piątek, 7 października 2016

† Chapter 5 †

                                                      † Slaves Love †

Rozległ się dźwięk mojego budzika, który od poniedziałku do piątku pilnował abym nie zaspała na lekcje w szkole. Tym razem była sobota i dzwonił aby przypomnieć mi, że mam zadanie do wykonania. Musiałam skłamać matce Vivianne i mojej, że uciekła z Michaelem a potem szybko dołączyć do Louisa aby polecieć do Londynu. Tam wydostać moją przyjaciółkę z klubu gdzie miała zostać sprzedana jakiemuś gościowi, który wyłoży za nią najwięcej kasy i sprowadzić z powrotem do Carlisle. Bułka z masłem.
Od razu wstałam i poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Czerwone serce, które wczoraj było namalowane na lustrze już zniknęło ale wciąż siedziało w mojej głowie i widziałam je przed oczyma. Ciągle od nowa odtwarzało się i nie dawało spokoju.
Później spakowałam do plecaka kilka ubrań, kosmetyczkę oraz dokumenty i zbiegłam na dół aby zjeść śniadanie, którym pyły czekoladowe płatki.
Kiedy siedziałam tak jedząc i tupiąc nerwowo nogą a także wpatrując się intensywnie w zegar i obliczając ile godzin mi zostało do kuchni weszła moja mama. Od razu moja noga zamarła a wzrok skupił na misce i powoli podniósł na mamę, która podeszła do kuchenki aby wstawić wodę w czajniku.
- Cześć, mamo – powiedziałam witając się z nią.
- Dzień dobry, córeczko. Jak się spało? – zapytała wyjmując kubek i wsypując do niego kawę.
- Świetnie, a tobie? –odpowiedziałam. Starałam się wyglądać i brzmieć jakbym naprawdę zaczynała zwyczajny poranek a nie wyruszała na misję ratunkową do stolicy.
- Bywało lepiej. – Wzruszyła ramionami idąc do krzesła naprzeciwko mnie z kubkiem kawy w ręce. - No ale skoro już wstałaś to możesz powiedzieć w końcu swojej ciekawskiej matce jak było na randce.
- Może później? – zapytałam wstając aby odłożyć pustą miskę do zlewu.
- Czekałam całą noc, nie każ mi dłużej czekać! – powiedziała zatrzymując się aby spojrzeć na mnie.
- Wybacz, ale umówiłam się z Vivianne. Będę koło południa – oznajmiłam. Pocałowałam ją w policzek na pożegnanie i wyszłam z kuchni do przedpokoju. Tam chwyciłam za plecak, który zarzuciłam na ramiona i udałam się do domu Vivi.
Gdy tam dotarłam, zapukałam kilkakrotnie w drzwi czekając aż ujrzę Panią Clive. Nie musiałam na szczęście długo czekać. Od razu gdy przestałam uderzać usłyszałam jak stukają jej szpilki o podłogę i chwilę później ujrzałam mamę Vivianne w drzwiach. W porównaniu do mojej mamy, która siedziała teraz w salonie w szlafroku i oglądała program poranny Jennifer Clive była już elegancko ubrana, umalowana i uczesana. Gotowa sprzedawać kosmetyki i zarobić na nich jak najwięcej.
- Dzień dobry, proszę Pani – powiedziałam zanim ona zdążyła pierwsza się odezwać.
- Witaj, Destiny – powiedziała uprzejmie i uśmiechnęła się do mnie ciepło.  - Zgaduję, że przyszłaś do mojej córki.
- Tak, zgadza się. – Skinęłam na potwierdzenie jej słów głową.
- Niestety nie ma jej. Zakładam, że została na noc u Michaela.
- Och nie… - Zrobiłam krok w tył i przyłożyłam jedną dłoń do ust.
- Coś się stało? – zapytała marszcząc idealnie wyskubane brwi.
- Tak… to znaczy… - Zaczęłam się jąkać, a potem wyznałam z trudem.  – Myślę, że Vivianne nie wróci.
- Jak to? Stało jej się coś? – Pani Clive od razu zaczęła panikować, martwić się.
- Ona… ona mówiła mi, że zamierza uciec z Michaelem… Ja… ja starałam się ją przekonać aby tego nie robiła. Myślałam, że mi się udało ją przekonać, ale najwidoczniej nie. – Kłamałam ale myślałam o tym co tak naprawdę ją spotkało. Aż zebrały mi sie łzy w oczach.
- Vivianne nigdy by tego nie zrobiła! – zaprzeczyła stanowczo. Była taka pewna, że córka kocha swój dom, rodziców i życie, że nigdy przez głowę nie przeszła jej myśl o tym, że córka mogłaby ich opuścić nie zostawiając żadnej wiadomości o tym co zrobiła.
Jednakże ja ją znałam lepiej od jej własnej matki. Wiedziałam, że mimo iż interesuje się modą to nienawidziła tego, że matka zamiast zabierać ją na koncerty lub do kina zaciągała ją do galerii i salonów kosmetycznych gdy tylko skończyła dwanaście lat.
 Dalej tego nie lubi i woli iść do tych miejsc ze mną bo wie, że nie zacznę zwracać jej uwagi na temat jej wyglądu i doradzać, że powinna coś w sobie zmienić. Pozwalam być jej sobą, dokonywać zmian takich jakich ona sama chce i wybierać to, co jej się podoba oraz wspieram ją w tym.
- Jednak chyba tak, ale proszę się nie martwić. Wiem gdzie są, znajdę ich i przemówię do rozsądku. Vivianne wróci do domu – powiedziałam zrywając się do biegu.
- Poczekaj! Może lepiej zadzwonię na policję! – wybiegła kawałek ale nie ruszyła za mną.
- Nie trzeba! Poradzę sobie! Proszę tylko powiedzieć o tym mojej mamie! – odkrzyknęłam nie odwracając się do niej tylko dalej biegnąc przed siebie jak najszybciej.
 Biegłam oczywiście na koniec ulicy gdzie miał czekać Louis. Ostatnim razem gdy przemierzałam ten odcinek biegiem mało nie wyplułam płuc lecz tym razem moja kondycja była znacznie lepsza i gdy wsiadłam do minivana miałam jedynie małą zadyszkę.
- Wszystko poszło gładko, żadnych problemów – oznajmiłam zapinając pasy. Louis tylko skinął głową ruszając z piskiem opon w kierunku lotniska. – O której mamy samolot?
- Startuje dziesięć minut po dwunastej – odpowiedział na moje pytanie siedzący z tyłu Hayden. Odwróciłam głowę i ujrzałam go oraz siedzącą obok niego Olivię, która od razu mnie powitała szerokim uśmiechem.
- Cześć, Destiny. Jak się masz? – zapytała Liv.
- Źle, szczerze mówiąc – odpowiedziałam jej.
- Tak mi przykro, naprawdę. – Złapała mnie za dłoń i ścisnęła ją. – Lecz wierzę, że uda nam się ją stamtąd wydostać.
– Obyś miała rację. – Uśmiechnęłam się do niej lekko po czym mój wzrok powędrował do chłopaka, który siedział obok niej. Miał ciemne oczy, dłuższe włosy, które związał w kitkę i lekki zarost oraz posiadał masę tatuaży na rękach, które widziałam dzięki jego bluzce na ramiączkach.
- Hej, Seth – powiedziałam witając się z nim. Poznałam go gdy Louis zabrał mnie do pokoju z monitoringiem, to on wszystkim dowodził.
-Siema – odpowiedział uśmiechając się do mnie. – Powinnaś jej uwierzyć. Mamy dobry plan.
- Właśnie, chcecie mnie wtajemniczyć? – zapytałam odwracając wzrok na Louisa, który nic nie mówił, był skupiony na drodze i miał worki pod oczami. Spał pewnie zaledwie z trzy godziny, albo wcale.
- W Londynie czekają na nas zaprzyjaźnieni ludzie– odpowiedział mi Seth. - Zabiorą was do swojej kryjówki i dadzą potrzebny sprzęt. Ja pojadę pod klub Libertine aby podłączyć się do ich kamer i sprawdzić, w którym pokoju znajduje się Vivianne.
- Będziemy musieli się też  przebrać. W coś bardziej eleganckiego… seksownego – powiedziała Olivia. Zdałam sobie sprawę z tego, że wzięłam ze sobą same ciemne ubrania, które na pewno nie były seksowne.
- Następnie w odstępach czasu wejdziemy po kolei do środka – kontynuował Seth. – Rozdzielimy się. Liv i Hayden będą szukać twojej przyjaciółki podczas gdy ty i Louis pójdziecie do szefa aby nie miał podejrzeń, że coś robimy. Będziecie starać się wykupić od niego Vivianne. Kiedy ją znajdziemy dam znać Louisowi, że jest bezpieczna i możecie opuścić budynek. Powiem wam też kiedy jednak coś pójdzie nie tak gdyż udam się do punktu obserwującego. 
- Po drodze pewnie spotka się kilku ochroniarzy ale skopie się im tyłek – powiedział Hayden uśmiechając się szeroko.
- Jak powiesz o wszystkim Louisowi? – zapytałam.
- Będę miał pluskwę w uchu – odezwał się Louis a ja pokiwałam głową aby pokazać, że rozumiem.
- Wydaje się, że macie rację i jest to dobry plan – powiedziałam kiedy wszystko sobie jeszcze raz szybko przeanalizowałam próbując znaleźć jakąś lukę, ale nie udało mi się. Oni znali się lepiej na zasadach tego mrocznego świata i musiałam im zaufać, że wybrali najlepszą opcję spośród możliwych mimo iż mieli niewiele czasu na przedyskutowanie tego.
- Mówiłem – powiedział uśmiechając się zadowolony z tego, że miał racje Seth.
Kiedy zjawiliśmy się na lotnisku każdy na nas podejrzliwie spoglądał. W niektórych oczach widziałam strach a z innych pałała nienawiść i pogarda. Gdyby wiedzieli tylko, że tak naprawdę działaliśmy po stronie dobra i ludzie Louisa starają się ochronić tych wszystkich ludzi oraz ich dzieci przed grupą Snake’a na pewno zmieniliby swoje poglądy tak jak ja to zrobiłam.
Podczas odprawy dokładnie nas przeszukali. Żadne z nas nie zabrało broni bo jak powiedział Seth mieliśmy ją otrzymać na miejscu więc nic nie znaleźli. Mogliśmy spokojnie wejść na pokład samolotu aby zająć swoje miejsca i czekać na start, który nastąpił dokładnie o godzinie, którą podał mi Hayden w samochodzie.
- Spokojnie, Destiny – szepnął mi do ucha Louis kiedy już wznosiliśmy się w powietrzu. – Ja także wierzę, że wszystko się uda. Nie pozwolę aby skrzywdzili Vivianne ani ciebie.
- Wierzę ci. – Odwróciłam wzrok od okna i spojrzałam mu w oczy.
- Nie oszukasz mnie. Widzę twój zmartwiony wzrok i czuję jak miażdżysz moją dłoń.
- Och… przepraszam – powiedziałam i puściłam jego rękę, na której zostawiłam ślady małych półksiężyców zrobione przez paznokcie.
- Nic się nie stało – odpowiedział i rozmasował ją drugą ręką.
- Naprawdę nie chciałam – powiedziałam przygryzając wargę.
- Destiny, nie musisz mnie przepraszać – westchnął ciężko, a moje usta otworzyły się aby znowu wypowiedzieć słowo „przepraszam”. Louis to zauważył i przyłożył mi palec do ust. – Nawet się nieważ mówić znowu tego słowa.
- Okej…
- Masz zamknąć oczy. Wziąć głęboki wdech i powoli wypuścić powietrze przez usta – polecił a ja posłusznie wykonałam jego rozkaz. – Świetnie. Teraz powtórz to kilka razy i słuchaj mnie uważnie. Każdy z nas stresował się przed swoją pierwszą misją, ale gdy doszło co do czego pokazaliśmy na co nas stać, że nie jesteśmy słabi. Jestem przekonany, że z tobą także tak będzie. Po za tym jakby co będę przy tobie. – Skończył a ja otworzyłam oczy i znowu normalnie oddychałam.
- Przecież chciałeś abym została w domu – powiedziałam.
- Masz rację lecz fakt, że wymyśliłaś kłamstwo nie był jedynym powodem dla którego pozwoliłem ci jechać. Uznałem też, że przyda ci się taki wypad, będzie dla ciebie sprawdzianem i… - Przerwał i podrapał się po karku.
- I co? – zapytałam.
- Jestem egoistą i chcę cię mieć przy sobie. Gdybyś została nie mógłbym się skupić bo wciąż myślałabym o tobie, czy jesteś bezpieczna. – Jego wyznanie sprawiło, że się uśmiechnęłam i złożyłam na jego ustach pocałunek w ramach podziękowań za to, że znowu sprawił iż zapomniałam o moich zmartwieniach i uśmiechnęłam się. Nie miałam pojęcia jak to on robi, ale byłam za to wdzięczna Bogu.

                                                                ~†~

3 komentarze:

  1. Kocham ich tak bardzo!! ♥ Momenty Destiny i Lou to taki couple goal, że nie wiem xDD ♥
    Czekam na kolejny rozdział i dalaszy rozwój wydarzeń ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział czekam na next

    OdpowiedzUsuń