piątek, 21 października 2016

† Chapter 6 †

                                                     † Slaves Love †


Wylądowaliśmy w Londynie o godzinie pierwszej trzydzieści po południu. Było pochmurnie i mgliście oraz zostało nam na zrealizowanie planu pięćdziesiąt sześć godzin i trzydzieści minut.
Przed lotniskiem na parkingu czekały na nas trzy czarne SUV-y z przyciemnianymi oknami. Wsiadłam z Louisem do pierwszego, Hayden i Olivia do drugiego a Seth zniknął w ostatnim i jako pierwszy odjechał. Po piętnastu minutach odjechał samochód z Liv i jej chłopakiem, a następnie po upływie tego samego czasu wyruszył nasz.
Jechaliśmy ulicami Londynu i cieszyłam cię, że są przyciemniane okna, ponieważ ludzie spacerujący chodnikami nie byli wstanie zobaczyć mojej twarzy dosłownie przyklejonej do szyby. Byłam pierwszy raz w Londynie i chciałam uchwycić i zapamiętać każdy szczegół gdybym już tutaj nie wróciła.
Po dziesięciu minutach zatrzymaliśmy się przed bramą jednorodzinnego domku. Nasz kierowca opuścił szybę i pokazał swoją twarz do kamery, która zeskanowała ją a po chwili brama przed nami się otworzyła i wjechaliśmy na posesję a następnie do garażu.
Gdy wysiadłam od razu złapałam Louisa za rękę i razem podążyliśmy za chłopakiem, który nas tu podwiózł. Zaprowadził on nas do środka domu, który zawierał całe wyposażenie, był zadbany ale nie przebywała w nim żadna żywa dusza oprócz naszych trzech. Wyglądało na to, że to nie był jeszcze punkt docelowy, ale byliśmy już bardzo blisko. Musieliśmy jeszcze przejść podziemnymi tunelami.
- Zayn mówił, że znasz drogę – powiedział  chłopak otwierając kluczami komórkę pod schodami. Moim oczom ukazały się schody, które prowadziły w dół.
- Zgadza się – przytaknął Louis po czym pociągnął mnie za sobą i zaczęliśmy schodzić.
- Kolejna podziemna kryjówka? – zapytałam go.
- Wszędzie gdzie są ludzie, którzy dla mnie pracują mają podziemną kryjówkę – wyjaśnił.
- Nie uważasz, że to trochę niebezpieczne? Gdyby ktoś się dowiedział gdzie macie swoje kryjówki mógłby je wysadzić i ziemia zawaliłaby się na głowy wszystkich ludzi, którzy by się znajdowali w podziemnych pomieszczeniach – powiedziałam.
- Zakładam, że niektórzy wiedzą o naszych siedzibach ale nie mogą nas wysadzić – odpowiedział uśmiechając się.
- Dlaczego? – Zmarszczyłam brwi.
- Ponieważ muszą pierw dostać się na posesję, które są ogrodzone bramami podłączonymi do napięcia. Wszystko jest także monitorowane i byle kto nie wjedzie, a gdyby się przedostał to od razu włącza się alarm. Okna i drzwi są blokowane a wszyscy uciekają wyjściem ewakuacyjnym na powierzchnię. Dodatkowo jak widzisz pod ziemią jest pełno korytarzy i gdyby je wysadzić zawaliłaby się połowa miasta. Nikt by się nie posunął do czegoś takiego – wytłumaczył.
- Naprawdę płowa miasta? – zapytałam unosząc brwi.
- Tak. Korytarze zaczynają się w czterech domach i każdy znajduje się w innej części miasta. My trafiliśmy do wschodniej a Liv i Hayden do północnej. Jeżeli wiesz gdzie powinnaś skręcić to trafisz do centrum inaczej zwanego Pająkiem gdyż gdybyś spojrzała na to wszystko z góry zobaczyłabyś jedną wielką pajęczynę.
- O mój boże… - szepnęłam. Wizja zawalającego się Londynu była przerażająca i miałam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie.
Przemierzaliśmy w ciszy kolejne tunele. Były one pomalowane na biało i miały zamontowane w miejscu gdzie sufit spotyka się ze ścianą po obu stronach podłużne cienkie lampy. Drzwi, które ujrzałam po upływie chyba trzydziestu minut miały taki sam kolor co ściany przez co zlewały się z nimi i na początku pomyślałam, że to ślepy zaułek ale Louis szedł dalej. Kiedy podeszliśmy zapaliła się w miejscu judasza kamerka, która zeskanowała twarz Louisa.
- Witamy w Londyńskiej siedzibie, szefie – powiedział komputerowy głos kobiety na co Louis uśmiechnął się szeroko i spojrzał na mnie a ja odwzajemniłam gest oraz pokręciłam głową.
Kamera zmieniła kolor z czerwonego na zielony i rozległ się krótki dźwięk po czym szczęk otwieranych zamków. Drzwi otworzyły się same i zamknęły gdy tylko weszliśmy do środka.
Znaleźliśmy się w dużym pokoju, który miał kształt koła. Pośrodku znajdowały się trzy kapsuły ustawione w kształt jednego z kolorów w kartach trefla. Dookoła nich były ustawione białe kanapy z trzema przerwami dzięki którym można było wejść do środka kabin.  Z czterech stron świata były drzwi, a między nimi stanowiska z komputerami i klawiaturą oraz z różnymi przyciskami. Siedzieli przy nich różni punkowcy i obserwowali wyświetlany obraz na monitorach.
- Dobrze cię widzieć, Louis – powiedział chłopak idący w naszą stronę. Miał pełno tatuaży jak każdy punk zresztą. Kolczyki w uszach i trochę ciemniejszą karnację a jego czarne włosy były w lekkim nieładzie.
- Ciebie również, Zayn – odpowiedział Louis i uściskali się przyjaźnie oraz poklepali po plecach z uśmiechami na twarzach.
Louis mówił, że Zayn jest dla niego jak brat. Przez to co spotkało ich w przeszłości nie mogą przebywać w tym samym miejscu ani też spotykać się często. Nie znałam konkretnych powodów i mimo, że strasznie mnie to ciekawiło nie naciskałam bo nie chciałam aby Louis był zły, naprawdę nie lubił tego tematu i unikał go jak ognia.
- Jestem Destiny – powiedziałam kiedy się od siebie odsunęli i wzrok chłopaka padł na mnie. Wyciągnęłam do niego dłoń z uśmiechem a on ją uścisnął.
- Jesteś jego dziewczyną, prawda? – zapytał a ja przytaknęłam skinieniem głowy. – Mam nadzieję, że spotkamy się znowu gdy to wszystko się skończy bo z chęcią cię bliżej poznam. Musisz być naprawdę wyjątkowa skoro to z tobą postanowił wpakować się w coś bardziej poważniejszego niż jedna noc. – Mrugnął do mnie a ja lekko zakłopotana otwierałam już usta aby powiedzieć, że chyba ma rację ale Louis odezwał się szybciej.
- Nie pora teraz na podlizywanie się, Malik. – Louis poklepał go po ramieniu.
- Nie podlizuję się. Staram się zrobić tylko dobre pierwsze wrażenie. – Chłopak podnosi ręce w obronnym geście. - Słyszałeś o trzydziestu sekundach? Są bardzo ważne.
- Już dawno minęły. Spędziłeś je na przytulaniu się do innego mężczyzny co świadczy tylko o jednym.
- Oczywiście, lubię w dupę. – Wywrócił oczami i przyłożył palec do klatki piersiowej Louisa w miejscu gdzie znajduje się serce i dodał. – Szczególnie od ciebie.
- Bliżej ci do idioty niż do geja – powiedział śmiejąc się a wraz z nim zaśmiałam się ja i Zayn. Dalszą sprzeczkę przerwało pojawienie się Haydena i Olivii, którzy weszli przez północne drzwi.
- Jesteśmy! – powiedziała z uśmiechem blondynka podchodząc do nas. Zaraz za nią szedł Hayden, który kiedy przy niej stanął objął ją w pasie.
- Doskonale, możecie się już szykować. Seth dowiedział się przed chwilą gdzie trzymają Vivianne – powiedział Zayn.
- Naprawdę? Żyje? Gdzie ona jest? – zapytałam go od razu z przejęciem.
- Tak, jest cała. Trzymają ją na piątym piętrze w pokoju numer pięćset siedem – odpowiedział.
- W takim razie masz rację. Nie marnujmy czasu i chodźmy się przebrać – powiedziała Olivia i klasnęła w dłonie.
- Możecie to zrobić na dole w szatniach. Wskakujcie do wind. – Zayn skinął głową w kierunku trzech szklanych kabin.
- Idź pierwsza – powiedział do mnie Louis. Spojrzałam na niego i skinęłam potakująco głową po czym poszłam w kierunku jednej z trzech wind i wsiadłam do niej z lekką obawą. Nie ufałam małym pomieszczeniom bo szybko kończyło się w nich powietrze oraz szklanym rzeczom bo uważałam, że mogą się za chwilę rozpaść także mój lęk był spotęgowany jednakże zbędny.
Kiedy drzwi zasunęły się to wszystkie dźwięki ucichły. Spojrzałam na Zayna, który coś powiedział a chwilę później poczułam jak wnętrzności podchodzą mi do góry. Zjechałam bezpiecznie na dół i tym samym znalazłam się w sali treningowej, która była idealną kopią tej w Carlisle, albo na odwrót.
- Tutaj macie swoje ciuchy – powiedziała Olivia wyciągając ubrania z plecaka i wcisnęła je Haydenowi do rąk. – Mam nadzieję, że garnitur się nie pogniótł.
- Myślałam, że mamy założyć coś seksownego a nie eleganckiego… - powiedziałam.
- To dotyczy się tylko nas. Louis będzie zwykłym chłopakiem, który chce się zabawić w klubie ze swoją towarzyszką, a Hayden będzie udawał jednego z milionerów, którzy chcą kupić dla siebie nową zabawkę bo obecna, czyli ja, mu się znudziła – wyjaśniła.
- Och, rozumiem. Problem w tym, że nie miałam o tym pojęcia i nie zabrałam ze sobą nic seksownego.
- We wszystkim wyglądasz gorąco, przynajmniej dla mnie – powiedział wzruszając ramionami i z cwaniackim uśmiechem na twarzy Louis, który wreszcie się pojawił i przyprawił mnie o rumieńce na twarzy. Chyba musiał uciąć sobie jeszcze krótką pogawędkę z Zaynem zanim do nas zjechał bo trochę minut zleciało.
- Spokojnie, coś dla ciebie znajdę, chodź. – Olivia złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła do damskiej szatni.
Blondynka przebrała się w krótką, białą, koronkową i z dużym dekoltem sukienkę a do tego pomalowała sobie a później mnie usta na czerwono i założyła czarne wiązane szpilki. Ja miałam na sobie jej czarną miniówkę, kabaretki, szpilki oraz moją marynarkę, żadnej bluzki pod spodem tylko stanik. Czułam się przez to trochę nago ale Olivia powiedziała stanowczo, że tak musi być i koniec. Kropka.
Gdy wyszłyśmy chłopacy już czekali. Hayden w garniturze i z okularami przeciwsłonecznymi na nosie obracał w palcach sztylet. Louis był w czarnych spodniach, brązowej bluzce, której rękawy podciągnął do łokci oraz z czarnymi, męskimi lakierkami na stopach. Zlustrował mnie wzrokiem po czym powiedział:
- Każdy będzie się gapił na twój dekolt lub tyłek. Nie podoba mi się to.
- Już wiesz jak ja się czuję, stary. - Poklepał go po ramieniu Hayden z uśmiechem. Następnie schował sztylet do pochwy i odgarnął włosy swojej dziewczyny na jedną stronę, rozpiął sukienkę po czym wsadził go za jej stanik. Miała do niego przyszytą dodatkowo gumkę dzięki której ten sztylet się trzymał.
- Też coś dostanę? – zapytałam Louisa.
- Tak, tylko nie wiem gdzie mogłabyś go ukryć – odpowiedział i wyjął jeden z dwóch pistoletów, które miał ukryte pod bluzką za paskiem spodni.
- Spódniczka ma wysoki stan i także wszytą gumkę więc możesz go tam umieścić. Marynarka i włosy zasłonią go – zaproponowała Olivia i tak też zrobiliśmy.
Następnie wsiedliśmy do wind i pojechaliśmy do góry o jakieś cztery piętra. Znaleźliśmy się w chińskiej knajpce co mnie bardzo zaskoczyło gdyż spodziewałam się jakiegoś opuszczonego budynku a nie lokalu gastronomicznego, w którym przez zapachy, które się w nim unosiły zdałam sobie sprawę, że jestem strasznie głodna, ponieważ nic nie jadłam od rana. Niestety nie mogłam zrobić sobie krótkiej przerwy na sushi, miałam w końcu zadanie do wykonania.

                                                                   ~†~

3 komentarze:

  1. Jej jestem pierwsza ale przejcmy do rzeczy super rozdział i czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział życzę weny i czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  3. świetne!! ♥ czekam na kolejny rozdział ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń