piątek, 9 września 2016

† Chapter 3 †

                                                      † Slaves Love †

Nadszedł piątek, a wraz z nim moja pierwsza randka z Louisem, który się spóźniał. Miał być o ósmej i wysłać mi SMS-a, że już czeka i mogę zejść. Tymczasem było już dziesięć po ósmej wieczorem a ja cała zestresowana siedziałam przed toaletką tupiąc o podłogę szpilką i wpatrywałam się w mój telefon z niecierpliwością. Jeszcze trochę a zaczęłabym obgryzać paznokcie albo zlizywać czerwoną szminkę z ust.
 W końcu po pięciu minutach rozległ się dźwięk przychodzącego SMS-a, przestraszona nagłym dźwiękiem aż podskoczyłam. Wzięłam telefon do trzęsących się rąk i odpisałam mu, że zaraz będę. Bałam się, że coś mu się stało albo wcale nie chciał iść ze mną na randkę bo dalej mnie nienawidził i to wszystko sobie przyśniłam.
Spojrzałam po raz ostatni na swoje odbicie w lustrze upewniając się, że wyglądam dobrze po czym wzięłam torebkę i poszłam do pokoju mamy.
- Wychodzę. Będę tak jak kazałaś, równo o jedenastej – oznajmiłam stając w progu jej pokoju.
- Pięknie wyglądasz – skomplementowała mnie przenosząc wzrok z książki, którą czytała na mnie. – Baw się dobrze.
- Dzięki. – Uśmiechnęłam się lekko i gdy odwzajemniła gest odwróciłam się w kierunku schodów. Szpilki, które były tak samo czarne jak sukienka z wycięciami na brzuchu i dekolcie stukały kiedy schodziłam po stopniach. Kiedy byłam już na dole założyłam jeszcze beżowy płaszcz i wyszłam z domu.
Otuliło mnie chłodne jesienne powietrze gdy zaczęłam iść na koniec ulicy. Panował półmrok i paliły się latarnie, a pod jedną z nich stał do mnie tyłem Louis i palił papierosa. Kiedy usłyszał, że się zbliżam rzucił go na chodnik, zdeptał i się do mnie odwrócił.
- W tej dzielnicy raczej dziwki nie spotkasz – powiedziałam przystając i zmierzyłam go wzrokiem. Miał zaczesane do tyłu włosy oraz ogolił się przez co wyglądał jakby był dwa lata ode mnie młodszy, a nie starszy. Tatuaże były ukryte pod czarnym garniturem, tylko widoczne były te na szyi.
- Szkoda, byłem gotowy zapłacić sporą sumę – odpowiedział i szybko pokonał dzielącą nas odległość zaledwie dwóch kroków. Położył ręce na moich biodrach i przyłożył usta do moich. Zarzuciłam mu ręce na szyję i odpowiedziałam mu na pocałunek, który był delikatny i czuły. Bił od niego zapach perfum i dopiero co spalonego papierosa.
- Ślicznie wyglądasz – szepnął kiedy się od siebie odsunęliśmy.
- Tobie też do twarzy z czerwonym kolorem na ustach. – Zachichotałam i sięgnęłam do torebki po chusteczkę.
- Dzięki. – Odebrał chusteczkę i starł moją szminkę ze swoich ust.
- Gdzie byłeś tyle czasu, zaczynałam się martwić – powiedziałam podchodząc do drzwi od strony pasażera i wsiadłam do jego auta. On zrobił to samo od strony kierowcy.
- Musiałem sprawdzić czy wszystko jest gotowe, wybacz. – Odpalił silnik i ruszyliśmy.
- Właśnie, powiesz mi wreszcie gdzie mnie zabierasz? – zapytałam. Mimo, że męczyłam go ciągle tym pytaniem przez tydzień on zupełnie nic mi nie powiedział.
- Nie. – Uśmiechnął się i spojrzał na mnie. Spoglądałam na niego spod przymrużonych powiek.
- Dlaczego, przecież za chwilę i tak się dowiem.
- Ponieważ, jak to sama ujęłaś, zaraz się dowiesz. Wytrzymasz. – Położył mi dłoń na kolanie wciąż się uśmiechając. Tymczasem ja prychnęłam i wyjęłam szminkę aby poprawić usta.
Dojechaliśmy na miejsce po dziesięciu minutach. Świetnie znałam tą okolice i nie mogłam w to uwierzyć, że mnie tutaj zabrał. Kiedy ostatni raz tu byłam nabyłam nieprzyjemnych wspomnień ale teraz czułam, że zastąpię je naprawdę przyjemnymi.
 Mianowicie znaleźliśmy się pod Notte Club, który należał do Louisa. Wciśnięty był między budynkami, które znajdowały się w najbardziej obskurnej dzielnicy Carlisle. Neonowy szyld z nazwą świecił się równie mocno co poprzednio. Nie dobiegała ze środka muzyka, było wyjątkowo cicho, żadnej żywej duszy dookoła a okna były zasłonięte przez żaluzje.
 Trzymając się za ręce weszliśmy do środka. Louis odebrał ode mnie płaszcz i zawiesił na stojaku. Zauważyłam wtedy, że się stresuje oraz także małe zmiany w wystroju wnętrza. Pod sufitem oraz wokół blatu baru były zamontowane małe lampki. Na środku parkietu stały krzesła przy okrągłym stoliku z białym obrusem, sztućcami i wazonem z jedną różą.
- Witamy w naszej restaurante, señora. – Nagle pojawił się Hayden wyjeżdżając z zaplecza na rolkach. Miał zawiązany w pasie biały fartuch, w ręce miał menu a nad górną wargą doklejony wąsik na co nie umiałam powstrzymać chichotu. Kątem oka zauważyłam, że Louis także się uśmiechnął a jego zdenerwowanie na chwilę zniknęło.
- Recomiendo danie główne – powiedział wręczając nam do ręki menu. Mrugnął do mnie po czym zniknął.
Podeszliśmy do stolika gdzie Louis odsunął dla mnie krzesło po czym usiadł naprzeciw mnie.
- Wiem, że nie tego oczekiwałaś tylko myślałaś pewnie o prawdziwej, pięciogwiazdkowej restauracji kiedy powiedziałem abyś ubrała się elegancko – zaczął mówić i gestem ręki pokazał mi abym mu nie przerywała więc pozwoliłam mu dokończyć. – Niestety nie stać mnie na kolację w takim miejscu, może pewnego dnia mi się uda ale na chwilę obecną stać mnie jedynie na to co widzisz. Mam nadzieję, że ci to odpowiada.
- Louis.. – Położyłam dłoń na jego i splotłam nasze palce. – To jest dużo lepsze bo włożyłeś w to całe swoje serce. Odpowiada mi bardzo, wręcz jestem wzruszona tym gestem. Żaden z chłopaków, z którymi się umawiałam nie zabrał mnie na taką randkę.
- No cóż, spotykałaś się z samymi palantami – wtrącił wzruszając ramionami z uśmiechem.
- Masz rację – zgodziłam się z nim i odwzajemniłam uśmiech. – Po za tym w restauracji kilkanaście par oczu by nam się przypatrywało, a tak jesteśmy tylko my.
 Potarłam kciukiem jego wierzch dłoni. Chciał coś powiedzieć lecz znowu pojawił się Hayden.
- Czy mogę już odebrać wasze orden? – zapytał. W ręce trzymał długopis i mały notatnik.
- Um… tak… - powiedziałam puszczając dłoń Louisa i otworzyłam menu z zamiarem zamówienia pierwszego lepszego dania, na które padnie mój wzrok. Kiedy otworzyłam kartę okazało się, że nie miałam nawet w czym wybierać na chybił trafił gdyż istniała tylko jedna pozycja.
– Poproszę spaghetti – powiedziałam.
- Coś do picia? – zapytał ponownie, a ja przeniosłam wzrok na drugą stronę karty.
- Colę – odpowiedziałam zamykając menu. Rodzaj napoju był tak samo jedyny jak danie.
- To samo – powiedział Louis oddając mu nasze menu.
- Mają tutaj strasznie duży wybór – powiedziałam kiedy Hayden odjechał.
- Raven zachorowała, a zdolności kucharskie Olivii i Haydena są ograniczone – wyjaśnił Louis śmiejąc się.
- A co z twoim talentem kucharskim? – zapytałam wtórując mu śmiechem.
- Nie istnieje. – Pokręcił przecząco głową opierając brodę na złożonych dłoniach.
- Na pewno umiesz coś ugotować.
- Uwierz, że nie.
- Mama cię niczego nie nauczyła? – zapytałam. Louis spiął się jak zawsze kiedy wspominałam o jego rodzinie i jego blask z oczu wygasał.
- Nie – odpowiedział stanowczo nie dodając nic więcej co oznaczało, że temat był skończony. Nie ciągnęłam go dalej bo wiedziałam, że nie lubi i nie chce rozmawiać o swoich bliskich. Nie powiedział mi czemu konkretnie, tylko po prostu wyraźnie powiedział nie i koniec. Kropka. Posłuchałam i starałam się nie wspominać mu o nich ale czasami mi się nie udawało, tak jak teraz.
Znalazłam nam jednakże inny, potem pojawiły się kolejne a w między czasie Hayden przyniósł nam jedzenie i muszę przyznać, że spaghetti było naprawdę pyszne. Później przyniósł na deser tiramisu i jedliśmy je wspólnie z jednego talerza co doprowadziło do walki o ostatni kawałek.
Kiedy o około dziesiątej Olivia i Hayden zostawili nas zupełnie samych, Louis podszedł do odtwarzacza muzyki, który stał na scenie i włączył go. Do moich uszu dobiegły pierwsze dźwięki piosenki Guns N' Roses - Don't Cry.
- Mogę prosić do tańca? – zapytał Louis wyciągając do mnie dłoń.
- Poczekaj chwilę – odpowiedziałam. Zdjęłam szpilki, które mi już dokuczały i w których byłam od niego trochę wyższa po czym chwyciłam jego dłoń. Oplotłam go rękoma wokół szyi, a on objął mnie w pasie i zakręcił nami dookoła na co zachichotałam. Stanęłam mu później na butach i głowę położyłam na jego ramieniu zamykając oczy. Zaczęliśmy kołysać się w wolny rytm piosenki.
- Don't you cry tonight. I still love you, baby – szepnął mi do ucha Louis w tym samym czasie co zaśpiewał to Axl Rose. Zrozumiałam w tym momencie, że nie bez powodu to właśnie ten utwór puścił.
Gdy dowiedziałam się o przeprowadzce nie było wieczoru żebym nie płakała lub nie mogła spać. Tak bardzo mnie przytłaczały liściki od Snake’a i widok mamy przeglądającej ofertę mieszkaniową, że nie umiałam się powstrzymać od płaczu, znaleźć w sobie siły. Louis to zauważył i zaproponował, że będzie do mnie wpadać wieczorem. Zabierał ze sobą drabinę i wspinał się do mnie do pokoju. Kładł się obok na łóżku i zamykał w uścisku, w którym czułam się bezpieczna. Gładził moje plecy i włosy póki nie zasnęłam, a później nad ranem znikał.
Dzisiaj nie uroniłam ani jednej łzy, wręcz przeciwnie. Nie mogłam przestać się śmiać, wciąż bolą mnie policzki i brzuch.
- Give me a kiss before you tell me goodbye – zaśpiewał znowu ujmując mój podbródek po czym pocałował mnie. Jego jedna ręka spoczywała pod moimi plecami, a druga wsunęła się w moje włosy. Jego usta były miękkie, a pocałunki nieśpiesznie. Składał powolne i lekkie pocałunki na moich ustach, które były wyznaniem tego jak bardzo mnie kochał i jak ważna dla niego byłam.
Gdy się od siebie oderwaliśmy oparłam swoje czoło o jego i pogładziłam dłonią jego policzek.
- Jesteś najlepszy, wiesz o tym? – zapytałam szepcząc.
- Oczywiście, że wiem – odpowiedział po czym znowu mnie pocałował ale tym razem bardziej namiętnie.
 Pod moim domem byliśmy dziesięć minut przed jedenastą. Moja mama siedziała w kuchni pijąc herbatę już przebrana w swoją piżamę aby tylko gdy się pojawię od razu iść spać.
- I jak było? – zapytała gdy weszłam do środka.
- Nie obraź się, ale opowiem ci jutro. Jestem padnięta i nie marzę o niczym innym jak o moim łóżku – odpowiedziałam wchodząc po schodach na górę.
- W takim razie dobranoc, Destiny – powiedziała kierując się do swojej sypialni.
- Dobranoc, mamo - odpowiedziałam jej wchodząc do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi i opadłam na łóżko wzdychając z uśmiechem na twarzy, który wywołały przywołane ponownie wspomnienia z dzisiejszego wieczoru. To był naprawdę udany wypad, na pewno go nie zapomnę i będę często wspominać. Może niedługo znowu pójdziemy z Louisem na randkę, na przykład do kina na jakiś romans, komedie lub horror. Byłoby cudowanie.
Po chwili zerwałam się i udałam w kierunku łazienki z zamiarem wskoczenia pod prysznic. Lecz spadło to na drugi tor gdy mój wzrok skierowałam na lustro.
Wisiała na nim mała karteczka, a obok zostało narysowane serce czerwoną szminką. Ten obraz spowodował, że nogi wrosły mi w ziemie, zamarłam. Ręce podniosłam do ust, które ułożyły się w literkę "o", tym samym zakrywając je.
Snake kogoś porwał, a przede mną była pierwsza wskazówka. Wykorzystał on moją chwilę nie uwagi i uderzył. Znowu zapomniałam o tym w jaki sposób on działa, że czai się w ukryciu i gdy odwracasz wzrok atakuje.
Mogłam nie iść na tą randkę. Nie wiem co ja sobie myślałam, że Snake rozmyśli się wiedząc o naszej randce i jeszcze nam ślub zaraz wyprawi? Przez to, że jestem zapominalska ktoś teraz cierpiał, ktoś kogo kochałam. Tylko kto?
Oderwałam kawałek papieru trzęsącą się ręką a potem przeczytałam jego zawartość.

W SAMYM SERCU SIĘ ZNAJDUJE OSOBA BLISKA TOBIE.
WIELE LAT ZA SOBĄ MACIE SPĘDZONYCH NA KŁÓTNI I ZABAWIE.
JEJ CIAŁO NIEDŁUGO ZOSTANIE SPRZEDANE.

                                                                   ~†~

4 komentarze:

  1. O mój Boże, jaki z niego bydlak!!! :'(
    Ona musi w końcu powiedzieć o tym Lou!!!
    Czekam na kolejny rozdział, wspaniały ♥ randka była cudowna i romantyczna ^^ ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę przyznać, że bardzo wciągnęłam się w czytanie. Wyłapałam parę błędów językowych, ale nie będę się czepiać.
    Szczerze nie mogę doczekać się dalszych rozdziałów, ale cały czas mam wrażenie, że nie do końca rozumiem co się dzieje...- Jestem chora także to pewnie dlatego :/.
    Kiedy wyzdrowieję przeczytam wszystko na spokojnie od początku, tymczasem mam nadzieję, że nowy rozdział pojawi się niedługo :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Super czekam na next

    OdpowiedzUsuń