piątek, 4 listopada 2016

† Chapter 7 †

                                              † Slaves Love †

Klub Libertine mieścił się w dzielnicy Newington na ulicy The Cut. Z jego najwyższego piętra spokojnie można byłoby ujrzeć Tamizę gdyż był naprawdę wielki, chyba liczył sobie dziesięć pięter jak nie więcej. Ściany budynku były wyłożone szkłem i oświetlane kilkoma reflektorami w niebieskich i różowych barwach. Przed wejściem ciągnęła się kolejka pełna wytatuowanych punkowców z kolczykami na twarzy i włosami w różnych kolorach. Oprócz nich dało się tam też znaleźć zarośniętych i napakowanych harleyowców, skąpo ubrane prostytutki oraz małolatów, którzy nigdy w życiu nie złamali prawa i dziś postanowili, że to zmienią.
Ochroniarze w czarnych garniturach, którzy pilnowali wejścia wpuszczali każdego wcześniej obmacując mu boki sprawdzając tym samym czy nie ma ze sobą broni. Gdy to ujrzałam przeraziłam się i na chwilę wypadłam z bycia głupią lafiryndą przylepioną do Louisa, który przywrócił mnie szybko do porządku.
- Wolałabyś zostać w domu, cukiereczku? – zapytał przygryzając płatek mojego ucha.
- Później tam mnie zabierzesz, misiu pysiu – odpowiedziałam chichocząc. Przejechałam dłonią po jego torsie w górę i zaczepiłam palcem o jego nos po czym odsunęłam się od niego podchodząc do jednego z dwóch ochroniarzy gdyż nastała nasza kolej.
Położył on swoje dłonie przy moim biuście po tym jak kazał mi podnieść ręce do góry, a ja to zrobiłam. Poklepał mnie wzdłuż ciała i jestem pewna, że dłużej przytrzymał swoje dłonie kiedy dotarł  do mojego tyłka ale jedynie tylko po to aby sobie pomacać gdyż pozwolili nam wejść. Nie wykryli żadnej broni, która w sumie ukryta była z przodu lub z tyłu naszych ciał.
Wewnątrz budynku panował mrok, który przecinały reflektory w różnych kolorach. Unosił się zapach co dopiero spalonej marihuany i na cały regulator puszczane było techno, rock lub metal do którego tańczyło z około tysiąca ludzi na ogromnym parkiecie, przy którym unosił się sztuczny dym. Między tańczącymi ludźmi lawirowali mężczyźni, którzy mieli na sobie jedynie bokserki oraz muszkę i na tacach nosili shoty. Kiedy wszystkie zostały opróżnione wracali do baru gdzie barmani raz za razem przyrządzali kolejne drinki. Niektórzy z nich przynosili także zamówione napoje do stolików po lewej stronie, gdzie było kilka loży. Zapełnione one były przez mężczyzn i kobiety, które były na ich zawołanie. Obściskiwali się i nie tylko, jedna nawet klęczała pod stołem. W czterech punktach klubu były okrągłe podesty, na których striptizerki mając na sobie jedynie majtki ( chociaż chyba bardziej pasowałoby określenie sznurek) wyginały się na rurze przed mężczyznami, którzy sypali im na podesty pieniądze.
W skrócie to miejsce było jednym wielkim skupiskiem toksycznych ludzi, którzy nie mieli szacunku do swojego ciała i życia. Żadnych pohamować przy wlewaniu w siebie litrów alkoholu, wstrzykiwaniu narkotyków albo w obściskiwaniu się z kim popadnie lub także pieprzeniu po toaletach. Nie przywiązywali także wagi do pieniędzy, które sypały się z każdej strony tylko dlatego, że mogli zobaczyć nagą kobietę. Zachowywali się trochę jak niewytresowane zwierzęta, nie znali granic przyzwoitości i nie chcieli ich poznać. Niszczyli ten świat, w którym kiedyś panował pokój i harmonia.
Miałam nadzieję, że szybko opuszczę to miejsce bo nie mogłam na to wszystko patrzeć. Nie wierzyłam w to, że to jedyny sposób w jaki te kobiety mogą zarobić. Uważałam, że każdą z nich stać na dużo więcej tylko muszą się na to zdobyć, znaleźć w sobie siłę i iść prosto do celu. A jeżeli mężczyźni, którzy tutaj przesiadywali i je wykorzystywali okazaliby się dżentelmenami i nie traktowali kobiet jak zabawkę na pewno udałoby im się znaleźć tą jedyną. 
- Chcę rozmawiać z Benjaminem Fraiserem – powiedział Louis kiedy udało nam się przepchać przez tłum i dojść do windy, a następnie wjechać nią na trzecie piętro. Przejść kilkoma korytarzami i odszukać drzwi, które miały złotą tabliczkę z napisem „BOSS”.
- Kim jesteś? – zapytał jeden z dwóch ochroniarzy, którzy stali przy drzwiach.
- Jestem Louis. – Zrobił krótką pauzę po czym dodał – Louis Tomlinson.
Szczerze mówiąc przeszły mnie ciarki w tym momencie, a na usta wpłynął lekki uśmiech. Ochroniarze spojrzeli na siebie poczym jeden zapukał do drzwi i kiedy usłyszał zezwolenie na to, że może wejść zniknął za nimi.
Zapadła cisza podczas której wzięłam głęboki wdech, który miał mi pomóc się uspokoić. Czekała nas teraz najtrudniejsza część całej misji i serce waliło mi tak, że miałam wrażenie, że każdy je słyszał. Zazdrościłam Louisowi tego, że był totalnie opanowany i skupiony. Miał poważną twarz, która nie wyrażała żadnych emocji a jego mięśnie były napięte.
Mężczyzna po chwili otworzył drzwi przez które wyszła kobieta, która miała na sobie zwiewną do kolan sukienkę w zielonym kolorze i potargane włosy, które rozczesywała palcami. Kiedy przechodziła obok nas z uśmiechem na ustach mrugnęła do Louisa. Na szczęście on nie zwrócił na nią uwagi, tak samo jak na te striptizerki na dole. Naprawdę nic nie było wstanie odwrócić jego uwagi od zadania.
Że chyba ja sama, pomyślałam ale szybko odrzuciłam tę myśl gdyż powinnam być skupiona na czym innym.
- Możecie wejść – powiedział ochroniarz trzymając szeroko otwarte do wnętrza pokoju drzwi. Louis pociągnął mnie za sobą do środka pokoju gdzie na za wielkim biurkiem siedział Benjamin Fraiser.
Ubrany był w białą koszulę, która miała rozpięte trzy pierwsze guziki, czarne szelki i kilka złotych łańcuchów na szyi. Posiadał także zegarek na lewej ręce i kilka pierścieni na palcach, które były również ze złota.
Wyglądał na około pięćdziesiąt lat. Jego blond włosy z  siwizną w niektórych miejscach były zaczesane do tyłu. Miał widoczne zmarszczki na czole i w kącikach oczu, które miały jasny odcień niebieskiego i przerażały mnie bo miałam wrażenie, że gdy na mnie patrzył to wyobrażał sobie sposób w jaki mnie zabije.
Na szczęście za nim była ściana z oknami na całą szerokość i widać było Londyn, jego oświetlone budynki oraz zachodzące słońce i na tym widoku się skupiłam zamiast na jego spojrzeniu.
- Och, Louis! Dobrze cię widzieć! – Rozłożył ręce i uśmiechnął się. Dostrzegłam w jego uzębieniu kolejny złoty element z czego można było wywnioskować, że naprawdę miał kasy jak lodu.
- Mi ciebie też, Benjaminie – powiedział i skinął głową z podniesionym jednym kącikiem ust.
- Wiele lat minęło od naszego ostatniego spotkania. Zmieniłeś się, stałeś się prawdziwym mężczyzną – powiedział Fraiser i odpalił cygaro, w powietrza wzbiła się chmara białego dymu.
- No cóż, cztery lata to trochę sporo czasu. – Wzruszył ramionami Louis.
- Powiedz, co cię do mnie sprowadza, albo nie. – Pomachał prawą ręką, w której nie trzymał cygara. –Chcę wiedzieć najpierw kim jest ta piękna dama przy twoim boku. – Wskazał na mnie swoim paluchem i mrugnął.
- Destiny Ellis, pracuje dla mnie – odpowiedział stanowczo.
- Mhm… - pokiwał głową. Przysunął się bliżej biurka, na którym oparł łokieć a następnie na pięści położył swoją brodę. Wciąż wpatrywał się we mnie, lustrował od stóp po głowę.
– Zawsze miałeś dobry gust jeżeli chodzi o kobiety. Wybierałeś najlepsze partie i wiedziałeś jak je zaciągnąć do łóżka. Żadna ci nie odmówiła, prawda? – powiedział w końcu znowu opierając się plecami o fotel i znów kierując swoje spojrzenie na Louisa, który ścisnął mocniej moją dłoń gdy Benjamin wspomniał o kobietach.
- Prawda, nie mylisz się – powiedział zgadzając się z nim.
- To były dobre czasy… - westchnął po czym zaciągnął się ponownie cygarem. – No ale co było, to było. Skupmy się na teraźniejszości, powiedz mi czemu zawdzięczam tą wizytę.
- Chciałbym wykupić od ciebie dziewczynę. Nazywa się Vivianne Clive – odpowiedział.
Przez cały czas siedziałam cicho i obserwowałam wszystko uważnie dlatego nie umknęło mojej uwadze to, że na chwile Benjamin zwęził swoje oczy i jego uśmiech zadrżał.
- Ach, tak. Nowy nabytek dostarczony przez Samvela, który wspominał, że możesz się tu pojawić ale nie brałem sobie tego do serca – powiedział a ja na chwilę wytrzeszczyłam oczy. Kim był Samvel? Czy jemu chodziło o Snakea, który tak właśnie miał na imię?
– Jej ciało może być sporo warte. Musisz mi więc wiele zaoferować skoro chcesz ją wykupić nie biorąc udziału w licytacji. – Przestał się całkowicie uśmiechać, sprawiać wrażenie sympatycznego. Był śmiertelnie poważny i odrobinę groźny.
- Proponuję ci pół miliona.
- Znasz mnie równie dobrze jak ja ciebie. Podajesz naprawdę dobra cenę…
- Rozumiem, że się zgadzasz – powiedział Louis przerywając mu.
- Nie. Tego nie powiedziałem. – Pokręcił głową przecząco. –W ogóle nie pozwoliłeś mi dokończyć zdania. Matka cię nie nauczyła, że to niegrzeczne tak komuś przerywać? – zapytał z jadem w głosie.
Louis puścił moją dłoń i podszedł do biurka. Wycelował palcem w Benjamina i przez zaciśnięte zęby wycedził:
- Nie wspominaj o mojej matce. 
Skończyła się życzliwość i zaczęła wychodzić wzajemna nienawiść, która była jak wściekły pies na smyczy. Wyrywający się do tego aby ruszyć na swojego przeciwnika i rzucić mu się do gardła, zatopić w nim kły. Gdyby z całych sił nie starali się jej opanować na pewno by się na siebie rzucili.
- Proponuję ci inną wymianę – powiedział mężczyzna podnosząc się z fotela.
- Jaką? – zapytał Louis zakładając ręce na piersi.
- Dziewczyna za dziewczynę – powiedział. Wciągnęłam gwałtownie powietrze i zrobiłam krok w tył. W mojej głowie trwała bitwa myśli. Nie wiedziałam czy zgodzić się na taki układ, poświęcić się czy może sięgnąć po pistolet, który bardzo wyraźnie teraz odczuwałam i uciekać.
- Nie. Pieniądze albo nic – odpowiedział Louis.
- Och, Louis… przecież wiesz, że i tak zawsze dostaję wszystko co chcę…
- Nie tym razem. Jeśli nie chcesz pieniędzy to wychodzę. Żegnaj – powiedział. Odwrócił się do niego plecami i złapał mnie za rękę idąc w kierunku drzwi.
- Bierzcie ich – powiedział Fraiser i od razu dwóch ochroniarzy ruszyło w naszym kierunku. Cofnęliśmy się natychmiast i wyciągnęliśmy pistolety stając do siebie plecami.  Louis celował w Fraisera, a ja w dwóch ochroniarzy, którzy zauważając broń zatrzymali się i również wyciągnęli swoją.
- Nie strzelać! – powiedział od razu zauważając wyciągniętą broń ze strony swoich ochroniarzy. Dało się usłyszeć w jego głosie panikę. – Obydwoje mają być żywi!
- Wypuścisz nas inaczej nie zawaham się ani sekundy przed pociągnięciem spustu – powiedział Louis.
- Dobrze… - powiedział dopiero po upłynięciu kilku sekund. – Możecie iść.
Machnął ręką na ochroniarzy, który opuścili broń i odsunęli się robiąc nam wolną drogę do drzwi. Zaczęłam się do nich przemieszczać wciąż mając plecy złączone z plecami Louisa i wyciągniętą przed siebie bronią. Kiedy się przy nich znalazłam sięgnęłam ręką do klamki i otworzyłam drzwi. Bądź raczej tylko nacisnęłam na klamkę a inna siła z drugiej strony naparła na nie przez co uderzyły we mnie. Przewróciłam się na ziemię i wypuściłam z rąk broń. Zanim zdążyłam ją ponownie pochwycić złapali mnie za ramiona i podnieśli do góry dwaj ochroniarze, a cała masa innych wtoczyła się do środka.
- Ty pieprzony gnoju! – Krzyknął Louis do Benjamina podczas gdy  ja zaczęłam się szarpać i kopać mężczyzn, którzy mnie trzymali. Niestety było ich coraz więcej, otaczali mnie z każdej strony i łapali za ręce oraz nogi unieruchamiając. Przysłonili Louisa i słyszałam tylko jego głos i swój oraz śmiech Benjamina Fraisera, który musiał jakoś wezwać posiłki.
- Mówiłem Ci, że zawsze dostaję to co chcę a ty nie chciałeś słuchać, Louisie – powiedział Benjamin w przerwie od śmiechu.
- Puszczajcie mnie! Louis! - Krzyczałam a z moich oczu zaczęły lecieć łzy. - Louis, pomóż mi!
- Destiny! Nie martw się, znajdę cię, słyszysz?! Destiny! – Jego głos słabł, przemieszczałam się.
- Kocham cię, Destiny! – Usłyszałam jeszcze zanim wyszliśmy z pokoju i wsiedliśmy do windy. Zmrużyłam oczy przed jasnym światłem po czym zaczęłam znowu krzyczeć błagając żeby mnie wypuścili. 

                                                             ~†~

4 komentarze:

  1. Zaje***ty rozdział niemogę się doczekać next Ps pozdrawiam i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  2. O ja pierdzielę... świetny rozdział! czekam na kolejny!!! ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowity rozdział! Idealny na przeczytanie w wolnej chwili. Już nie mogę doczekać się następnego :) <3

    Przy okazji na moim blogu pojawił się nowy post :)

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG niemogę się doczekać next

    OdpowiedzUsuń