piątek, 14 lipca 2017

† Chapter 13 †

                                                      † Slaves Love †


Siedziałam na parapecie w swoim pokoju i obserwowałam jak nadchodzi noc. Słońce chowało się za horyzontem i niebo przybrało pomarańczowo różowy kolor. Pojawił się chłodny wiatr, który podrywał z ziemi opadłe z drzew liście i zapaliły się uliczne latarnie.
  Jesień rozpoczęła się dwa tygodnie temu przynosząc deszczowe dni, a ja już wyobrażałam sobie pod powiekami zamkniętych oczu świat przykryty puszystym śniegiem. Marzyłam o tym, że ubieram choinkę, kupuję prezenty dla bliskich, buduję bałwana i piję szampana w sylwestra. Pragnęłam tego w tym roku podwójnie z powodu Snake’a, który stał mi na przeszkodzie. Bałam się, że przegram w jego grze, wyłożę złą kartę, wyrzucę za małą ilość oczek, aby schronić się w bezpiecznym miejscu i zginę zanim pierwsza gwiazdka zdąży pojawić się na niebie.
  Przestałam rozmyślać  o nadchodzącym bożym narodzeniu kiedy rozległ się dzwonek do drzwi i zaczęłam się stresować pierwszym spotkaniem Louisa z moją matką. Zupełnie zapomniałam o jego przeszłości, która zabrudziła jego przyszłość i pokryła ciało tatuażami kiedy wyrażałam zgodę na wspólną kolację. Mimo wszystko miałam nadzieję, że spotkanie przebiegnie pomyślnie i nie będę musiała opuszczać Carlisle.
- Otworzę! – krzyknęłam wybiegając z pokoju. Schodząc po schodach poprawiłam prostą, czarną sukienkę, którą założyłam specjalnie na dzisiejszy wieczór oraz włożyłam za ucho niesforne kosmyki włosów, a następnie wzięłam głęboki wdech i nacisnęłam klamkę.
  Bukiet czerwonych róż, który Louis trzymał w dłoniach zasłaniał jego wyprostowaną sylwetkę odzianą w garnitur. Niesforne kosmyki jego włosów były ulizane i błyszczały się równie mocno jak czarne lakierki na jego stopach. Policzki miał gładkie, świeżo ogolone, a dookoła niego unosił silny zapach męskich perfum, który sprawił że nogi mi zmiękły.
- Dobry wieczór – powiedział przekraczając próg. Wyciągnął z bukietu jedną różą i wręczył mi ją całując mój policzek.
- Witaj, Louis – odpowiedziałam z szerokim uśmiechem na twarzy. Odebrałam różę i zanurzyłam w niej nos napawając się jej cudnym zapachem. Znad czerwonych płatków obserwowałam jak Louis staje naprzeciw mojej matki.
  Patricia Ellis przekazała mi w genach swoją urodę, każdy detal swojej twarzy. Miałyśmy te same kości policzkowe, brodę, pociągłe usta, zaokrąglony nos, a także kształt oczu. Jedynie kolor tęczówek był inny, brązowy odziedziczony po ojcu wraz ze wzrostem. Mama miała drobną budowę ciała, była o głowę niższa ode mnie i także od Louisa, a mimo to wydawała się nad nim górować przez srogie, podejrzliwe spojrzenie.
- Miło mi panią poznać. – Louis postanowił, że jako pierwszy się odezwie i wyciągnął w jej kierunku bukiet róż.
- Dziękuję, że zgodziłeś się przyjść – odpowiedziała odbierając kwiaty, które do tej pory zasłaniały pokrytą tatuażami szyję Louisa. Mama uniosła w górę zaskoczona wypielęgnowane brwi kiedy ujrzała czarne rysunki na jego skórze, ale ich nie skomentowała kąśliwie. – Zapraszam do salonu – dodała jedynie wskazując ręką pokój po czym zniknęła w kuchni by nalać wody do wazonu i postawić w nim podarowane róże.
  Podeszłam do Louisa i złapałam go za rękę, potarłam kciukiem wierzch jego dłoni. Gołym okiem zauważyłam, że stał cały spięty z powodu nerwów jakie przyniosło mu to spotkanie. Widziałam też, że wkładał całe serce aby wypaść jak najlepiej.
- Nie stresuj się – szepnęłam mu do ucha.
- Łatwo ci mówić - odszepnął patrząc na mnie oczami wypełnionymi przerażeniem.
- Owszem, ponieważ dostrzegam twoje gesty i ich efekty, zupełnie jakby ktoś mi ciebie podmienił. – Szturchnęłam go biodrem, aby go trochę go rozluźnić.
- Przepraszam, nie wiem jakie są twoje ulubione kwiaty, a żel paskudnie schodzi z włosów – powiedział z uśmiechem.
- Peonie – odpowiedziałam krótko.
  Przekroczyliśmy próg salonu gdzie oczekiwał nas George, który zamierzał jak najlepiej wypaść w roli ojca, którego mi zastępował. Przekonana byłam całkowicie, że gdyby Thomas Ellis żył i mógł z nami tutaj dzisiaj być na pewno założyłby swój mundur policyjny i bawiłby się pistoletem siedząc w fotelu. Obracając wciąż broń na palcu zacząłby opowiadać mi o wymyślonym mężczyźnie, którego dzisiaj zabił, a następnie zauważyłby Louisa. Podniósłby się z siedzenia upuszczając specjalnie kajdanki, przywitałby się z nim przyjaznym uściskiem, a przy stole zacząłby go wypytywać jak na przesłuchaniu. Wszystko zakończyłby śmiechem i jedyną poważną przestrogą jaką mój wybranek powinien sobie wziąć do serca.
- Ufajcie sobie nawzajem, nie ukrywajcie przed sobą prawdy, każdy problem lepiej rozwiązać we dwójkę – powiedział kiedyś do Allana.
  Deszcz uderzał w okna ze względu na połowę listopada, ogień w kominku ogrzewał salon, a my jedliśmy kolację. Minęły trzy tygodnie odkąd zaczęłam spędzać z Allanem więcej czasu niż ze zwykłym przyjacielem. Odprowadzał mnie akurat do domu kiedy zaczęło padać więc zaproponowałam aby wszedł do środka na herbatę i przeczekał ulewę. Skończyło się na rodzinnej kolacji i nocowaniu u mnie w pokoju oraz snuciu pierwszych marzeń o wspólnej przyszłości. Wszystko się zmieniło, relacje, otaczający nas ludzie i nasze wnętrza, jedynie porcelanowa zastawa i srebrne sztućce pozostały takie same.
  Przeszłość nigdy nie miała mi do powiedzenia niczego ciekawego, uświadamiała mi jedynie ile straciłam i zadawała ból. Starałam się skupiać na teraźniejszości i być szczęśliwą z drobnych rzeczy póki miałam na to możliwość więc otarłam szybko łzy, które zebrały mi się w oczach przez owe wspomnienie. Zepchnęłam je w odmęty mojego umysłu i zaczęłam zapamiętywać detale kształtującego się nowego, szczęśliwego wspomnienia.
- Dobry wieczór – powiedział Louis wyciągając do niego dłoń.
- Cześć, miło mi cię poznać… - powiedział ściskając jego rękę. Przeciągnął ostatnie słowo spoglądając na mnie ponad jego głową szukając ratunku. Zrozumiałam, że nie pamięta jego imienia więc szybko powtórzyłam mu je poruszając ustami.
– Luke.
- Louis. – Natychmiast poprawiłam Geroge’a, kiedy wypowiedział źle odczytane z moich ust imię.
- Tak, Louis. Miło mi, że mogę nareszcie cię poznać, Louis. Jak się masz?
  George był chyba jeszcze bardziej zestresowany niż Louis. Oboje znajdowali się w podobnej sytuacji, nie wiedzieli jak mają poradzić sobie z nowym wyzwaniem. George nie posiadał żony ani dzieci więc jego córka nigdy nie przyprowadzała chłopaka do domu, a Louis posiadał jedynie dziewczyny na jedną noc i nie odwiedzał ich w domu.
- Wspaniale, a pan? – zapytał próbując utrzymywać konwersację.
- Również mam się dobrze – odpowiedział po czym dodał także nie chcąc uniknąć krępującej ciszy. – Chociaż trochę jestem zmęczony po pracy i głodny.
- Destiny mówiła, że prowadzi pan firmę, reklamową jeżeli dobrze pamiętam.
- Zgadza się – skinął potakująco głową. - A ty czymś się zajmujesz, chodzisz jeszcze do szkoły? – zapytał z zakłopotaniem, które wynikało z wiedzy Louisa na jego temat, podczas gdy Geroge o wszystkim zapomniał. 
- Nie, proszę pana – odpowiedział uprzejmie Louis nie przejmując się tym oraz wcześniejszym pomyleniem jego imienia. – Skończyłem szkołę dwa lata temu i aktualnie posiadam restaurację.
- Restaurację w tak młodym wieku! To doprawdy godne podziwu! – Podobnie jak mama uniósł wysoko zdziwiony brwi. Zdążył zauważyć wystające z kołnierzyka i mankietów koszuli tatuaże Louisa i zapewnie spodziewał się usłyszeć, że kończy właśnie szkołę, ponieważ przez większość czasu jej trwania siedział w poprawczaku.
- Dziękuję panu bardzo. – Louis przyjął komplement skinieniem głowy i lekkim uśmiechem.
- Destiny, pomożesz mi przynieść herbatę z kawą? – zapytała mama wchodząc do salonu i stawiając kwiaty nad kominkiem.
- Oczywiście – zgodziłam się i podążyłam za nią. Wcześniej również wsadziłam różę, którą mi Louis podarował między chabry, które ozdabiały stół z zastawą.
  Przyniosłyśmy z mamą po dwa szklane dzbanki wypełnione herbatą z cytryną lub kawą z mlekiem, do wyboru do koloru. Następnie zasiedliśmy do stołu życząc sobie smacznego. Siedziałam obok Louisa, a naprzeciw mnie moja matka i George, który naprędce nałożył sobie jedzenia na talerz i zaczął je spożywać. Usprawiedliwiał pełną buzią swoje milczenie. Louis zbyt się wciąż denerwował aby zacząć rozmowę, widziałam to po jego drżących dłoniach, na których skupiał całą swoją uwagę i próbował nad nimi zapanować. Moja matka obrzucała każdego ukradkowym spojrzeniem i przygryzała wargę zastanawiając się co powiedzieć.
- George – odezwałam się postanawiając przerwać panującą ciszę. – Skoro Louis posiada restaurację, może moglibyście razem współpracować? Stworzyłbyś reklamę i pomógłbyś rozpowszechnić informację o jego lokalu?
- Świetny pomysł! – George natychmiast pochwycił mój temat, ponieważ każda okazja do zarobienia pieniędzy, możliwość wspięcia się wyżej po drabinie, pobudzała go do życia. – Louis, jeżeli chcesz, możesz odwiedzić mnie w moim biurze jutro o pierwszej po południu. Omówilibyśmy wszystko podczas lunchu.
- Dziękuję, za tę ofertę. Na pewno ją przemyślę i odezwę się do pana – odpowiedział prostując się na krześle.
- W jakim jesteś wieku, Louis? Wydajesz się być młodym chłopakiem, zbyt młodym na przedsiębiorstwa – odezwała się moja mama.
- Mam dwadzieścia dwa lata, proszę pani.
- Czy właśnie to chciałbyś robić w życiu, prowadzić restaurację? – Spięłam się wyczuwając nadchodzącą w kierunku Louisa falę pytań zadawanych chłodnym tonem.
- Jeżeli konkurencja mnie nie wygryzie to jak najbardziej chciałbym z tym powiązać swoją przyszłość. – Jedynie ja i Louis zdawaliśmy sobie sprawę z gry słów jaka się odbywała w tym pokoju. Louis mówiąc o konkurencji miał na myśli Snake’a, który mógłby go wygryźć przez jedną kulkę wymierzoną prosto w jego serce.
- Interesujesz się czymś innym, nie tylko gastronomią? – Uśmiechnęłam się na wspomnienie porannego śniadania, które Louis próbował przygotować. Nie powiedziałabym, że Louis zainteresowany jest kuchnią, ale moja mama nie miała o niczym pojęcia i tak miało też pozostać. Prawda prawdopodobnie zabiłaby ją.   
– Sportem, fotografią i ostatnio zaciekawiła mnie literatura. - Louis zastanowił się chwilę zanim odpowiedział. Uświadomiłam sobie, że poświęca całe swoje życie na walce ze Snake’iem, prowadzeniu klubu i ośrodków szkoleniowych. Otoczony złem stara się przywrócić dobro przez co brakuje mu czasu na odnajdywanie siebie, rzeczy, które go pociągają i rozwijanie swoich pasji. 
- Byłam pewna, że wspomnisz o sztuce. Jeżeli w ogóle tatuaże można zaliczyć do tej kategorii – powiedziała z pogardą.
- Na pewno mieszanie ludzi z błotem zalicza się do tej dziedziny – odpowiedział jej spokojnie Louis. Podziwiałam go, że potrafił nad sobą panować po tym jak moja mama zadała mu cios poniżej pasa. Sama skupiałam się na oddechach, aby nie stracić nad sobą kontroli.  
- Czy masz plan zapasowy, gdyby konkurencja wygrała? – Matka powróciła do tematu pracy udając, że nie usłyszała stwierdzenia Louisa.
- Oczywiście i niedawno zacząłem go realizować. Założyłem kolejne przedsiębiorstwo polegające na zajęciach dla młodzieży, podczas których mogłaby rozwijać swoje pasje. – Louis zaskakiwał mnie odpowiednim doborem słów, który ukrywał prawdę na temat jego życia. Najpierw zataił informację o Snake’u, a teraz o swoim gangu.
- Świetny pomysł! – pochwalił George Louisa. – Jutro również możemy poruszyć temat tej organizacji.
- Jednak niektórzy potrafią wyjść na ludzi – mruknęła pod nosem moja mama. Mimo to wyraźnie ją słyszeliśmy i wiedzieliśmy co miała na myśli. Osądzała Louisa po jego tatuażach, zaliczała go do marginesu społecznego.
- Nie zauważyłem, aby ktoś zmieniał się z powrotem w małpę przez to co zrobił, jakkolwiek by było to złe  – odpowiedział jej Louis. Patrzyli sobie w oczy, wydawało się, że nie mrugają i że temperatura powietrza wzrasta.
- Środki pieniężne zapewne nie sprawiają, że martwisz się o swoje utrzymanie? – kontynuowała moja matka.
- Zgadza się. – Louis potwierdził jej domysły.
- Uważasz, że zapewnisz również godne życie mojej córce? – zapytała z rozbawieniem. Nie potrafiła uwierzyć, że jest na to gotowy, wystarczająco odpowiedzialny. Widziała w nim mimo wszystko gówniarza z ulicy.
- Tak, proszę pani.
- Co o tym wszystkim myślą twoi rodzice? – Matka zadała pytanie, którego najbardziej się obawiałam. Słysząc je  od razu wyciągnęłam pod stołem rękę w kierunku Louisa aby złapać jego dłoń i dodać mu otuchy. Zapadła cisza, podczas której Louis zastanawiał się czy odpowiedzieć tym razem zgodnie z prawdą.
- Moi rodzice nie żyją, proszę pani – odpowiedział ze słyszalnym smutkiem w głosie.
- Moje kondolencje – powiedziała matka, a Louis jedynie skinął głową.
- Również składam wyrazy współczucia – odezwał się George.
  Napięta atmosfera opadła i znowu zapadła cisza. Uznałam kolację za zakończoną, nikt z nas nie miał już więcej do dodania, a przynajmniej czuł, że nie wypada już o więcej pytać. Podniosłam się z miejsca, a zaraz za mną zrobił to samo Louis.
- Dziękuję bardzo państwu za kolację. Mam nadzieję, że wkrótce się zobaczymy – skłamał by zachować pozory uprzejmej, pozytywnie nastawionej osoby do samego końca.
- Pójdę go odprowadzić do wyjścia – oznajmiłam. Nikt nas nie zatrzymywał więc opuściliśmy salon, a następnie wyszliśmy z domu na pogrążoną w nocy ulicę, której ciemność rozświetlały latarnie aby móc w spokoju porozmawiać.
- Przepraszam – powiedziałam ze łzami w oczach kiedy zamknęły się za mną drzwi i byłam pewna, że nas nie usłyszą.
Louis nie zatrzymał się obok mnie. Zdenerwowany szedł dalej do krawężnika chodnika, a następnie zawrócił. Chodził w tę i z powrotem rozwiązując krawat i rozpinając białą koszulę oraz wdychając zachłannie zimne powietrze.
- Liczyłaś na mnie, a ja spierdoliłem sprawę i to ja powinienem cię przepraszać – powiedział z poczuciem winy, której nie powinien u siebie doszukiwać. Wina leżała po stronie mojej mamy, która ślepa była na jego wnętrze przez panujące stereotypy. – Powinienem przewidzieć, że nie mam ani jednego grama szansy i nie przychodzić. Miałem jednak nadzieję, postanowiłem spróbować i okazało się, że cała ta pieprzona szopka z garniturem, różami i zasadami savoir vivre okazała się bezużyteczna. Gdybym mógł, pozbyłbym się tych tatuaży, zdarł tą skórę i zastąpił nową. – Louis stanął przede mną i palcami rozdrapywał skórę na szyi oraz klatce piersiowej. Widok ten rozrywał moje serce i sprawił, że z oczu uleciały łzy. - Ale nie mogę, to cząstka mnie! – krzyczał, a jego głos niósł się po całej ulicy.
- Louis. – Położyłam dłonie na jego policzkach i dotknęłam swoim czołem jego.  - Nie myśl tak, proszę. To nie twoja wina, że społeczeństwo zaszczepia w swoich kolejnych członkach stereotypy, których się kurczowo trzymają bo ciężko im znieść zmiany. Ludzie pragną idealnego świata, który wydaje im się już zbudowali i każda nowa rzecz, która narusza porządek jest zła. Moja matka jest jedną z nich, ale ja również miałam nadzieję. Przepraszam, że cię w nią wciągnęłam i teraz wydaje ci się, że przestaje istnieć. Jeżeli moja matka się nie zgodzi to ucieknę. Chcę być z tobą, chcę zostać w Carlisle. Widzę twoje wnętrze Louis, nie jestem na nie ślepa, przynajmniej już nigdy więcej nie będę. Przyznaję się, że byłam kiedyś więźniem stereotypów, ale się uwolniłam.
- Jestem potworem.
- Potworem który ratuje życie, Louis i którego kocham.
Louis był już jedynie pogrążony w smutku, złość go opuściła, mięśnie się rozluźniły. Westchnął gładząc moją dłoń, wpatrując się w moje usta, a następnie w punkt ponad moją głową. Odwróciłam się za jego spojrzeniem i zobaczyłam sylwetkę mojej matki stojącą w oknie.
- Dobranoc Destiny – powiedział żegnając się. Odszedł w stronę motocykla, lecz zamiast na niego wsiąść zawrócił.
  Podszedł znów do mnie i objął mnie w pasie, przechylił odrobinę w dół i pocałował mnie namiętnie. Wolną ręką odgarnął włosy z mojej twarzy, a następnie opuszkami palców przejechał po moim karku wywołując przyjemny dreszcz rozchodzący się wzdłuż kręgosłupa. Pocałunki były długie i głębokie. Posłał mi cwaniacki uśmiech kiedy postawił mnie do pionu, a następnie odjechał.
- Dobranoc, Louis – szepnęłam za nim.

                                                              ~†~

2 komentarze:

  1. No no nooo, kolacja z piekła rodem i chyba zmora każdego chłopaka, haha
    Rozdział bardzo przyjemnie się czytało, mimo że napięcie między postaciami wisiało w powietrzu. Nie mogę się doczekać następnego :D
    opowiadania-deszczem-pisane.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam na nowy rozdział :)

    opowiadania-deszczem-pisane.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń