sobota, 19 marca 2016

† Epilog †

 Ostatnie pięć miesięcy były pełne wrażeń oraz sytuacji których się nie spodziewałam, nigdy o nich bym nie pomyślała. Mimo wszystko nie żałuję ich przez co pewnie myślicie, że jestem wariatką bo kto normalny cieszyłby się z faktu, że jego życie wisi na włosku i może umrzeć w każdej chwili? Oczywiście po części macie rację, ale nie chodzi mi o to tylko o to, że czegoś się nauczyłam i zmieniłam, nawet chyba na lepsze.
 Po pierwsze nic nie będzie tak jakbyśmy chcieli. Musimy przyjmować wszystko co przygotował dla nas los i w pełni wykorzystać. Nawet jeżeli są to złe dni, trzeba stawić im czoła i starać się zmienić je na lepsze, które przyjdą bo zawsze tak jest. Musi stać się coś złego aby wydarzyło się coś dobrego, po deszczu zawsze wychodzi słońce.
 Po drugie jeżeli się czegoś chce, jak ja chciałam trenować by stać się silniejsza to można to osiągnąć tylko trzeba chcieć i w siebie wierzyć. Może nie jestem jeszcze dobra w te klocki, ale nauczę się, dam radę. Mam w końcu najlepszego trenera jakiego mogłam sobie znaleźć.
 Po trzecie, najlepsze i najważniejsze zawsze pod koniec, ludzie są potworami. Potrafią cie zranić nie mając później żadnego sumienia. Odchodzą, zamieniają cię na lepszy model i niszczą wszystko co was łączyło, zamieniają tym samym każde słowo w kłamstwo. Lecz nie warto się nimi przejmować i tracić na nich czas. Będą inni, lepsi, ci właściwi. 
 Dokładnie tak, myślę teraz o Allanie. Nie porwał mnie i nie próbował spalić żywcem czy nie zepchnął mnie z klifu, ale zranił słowami, które jak się okazuje potrafią być jak sztylet. Niby Louis zrobił to samo, ale w porównaniu do Allana przeprosił i wszystko wytłumaczył. Dlatego mu wybaczyłam i zapomniałam o tym skupiając się na fakcie, że naprawdę mnie kocha a ja jego. Plus czuję, że z nim rozstawać się nie będę musiała bo jest tym właściwym. Mogę teraz leżeć w jego objęciach, czuć jego usta na swoich, patrzeć w jego oczy i słuchać jego głosu...
 Z zamyślenia wyrywa mnie ciche uderzanie w szybę okna. Potrząsam głową i wyrzucam do kosza karteczkę, a raczej krótki liścik, który dostałam kilka minut temu. Był krótki, ale jasny i wyraźny do zrozumienia. Czarne, drukowane i pogrubione litery układały się w dwa zdania, a podpisem był mały rysunek węża.

"WCIĄŻ ŻYJESZ CO ZMUSZA MNIE BY OBJĄĆ INNĄ STRATEGIĘ. POWOLI CIĘ ZNISZCZĘ ZABIJAJĄC KAŻDEGO KTO CIĘ KOCHA I TY JEGO."

 Załamałam się gdy pierwszy raz to przeczytałam. Wszystko szło w tak dobrym kierunku, a ten list zniszczył wszystko. Tak bardzo starałam się aby do tego nie doszło i aby moi bliscy byli bezpieczni lecz nie wyszło.
 Jednakże będę walczyć dalej bo mam o co i nie poddam się. Nawet jeżeli nie zostanie mi nic innego jak dobrowolne oddanie się w ręce Snake'a i śmierć to jestem na to gotowa. Warto oddać życie za osoby, które się kocha.
 Podchodzę do okna i podnoszę je do góry, a po chwili w pokoju znajduje się Louis. Uśmiecha się do mnie szeroko i obejmuje przyciągając do pocałunku, który odwzajemniam również się uśmiechając. Czuję się przy nim naprawdę szczęśliwa i to jedna z tych rzeczy, o które warto walczyć. Jestem pewna, że i on będzie gotów kiedy się dowie, ale jak na razie nie zamierzam psuć nam humoru tylko cieszyć się kolejnym wspólnym wieczorem.

                                                                     ~ † ~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz