piątek, 26 lutego 2016

† Chapter 29 †

                                                    † Lethal Love †

 Karetka przyjechała piętnaście minut po tym jak Ethan po raz ostatni zaczerpnął powietrza. Piętnaście minut za późno. Zabrali jego ciało, wsadzili do czarnego worka a mnie owinęli specjalnym kocem i kazali na nie patrzeć przez całą drogę do szpitala.
 Louis z pozostałymi jechał tuż za nami, jako pierwszy ogarnął się i to dosyć szybko. Na początku podał nam nieprawdziwą historię, którą powinniśmy przedstawić pogotowiu a następnie policji, która na pewno zjawi się w szpitalu. Brzmiała ona tak, że Ethan sam siebie postrzelił po tym jak dowiedział się o tym, że skoczyłam z klifu, nieszczęśliwa miłość i tak dalej. Następnie przeniósł z Hayden'em ciało do domku, a dziewczyny wzięły po wiaderku i wyrzuciły piasek we krwi do oceanu. Zakaz wychodzenia z domku póki nie pojawi się karetka padł na mnie.
 Obserwowałam ich uważnie w milczeniu i próbowałam przetworzyć to co się stało, uwierzyć. Powtarzałam sobie, że Ethan nie żyje, że to naprawdę się stało, straciłam go. Wspomnienia ze śmierci ojca także wróciły co dobiło mnie jeszcze bardziej. Zastanawiałam się również ile ludzi jeszcze stracę.
 Tak się w tym pogrążyłam, że nawet nie zauważyłam kiedy przestałam płakać i tylko wpatrywać się w dal. Nie reagowałam na nic, nawet kiedy przyjechała karetka, przyszli do mnie ratownicy i próbowali się ze mną dogadać. Jedynie kiedy pomachali mi przed oczami ręką spojrzałam na nich a potem na Louisa, który stał obok i rozpłakałam się znowu.
 W szpitalu zabrali mnie do oddzielnego pokoju gdzie musiałam spędzić kolejną dobę w razie gdyby mój stan się pogorszył. Ethana zabrali do kostnicy, a Louis został poproszony o podanie danych, trzeba było powiadomić naszych rodziców. Strasznie współczułam państwu Jones, byłam ciekawa jak zareagują. Chociaż w sumie nie było trudno się domyślić, będą płakać, stracili w końcu jedynego syna. Myślałam też o mojej mamie i George'u co im powiem jak się zjawią bo powinni w końcu poznać prawdę, której nie mogłam wyjawić policji.
 Pojawiła się niedługo po tym jak przyjechaliśmy do szpitala. Kiedy tylko lekarz mnie zbadał i wyszedł z sali dwóch funkcjonariuszy zajęło jego miejsce. Oczywiście pierwsze pytanie jakie padło dotyczyło biegu zdarzeń. Odpowiedziałam im po chwili, której potrzebowałam aby brzmieć dosyć przekonująco podając im historię Louisa. Następnie zapytali mnie o moją chęć odebrania sobie życia. Powiedziałam im, że ktoś mnie zepchnął co po części było prawdą. Pytali także osobę która mnie zepchnęła i o której niby `nic nie wiedziałam, ani nikogo nie podejrzewałam. Kolejne pytania były o stosunkach między resztą paczki, które określiłam jako dobre, cel naszego wyjazdu i o moją miłość do Ethana co nie było takie trudne. Podłożyłam pod niego Louisa i aż się rozpłakałam. Podziękowali i wyszli przepytać innych. Zostałam sama i w spokoju wypłakałam się w poduszkę.
- Destiny? Destiny! - Moja mama wbiegła do szpitala nawołując mnie po imieniu. Czekałam siedząc na łóżku aż wpadnie do mojego pokoju. Wzięłam głęboki wdech przygotowując się na spotkanie z nią. Walczyłam z mordercą, a nie będę wstanie powiedzieć matce prawdy?
- O boże, Destiny.. - Wpadła do mojego pokoju z wyraźną ulgą w głosie i przytuliła mnie mocno. Wtuliłam się w nią, moje emocje puściły i znowu się rozpłakałam. Po chwili do naszego uścisku dołączył jeszcze George, złożył pocałunek na czubku mojej głowy i pogładził po plecach.
- Destiny, ty naprawdę chciałaś popełnić samobójstwo? Zdajesz sobie sprawę jak bardzo ważna jesteś i że nie mogę stracić także ciebie? - Zapytała mama szepcząc mi do ucha. Odsunęłam się i otarłam łzy z policzków.
- Wiem mamo i ja wcale nie chciałam popełnić samobójstwa tylko... ktoś chciał mnie zabić. - Z trudem wyrzuciłam końcówkę.
- Czemu ktoś chciałby cię zabić? - Zapytał George po tym jak wymienił z mamą przerażone spojrzenia.
- Nie wiem, ale po prostu chce mojej śmierci... - Przygryzłam wargę i zaczęłam się bawić z nerwów rękoma.
- Czy on także porwał cię miesiąc temu? - Westchnęłam i pokiwałam głową potwierdzając pytanie mamy.
- Czemu wcześniej mi o tym nie powiedziałaś?
- Nie mogłam. Bałam się, że coś się wam stanie. Teraz po prostu uznałam, że musicie znać prawdę, że dłużej nie będę wstanie tego ukrywać.
- Trzeba to zgłosić na policję. - Oznajmił George.
- Nie, nie wolno wam. - Pokręciłam stanowczo głową. - On się o tym dowie i tym bardziej będzie grozić wam niebezpieczeństwo. Louis mówił mi, że policja nigdy nie była wstanie go złapać.
- Louis, ten miły chłopak, o którym mi mówiłaś? - Zapytała mama marszcząc brwi.
- Tak mamo, dzięki niemu jeszcze żyję. On jakby w tym siedzi, to skomplikowane.
- Chyba sam nie jest mordercą? Destiny, w co ty się wpakowałaś? - Powiedziała nie dowierzając.
- Nie, nie jest nim! - Zaprzeczyłam. - Wiem, okropne bagno ale wydostanę się z niego i wszystko będzie w porządku. - Starałam się przekonać ją jak i samą siebie.
- Nie... wątpię by było w porządku. Seryjny morderca próbuje cię zabić i prawie udało mu się to dwa razy w przeciągu zaledwie miesiąca! Nie wiesz co planuje i nie jesteś w stanie go pokonać, jesteś zwykłą nastolatką, która powinna skupić się na nauce! Policja się tym zajmie i złapie go, cały ten twój Louis na pewno zmyślał! - Mama zaczęła chodzić po sali cała nerwowa.
- Mamo, proszę musisz mi zaufać! Wiem co mówię, mamo... - Lamentowałam chodząc za nią.
- W takim razie wyprowadzamy się. - Powiedziała zdecydowana zatrzymując się.
- Że co? Nie!
- Właśnie, że tak. Wyjedziemy choćby na inny kontynent, nie będzie w stanie nas tam znaleźć.
 Twoja matka ma rację, Destiny. - Powiedział spokojnie George popierając moją matkę.
- Mamo ale ja mam tutaj przyjaciół, szkołę w której został mi ostatni rok. Nie mogę ot tak wyjechać!
- A ja nie mogę ci ot tak pozwolić umrzeć! Jesteś moją córką i kocham cię! - Ostatnie słowa spowodowały, że doznałam déjà vu. Ktoś mówił mi podobnym, załamanym tonem, że mnie kocha tylko nie mogę sobie przypomnieć kto. Poczułam, że ktoś mnie obserwuje i skierowałam wzrok na małe okienko w drzwiach. Ujrzałam Louisa, który zaczął odchodzić kiedy tylko nasze spojrzenia się skrzyżowały a ja doznałam olśnienia. Przecież usłyszałam te słowa kiedy obudziłam się, a jedyną osobą dookoła był Louis.
- Destiny? Słuchasz mnie? - Zapytała mama pstrykając mi palcami przed oczami. Potrząsnęłam głową przenosząc wzrok z drzwi na nią.
- Tak... um ja... muszę do toalety, zaraz wrócę... - Powiedziałam na prędce wybiegając z pokoju na korytarz i biegnąc za Louisem.
- Louis! - Zaczęłam za nim wołać. Dopiero kiedy skręciłam w inny korytarz zauważyłam go dalej oddalającego się.
- Louis! Poczekaj, muszę cię o coś spytać! Louis! - Wołałam a on nie zatrzymywał się mimo, że na pewno mnie słyszał.
- Louis, stój. - Powiedziałam zagradzając mu swoim ciałem drogę.
- Nie mogę teraz rozmawiać, Destiny. - Westchnął zirytowany.
- Chcę cię tylko o coś spytać, a ty odpowiedz tak lub nie, okej? - Zapytałam a on tylko kiwnął głową.
- Czy... czy ty mnie kochasz? - Wydusiłam z siebie wreszcie i nie mogłam uwierzyć, że to się stało, że musiałam się prawie utopić aby do tego doszło.
 Louis nie odpowiedział od razu. Na początku jego twarz wyraziła zaskoczenie, a potem zmarszczył brwi na chwilę aż w końcu uśmiechnął się, pokręcił głową i zaśmiał.
- Czy ja cię kocham? - Zapytał w przerwie od śmiechu. - Oczywiście, że nie. Nawet mi się nie podobasz, nie jesteś w moim typie.
- Och... ale ja przecież... słyszałam. - Powiedziałam robiąc krok w tył. Czułam się jakbym mnie spoliczkowano.
- Musiało ci się w takim razie coś zdawać bo tak nie jest. Nasza znajomość jest tylko i wyłącznie z przymusu. Gdyby nie Snake to nie zwróciłbym na ciebie uwagi, szara myszka, pilna uczennica z dobrymi manierami - prychnął. Jak dla mnie to on był teraz wężem, a jego słowa były przepełnione jadem i kąsały mnie, zadawały ból.
- Po za tym wolę blondynki z niebieskimi oczyma, mające kobiece kształty. Ty jesteś tego przeciwieństwem więc jak ktoś taki jak ty może mi się podobać? Jak mogę kochać kogoś takiego jak ty? - Stałam i tego słuchałam prosząc w duchu by przestał. Zrozumiałam raz i to mi wystarczyło.
- Czasami zastanawiam się czy dobrze robię ratując cię za każdym razem. Może powinienem pozwolić ci utonąć lub spalić się razem z tym starym magazynem? Przez ciebie Ethan nie żyje. - Ostatnie zdanie wycedził przez zęby z nienawiścią, to był dla mnie cios poniżej pasa. Łzy kolejny raz zaczęły spływać po moich policzkach. Jak mógł winić mnie za śmierć Ethana? Przecież to nie ja w niego strzeliłam tylko Snake.
- Teraz zejdź mi z drogi jeżeli nie masz mi nic więcej do powiedzenia. - Powiedział i wyminął mnie lekko trącając mnie ramieniem.
 Odsunęłam się przywierając plecami do ściany po czym zjechałam po niej w dół. Objęłam rękoma nogi i schowałam w nich twarz płacząc. Miałam znowu złamane serce i bolało jeszcze bardziej. Louis mnie nie kochała, a jedyna osoba, która byłaby pewnie wstanie mnie pocieszyć nie żyje.

                                                               ~†~

2 komentarze:

  1. O mój Boże :( Lou, co się właśnie wydarzyło? Dlaczego on to zrobił? :O
    Czekam na kolejny rozdział! ♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Louis ty idioto 😭 czekam na następny 😍

    OdpowiedzUsuń