Uśmiechnęłam się i po chwili wstałam z łóżka idąc się wyszykować aby na dziewiątą być już gotowa. Kiedy jadłam śniadanie mama pytała czy na pewno wszystko wzięłam i znowu prawiła mi kazanie na temat dobrych manier, abym czasem nie przesadziła z alkoholem, który pewnie się pojawi, oraz ponownie wróciła do tematu zabezpieczeń, słuchałam jej przytakując. Sama już dobrze wiedziałam jak się zachować, gdzie jest moja granica w piciu i że jedyną parą, która może się na tym wyjeździe pieprzyć to będzie Olivia i Hayden.
  Kilka minut przed dziewiątą pożegnałam się z nią i wyszłam z mieszkania idąc na koniec ulicy gdzie jak zawsze miał na mnie czekać Louis. Tym razem był po mnie range roverem, z którego wydobywała się głośna muzyka.
- Witaj piękna. - Powiedział Ethan wysiadając z auta i mnie przytulając.
- Hej piękny. - Odpowiedziałam z uśmiechem.
  Przez ten tydzień po treningach zostawałam jeszcze kilka godzin aby posiedzieć z nimi i trochę ich poznać. Dowiedziałam się tyle z moich obserwacji, że Raven jest typem, który słucha wszystkiego co się dookoła dzieje i czasem dorzuci swoje trzy grosze. Olivia jest trochę szalona, a Hayden był w niej po uszy zakochany i nie spuszcza jej z oczu. Ethan natomiast jest wyluzowany, mówi to co myśli i to z nim zaprzyjaźniłam się najbardziej.
- Mam nadzieję, że wzięłaś najbardziej skąpy strój kąpielowy jaki miałaś aby Louisowi stanął. - Powiedział biorąc moją walizkę i wsadzając ją do bagażnika.
- Może wcale go nie wzięłam? - Ethan też miał w zwyczaju rzucać tego typu teksty i przez niego sama zaczęłam.
- Kąpiel nago, kochanie, myślę, że Louis oszaleje! - Powiedział a ja się zaśmiałam kręcąc głową.
- Jesteś walnięty, on nawet na mnie nie patrzy.
- Uwierz mi, robi to gdy ty nie patrzysz. - Mrugnął do mnie zamykając bagażnik i podchodząc do mnie zarzucając rękę na moje ramiona.
- Jasne... - Westchnęłam. Mógł mówić w kółko, że też podobam się Louisowi, ale ja i tak mu nie uwierzę. Chciałabym to słyszeć od niego samego, a nie od jego przyjaciela.
- Niezły samochód - Dodałam kiedy otworzył przede mną drzwi i wsiadłam do środka lądując między nim a Liv.
- Dzięki, w tym roku specjalnie udostępniłem nam sześcioosobowy. - Odpowiedział wsiadając zaraz za mną.
- To twój? - Uniosłam jedną brew zdumiona po czym przywitałam się z Liv uściskiem.
- Zgadza się, jego rodzice są straszni nadziani. - Wyjaśnił Hayden, który siedział z przodu.
- Tak nadziani, że to aż chore. - Dodała z tyłu Raven, a ja się zaśmiałam.
- Możemy jechać? - Wtrącił się Louis. Siedział za kierownicą i palił papierosa.
- No to zapnij pasy. - Powiedział gdy pokiwałam głową, pogłośnił jeszcze radio i ruszył w drogę.

                                                                        ~ † ~

1 komentarz:

  1. Najlepszy blog forever, czekam na kolejny pozdrawiam xx
    @directionvh

    OdpowiedzUsuń