sobota, 19 marca 2016

† Podziękowania †

Oficjalnie pierwsza część Lethal Love zakończyła się! Nie miałoby to miejsca gdyby nie wy moi drodzy i kochani czytelnicy! Znajdowaliście czas aby przeczytać te rozdziały i skomentować. Byliście cierpliwi kiedy tak rzadko dodawałam rozdziały. Podobało wam się i zostaliście do końca. Chcę wam z tego powodu strasznie podziękować. Naprawdę nie macie pojęcia jak bardzo każdy komentarz mnie motywował i wywoływał uśmiech na twarzy. Dziękuję dziękuję dziękuję!
Mam nadzieję, że będziecie tutaj dalej wyczekiwać drugiej części z niecierpliwością. Już nad nią pracuję i w sekrecie zdradzę, że będzie się działo. Lecz oprócz tego chcę abyście wyłapywali te ważne rzeczy, które chce wam przekazać i które podsumowałam w epilogu.
Jeszcze raz dziękuję z całego serca i do zobaczenia! Kocham was mocno!

Anne Mary Claire †

† Epilog †

 Ostatnie pięć miesięcy były pełne wrażeń oraz sytuacji których się nie spodziewałam, nigdy o nich bym nie pomyślała. Mimo wszystko nie żałuję ich przez co pewnie myślicie, że jestem wariatką bo kto normalny cieszyłby się z faktu, że jego życie wisi na włosku i może umrzeć w każdej chwili? Oczywiście po części macie rację, ale nie chodzi mi o to tylko o to, że czegoś się nauczyłam i zmieniłam, nawet chyba na lepsze.
 Po pierwsze nic nie będzie tak jakbyśmy chcieli. Musimy przyjmować wszystko co przygotował dla nas los i w pełni wykorzystać. Nawet jeżeli są to złe dni, trzeba stawić im czoła i starać się zmienić je na lepsze, które przyjdą bo zawsze tak jest. Musi stać się coś złego aby wydarzyło się coś dobrego, po deszczu zawsze wychodzi słońce.
 Po drugie jeżeli się czegoś chce, jak ja chciałam trenować by stać się silniejsza to można to osiągnąć tylko trzeba chcieć i w siebie wierzyć. Może nie jestem jeszcze dobra w te klocki, ale nauczę się, dam radę. Mam w końcu najlepszego trenera jakiego mogłam sobie znaleźć.
 Po trzecie, najlepsze i najważniejsze zawsze pod koniec, ludzie są potworami. Potrafią cie zranić nie mając później żadnego sumienia. Odchodzą, zamieniają cię na lepszy model i niszczą wszystko co was łączyło, zamieniają tym samym każde słowo w kłamstwo. Lecz nie warto się nimi przejmować i tracić na nich czas. Będą inni, lepsi, ci właściwi. 
 Dokładnie tak, myślę teraz o Allanie. Nie porwał mnie i nie próbował spalić żywcem czy nie zepchnął mnie z klifu, ale zranił słowami, które jak się okazuje potrafią być jak sztylet. Niby Louis zrobił to samo, ale w porównaniu do Allana przeprosił i wszystko wytłumaczył. Dlatego mu wybaczyłam i zapomniałam o tym skupiając się na fakcie, że naprawdę mnie kocha a ja jego. Plus czuję, że z nim rozstawać się nie będę musiała bo jest tym właściwym. Mogę teraz leżeć w jego objęciach, czuć jego usta na swoich, patrzeć w jego oczy i słuchać jego głosu...
 Z zamyślenia wyrywa mnie ciche uderzanie w szybę okna. Potrząsam głową i wyrzucam do kosza karteczkę, a raczej krótki liścik, który dostałam kilka minut temu. Był krótki, ale jasny i wyraźny do zrozumienia. Czarne, drukowane i pogrubione litery układały się w dwa zdania, a podpisem był mały rysunek węża.

"WCIĄŻ ŻYJESZ CO ZMUSZA MNIE BY OBJĄĆ INNĄ STRATEGIĘ. POWOLI CIĘ ZNISZCZĘ ZABIJAJĄC KAŻDEGO KTO CIĘ KOCHA I TY JEGO."

 Załamałam się gdy pierwszy raz to przeczytałam. Wszystko szło w tak dobrym kierunku, a ten list zniszczył wszystko. Tak bardzo starałam się aby do tego nie doszło i aby moi bliscy byli bezpieczni lecz nie wyszło.
 Jednakże będę walczyć dalej bo mam o co i nie poddam się. Nawet jeżeli nie zostanie mi nic innego jak dobrowolne oddanie się w ręce Snake'a i śmierć to jestem na to gotowa. Warto oddać życie za osoby, które się kocha.
 Podchodzę do okna i podnoszę je do góry, a po chwili w pokoju znajduje się Louis. Uśmiecha się do mnie szeroko i obejmuje przyciągając do pocałunku, który odwzajemniam również się uśmiechając. Czuję się przy nim naprawdę szczęśliwa i to jedna z tych rzeczy, o które warto walczyć. Jestem pewna, że i on będzie gotów kiedy się dowie, ale jak na razie nie zamierzam psuć nam humoru tylko cieszyć się kolejnym wspólnym wieczorem.

                                                                     ~ † ~

sobota, 5 marca 2016

† Chapter 30 †

                                                          † Lethal Love †

 Siedziałam na tym korytarzu póki nie zjawiła się pielęgniarka z moją mamą, która zaczęła mnie szukać. Kiedy usłyszałam głos mojej matki poderwałam się i dopiero wtedy naprawdę poszłam do toalety zamykając się w jednej z kabin.
- Destiny? - Nie minęła chwila, a moja mama zjawiła się również w toalecie i zaczęła mnie wołać. Nie odpowiedziałam jej więc zaczęła szukać moich neonowych trampek.
- Co się stało, Destiny? - Zapytała ciągnąc za klamkę, która nie ustąpiła.
- Okej, rozumiem. Nie licz na to, że sobie stąd pójdę. - Powiedziała siadając pod drzwiami.
- Jeżeli chodzi o przeprowadzkę to może naprawdę zadecydowałam o tym zbyt pochopnie. Jednakże co innego mam zrobić aby... - Zaczęła ale zaraz wcięłam jej się w zdanie.
- On mnie nie kocha, mamo. - Powiedziałam łamiącym się głosem i zaczęłam ścierać łzy z policzków.
- Kto cię nie kocha, Destiny? - Zapytała spokojnie a potem jej ton zmienił się w pogardę. - Chyba nie myślisz o tym całym Louisie?
- A właśnie, że o nim! - Krzyknęłam obejmując się rękoma. - Kocham go, mamo! A on mnie nie... - Mówiłam załamana coraz bardziej płacząc.
- Och, Destiny kochanie... nie płacz... - Znowu zamieniła się w opiekuńczą matkę. Chyba zrozumiała, że naprawdę mam złamane serce a dobrze wiedziała jak to jest.
 Chłopak, którego kochała zaczął się z nią umawiać aż zaprosił ją na bal i w jego dniu okazało się, że tak naprawdę udał się z kimś innym. Nie przyjechał nawet po nią, czekała na niego godzinę a on się nie zjawił. Zadzwoniła wtedy do mojego taty, który się w niej podkochiwał i zapytała czy zaproszenie jest wciąż aktualne. W drodze na bal obmyślali plan jak zemścić się na tym draniu i podczas koronacji na króla i królową balu wylali na niego poncz. Później spędzili świetnie razem wieczór i kilka kolejnych, aż do tego nieszczęśliwego wypadku. Uśmiechnęłam się na moment przypominając sobie tą historię bo jak dla mnie była i wciąż jest jedną z najlepszych historii miłosnych.
- Skoro nie odwzajemnia twoich uczuć to najwidoczniej nie jest twoim księciem na białym koniu. Ten właściwy najwidoczniej jeszcze do ciebie jeździe i musisz uzbroić się w cierpliwość. Zapewniam cię, że gdy już cię odnajdzie spędzicie razem wiele cudownych chwil jak w bajce. Obiecuję ci to.
- Ale ja chcę aby to on był tym jedynym, mamo...
- Domyślam się, ale nic na to nie można poradzić. Najwidoczniej tak ma być i musisz sobie z tym poradzić. Miłość to jedno z najgorszych ale i najlepszych uczuć. Potrafi być jak letni wiatr, przyjemna ale też jak kula w serce, zabójcza.
- Czemu to musi być kula w serce? - Zapytałam.
- Kochanie, przykro mi z tego powodu. Ale naprawdę obiecuję, że przyjdzie i ta przyjemna. Musisz tylko poczekać, miłości jest cierpliwa i łaskawa.
 Gdy skończyła wstałam i otworzyłam drzwi. Mama także wstała, a wtedy przytuliła mnie i pozwoliła się wypłakać. Pocierała moje plecy i szeptała do ucha, że wszystko będzie dobrze.
- Już lepiej? - Zapytała kiedy się uspokoiłam. Pokiwałam jedynie głową na tak.
- W takim razie wracaj do swojej sali, prześpij się a jutro wrócimy i pojedziemy do domu. - Powiedziała i odprowadziła mnie do mojego pokoju i pożegnała. Wyszła z Georgem i pojechali poszukać jakiegoś motelu do przenocowania.
 Zostałam sama więc przebrałam się w szpitalną piżamę i weszłam do łóżka. Przykryłam się kołdrą i leżałam na prawym boku słuchając kroków, szelestu papierów dochodzących z korytarza czy pikania za ściany póki nie zasnęłam.
 Następnego dnia wypisali mnie ze szpitala i mogłam wrócić do domu. Mój stan się nie pogorszył, wszystko było w najlepszym porządku. Przez całą drogę do Carlisle patrzyłam się w okno, milczałam, a w głowie dalej miałam Louisa i jego słowa. Chciałam o tym zapomnieć, ale się nie dało.
 Kiedy dotarliśmy na miejsce szybko wyszłam z auta i poszłam do swojego pokoju, z którego nie wychodziłam przez kolejne trzy dni. Leżałam w łóżku, oglądałam tv i słuchałam muzyki, która jeszcze bardziej mnie dobijała. Nie chciało mi się jeść, nie rozmawiałam z mamą oraz nie odpisywałam na SMS-y Vivianne, Raven i Liv, automatycznie je kasowałam. Oprócz jednej, która dotyczyła tego czy chcę jechać z Liv i Haydenem na pogrzeb.
 Wypadało mi iść więc wstałam i ogarnęłam się. Założyłam tą samą prostą, czarną sukienkę co na pogrzeb taty oraz baleriny. Do torebki spakowałam chusteczki i klucze. Kiedy usłyszałam klakson pożegnałam się z mamą i wyszłam wsiadając na tył do auta. Olivia odwróciła się do mnie i złapała za rękę. Nie musiała nic mówić, wystarczyło jej smutne spojrzenie i wiedziałam, że wie o tym co Louis mi powiedział. Wiedziałam też, że mi współczuła z tego powodu.
 Nienawidzę pogrzebów, nienawidzę cmentarzy. Każdy płacze bo kogoś stracił, musi patrzeć jak trumna zjeżdża w dół a potem go zakopują. Trzeba się pogodzić z tym, że nigdy już się tej osoby nie zobaczy i uśmiechu, nie usłyszy się głosu, nie poczuje się dotyku.
 Pogrzeb Etahan'a nie różnił się niczym, przyjaciele i rodzina stali i płakali. Jedni już od razu inni próbowali zgrywać twardzieli i dopiero z czasem z ich oczu poleciały łzy. Najbardziej jednak płakała jego matka i to jej widok mnie złamał. Była cała roztrzęsiona, wciąż powtarzała, że to nie możliwe, że jej syn nie żyje i ledwo stała. Na szczęście Pan Jones podtrzymywał ją, pozwalał wypłakać się w marynarkę. Tak samo Hayden użyczył swojego ramienia Liv i inni mężczyźni swoim żonom. Ja musiałam wyciągać chusteczki. Podobnie Raven, która stała po mojej lewej, a Louis zaraz obok niej. Jego obecność i fakt, że stoi tak blisko oraz słowa, które znowu wróciły, że to ja jestem winna śmierci Etahana spowodowały, że nie wytrzymałam i odwróciłam się odchodząc z płaczem.
 Wróciłam do domu, zdjęłam sukienkę i cisnęłam ją w kąt. Założyłam dresy i położyłam do łóżka z zamiarem ponownego nie opuszczania go a tym bardziej domu. Lecz dzwonek do drzwi około pierwszej zepsuł moje plany. Musiałam iść zobaczyć kto się dobija bo mama pracowała i byłam sama.
 Kiedy zobaczyłam przez judasza kto stoi po drugiej stronie wciągnęłam gwałtownie powietrze robiąc krok w tył. Złapałam się za głowę kręcąc nią gdyż to nie mogła być prawda, że Louis stoi właśnie pod moimi drzwiami. Na pewno mi się wydawało a jeżeli nie to czego on tu chce? Czy czasem nie jestem dla niego zbyt nudna?
- Destiny, wiem, że tam jesteś. - Powiedział z lekką obawą w głosie. 
- Proszę, otwórz mi. Chcę cię przeprosić i... powiedzieć coś jeszcze... - Nastała cisza, w której nie zamierzałam otwierać mu drzwi gdyż po prostu nie byłam gotowa na rozmowę z nim i przeprosiny. Czemu w ogóle niby miałby chcieć mnie przepraszać? Nic nie warte osoby, które są odpowiedzialne za śmierć twojego przyjaciela nie zasługują na przeprosiny.
- Okej, nie muszę cię widzieć. Po prostu stój tam i słuchaj tego co mam ci do powiedzenia, zgoda? - Zacisnęłam oczy i pięści opierając czoło o drzwi wciąż nic nie mówiąc. Moje milczenie wziął za tak i miał w sumie racje bo zamierzałam dalej tu stać jak wryta. Jakoś nie mogłam odwrócić się i odejść, coś mnie zatrzymywało.
- Szczerze przez kilka nocy myślałem nad tym co ci powiem i też zbierałem się na odwagę.. ale teraz totalnie wszystkiego zapomniałem i ręce strasznie mi się pocą... - Louis zaśmiał się nerwowo. 
- Chyba powinienem zacząć od tego, że kłamałem. Tego dnia w szpitalu, kiedy powiedziałem tyle okropnych rzeczy o tobie, a ty uwierzyłaś. Przepraszam za to tak strasznie, ale ja nie miałem innego wyboru, musiałem to zrobić. Po prostu nie jestem wstanie przeżyć straty kolejnej ważnej dla mnie osoby. Straciłem ich zbyt wiele i za każdym razem czułem się jakby wyrwano mi cząstkę serca. - Jego słowa wprawiają mnie w totalne osłupienie. On mówi poważnie? Jestem ważna?
- Za wszystkim oczywiście stał nie kto inny jak Snake, jest potworem którego znam dobrze jako jedyny i dlatego pewnie jeszcze żyję. Zawsze znajdę sposób aby go pokonać i uda mi się to no ale dobra zbaczam z toru. Chodzi o to, że wiedząc o tym co do ciebie czuję.. a czuje coś i to jest silne... on mógłby to wykorzystać, nie chciałem tego, zrozum... - Świetnie rozumiałam. Miłość to silne uczucie, broń, pułapka i z nią trzeba ostrożnie. Lecz czy on naprawdę powiedział że coś do mnie czuje i to jest silne? 
- Pewnie mi nie wierzysz dalej, że coś do ciebie czuje po tych słowach w szpitalu... ale to naprawdę były kłamstwa. Jesteś w moim typie i to cholernie bardzo. Pociągasz mnie pod każdym względem, nawet nie wiesz ile razy musiałem się powstrzymać. Zacząłem więcej palić, nie mogłem spać a czasami nawet kiedy nie byłem wstanie spać musiałem odreagować i uderzałem w co popadnie... - Robi krótką pauzę po czym dalej kontynuuje. - Niby chłopaki nie płaczą, ale to nieprawda. Płakałem bo cierpiałem gdyż nie mogłem pozwolić na to abyś się we mnie zakochała ani ja w tobie. Chciałem cię nienawidzić lecz im bardziej próbowałem tym bardziej cię kochałem i było mi ciężej. Czasami nie dawałem rady i na przykład na wyjeździe kiedy prosiłaś abym został  to zostałem wiesz? Ale nie znowu nie spałem, nie mogłem gdy wciąż byłaś w moje głowie. Patrzyłem więc jak dzień nadchodzi i jak słodko śpisz. Potem nadeszła fala smutku że nie mogę pozwolić cie na trzymanie w ramionach... cholera... - głos przy końcu zaczął mu się łamać i byłam pewna że i on płacze tak jak ja.
 Nie mogłam w to uwierzyć. Po prostu... on naprawdę mnie kocha. Musiał tyle znieść bo bał się o mnie, że da łatwy sposób Snake'owi na to by mnie zabił przez co cierpiał bardziej ode mnie. 
- Powiedziałem już chyba wszystko co chciałem, przynajmniej nic więcej nie przychodzi mi na myśl. Och nie, jeszcze kwestia śmierci Ethana. To nie była twoja wina lecz wręcz przeciwnie, to ja nawaliłem. Powiedziałem to bo zostały mi tylko słowa, które są najmocniejsze. Tylko one mogły sprawić, że znienawidzę ciebie tak jak ty mnie. Lecz widząc jak płaczesz i to przeze mnie, a potem odtwarzając to w mojej pamięci... Ja już nie dałem rady i musiałem dziś do ciebie przyjść, wyrzucić to z siebie. Ułożyło mi choć nie do końca. Chciałbym abyś coś powiedziała... cokolwiek. Proszę...
 Zapadła cisza, w której słyszałam swój szloch i ciche szeptanie Louisa, który zamierzał tu stać póki nie odezwę się. Otarłam więc łzy i powoli otworzyłam drzwi stając z nim twarzą w twarz. Spojrzałam pierw na jego twarz i tak jak myślałam również płakał. Potem przeniosłam wzrok na wielki bukiet róż, który trzymał w rękach i uśmiechnęłam się znowu przenosząc wzrok na jego twarz.
- Naprawdę? - Zapytałam mimo to że wierzyłam mu już w stu procentach to chciałam jeszcze raz usłyszeć potwierdzenie.
- Tak, naprawdę i cholera tak bardzo chcę cię teraz wreszcie pocałować.
- To na co czekasz? Całuj mnie. - Wzruszyłam ramionami szczęśliwa ocierając z policzka ostatnią łzę.
 Louis pokonał jednym krokiem odległość która nas dzieliła wcześniej rzucając kwiaty na bok. Złapał mnie jedną ręką w pasie a drugą położył na moim policzku odgarniając lekko włosy i nachylił się przyciskając swoje usta do moich. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a palce wsunęłam w jego włosy.
 Najpierw pocałował mnie powoli, łagodnie przez co cała się w środku rozpływałam, to naprawdę się działo! Później pocałunek stał się bardziej namiętny i wilgotny, delikatność zniknęła. Przejechał językiem po moich wargach, potem dotknął nim mojego języka a ja otworzyłam usta i przywarłam do niego mocniej.
 Rozkoszowaliśmy się tym doznaniem, na które tak długo czekaliśmy. Marzyliśmy o tym każdej nocy i pragnęliśmy tego jednocześnie próbując zaprzeczyć, że tak nie jest i oszukać własne uczucia.
- Kocham cię, Louis - Wyznałam kiedy się od siebie odsunęliśmy. Oparłam czoło o jego łapiąc oddech.
- I ja ciebie też kocham, Destiny. Odkąd zobaczyłem cię pierwszy raz w klubie.

                                                           KONIEC
                                                         jak na razie...
                                     
                                                               ~†~
Czeka was jeszcze epilog oraz w dalszej trochę przyszłości informacja co do drugiej części! Proszę także by każdy kto czytał Lethal Love skomentował ten rozdział. Chciałabym zobaczyć ile was tu naprawdę było oraz poznać wasze emocje co do całej części i do oczekiwań do drugiej! Kocham was i dziękuję za ten czas! Jesteście wielcy!